Co masz w Twoim DNA?


Monika Górska | 11 sierpnia 2016

Jest sierpień. Wakacje. Masz wreszcie trochę więcej wolnego czasu i trochę więcej okazji do wydawania pieniędzy, na które tak ciężko pracowałeś cały rok.  Możesz być z siebie dumny, bo udaje Ci się coraz mądrzej nimi gospodarować. Starcza nie tylko na frytki i gofry dla dzieciaków, ale na masaż i kolację przy świecach. Nie mówiąc już o …. i o…., o czym wcześniej mogłeś tylko pomarzyć.

Pieniądze są dla Ciebie pomostem od teraźniejszości ku przyszłości, choć jeżeli jesteśmy do siebie trochę podobni, pewnie nie lubisz o nich rozmawiać. Lubisz robić to, co lubisz robić, a wycenianie Twoich usług, najchętniej byś oddał w czyjeś dobre ręce. Choć pewnie nieraz, w ten leniwy wakacyjny czas wyświetli Ci się w głowie męczący refren z pytaniami klientów: – A dlaczego tak drogo? Albo inny, z Twoim własnym, powracającym pytaniem –

Dlaczego nie chciałem za to więcej?

Jeśli jesteś freelancerem, albo prowadzisz swoją firmę, choćby jednoosobową, albo się do tego już od jakiegoś czasu przymierzasz, na pewno poświęcasz dużo wysiłku, żeby jak najwięcej nauczyć się o biznesie. Starasz się tak pokazać, żeby nikt nie miał wątpliwości, czemu na tyle się wyceniasz, czemu nie chcesz zejść z ustalonej ceny. Zarywasz nocki, żeby poznać najnowsze trendy brandingu, marketingu, PR…, ale prócz zmęczenia i podkrążonych oczu nie widzisz, by przynosiło to jakieś spektakularne efekty.

A ile czasu poświęcasz nauce o sobie? O tym kim jesteś? Co jest Twoją największą wartością? O tym po co w ogóle się urodziłeś,  co masz do zrobienia na tym świecie i jak możesz służyć innym?

Jeśli odpowiesz sobie na te pytania, zobaczysz jak zmieni się Twoja sprzedaż i jak zaczniesz sprzedawać, nie zauważając nawet, że sprzedajesz.

Kiedy dzielisz się kawałkiem siebie, dzielisz się Twoją opowieścią i pokazujesz Twoje wartości i pasję innym, dzieje się coś niezwykłego.

Pieniądz sam Ciebie szuka, a Ty nie musisz go gonić.

Wiem, bo sama doświadczałam tego wiele razy i widziałam, jak to się działo u moich klientów.  Kiedy pokazujesz innym Twoją wartość, wytwarza się między Wami rodzaj emocjonalnego kleju. Temu służy opowieść DNA. Historia, która jak DNA jest genetycznym nośnikiem informacji o Tobie i Twojej firmie.

Nośnikiem, który przenika bardzo głęboko, do wnętrza człowieka. Wnika bez żadnego oporu, przez mózg do serca i budzi niesamowite emocje. Nośnikiem wartości tak cennych dla klienta, że nie może się powstrzymać przed wydawaniem u Ciebie pieniędzy i zrobienia dla Ciebie, albo wspólnie z Tobą rzeczy niemożliwych – dla innych.

Takiej opowieści  uczyła się Bogna Olejarz  w naszej Mistrzowskiej Szkole Storytellingu Biznesowego.

Opowieść Bogny

Mój najcenniejszy skarb był opakowany w porażkę, ale smak był równie przyjemny co poziomka znaleziona w lesie.

Byłam świeżo po maturze, beztroska pełna marzeń. Od ponad roku przygotowywałam się do egzaminów z rysunku. Co weekend chodziłam na Politechnikę Gdańską, żeby szlifować swoje zdolności łapania perspektywy, szkicowania, kadrowania. Chciałam zostać architektem, przez wielkie A.

Uwielbiałam widok samego budynku gmachu głównego. Żeby dotrzeć do gmachu, szłam ciemną aleją drzew, a potem była wielka brama i rozłożyste schody wejściowe. Tam zazwyczaj stali studenci z tubą pod ręką i rozmawiali o zaliczeniach. Zajęcia z rysunku odbywały się na klimatycznym strychu. Wszystko miało smak wyjątkowości. Już wtedy była okazja, żeby poznać swoich przyszłych kolegów z ławki studenckiej.

Przyszedł czas egzaminów, a potem wyniki. Pamiętam jak próbowałam znaleźć się na tablicy, szukałam oczywiście na liście przyjętych. Nie było tam mojego nazwiska. Wielki żal, smutek, pytania „jak to możliwe?”. To była dla mnie wtedy katastrofa, bo wszystko postawiłam na jedną kartę. Mogłam zostać budowlańcem, ale ja chciałam iść na architekturę. Przepłakałam wtedy popołudnie i wieczór. Dla młodej dziewczyny, której problemy rozwiązywały się same albo przez rodziców to był koniec świata.

Następnego dnia wsiadłam na rower i pojechałam nad morze. Zaczęłam trzeźwieć od smutku.

Wracałam do domu już inna. Przycupnęłam na kanapie, gdzie leżał laptop taty. Podłączyłam modem. Zaczęłam szukać czegoś w internecie, przez przypadek znalazłam informacje, że są jeszcze egzaminy na architekturę w Białymstoku. Wstąpiła we mnie nowa siła. W ciągu jednego dnia wszystko zorganizowałam, żeby wysłać tam papiery i dogadać jak wygląda egzamin. Białystok wtedy brzmiał dla mnie równie egzotycznie i dziko co Bukareszt, albo Bombaj.

Nie było wyjścia. Czułam całą sobą, że muszę tam jechać. Nie myślałam o tym co będzie. Jadę! Srebrny Ford Focus mknął niczym strzała północy, powożony przez mojego Tatę. Dotarłam, narysowałam i zdałam. Już tylko moja decyzja dzieliła mnie od bycia studentką architektury. Pojawił się strach. Mój świat wtedy kręcił się wokół koleżanek, znajomych przestrzeni, rodzinnego ciepła, a teraz co? Przecież ja nie umiem gotować, prać. Wcześniej to było wrzucanie do kosza na brudy. Do tego doszły dowcipy otoczenia, że w Białymstoku nie ma kanalizacji. Strach i niepewność stłumiła ciekawość. Poddałam się intuicji i zostałam studentką architektury.

Koniec końców architekturę ukończyłam na Politechnice Gdańskiej, ale to w Białymstoku spędziłam najlepsze pół roku mojego przed dorosłego życia. Tam po raz pierwszy w świadomy sposób mogłam decydować o swoim życiu. W prezencie dostałam największy skarb jakim jest samodzielność. Zdobywanie nowych umiejętności dodawało mi skrzydeł. To był czas wielkiej twórczej pracy, gdzie czułam, że powstaje na nowo. Towarzyszyła mi wielka radość i zadowalanie z siebie.

Gdy w 2013 roku pojawił się mój synek, było dla mnie sprawą naturalną, że chcę go obdarować tym co przyniosło mi największą radość. Razem z jego rozwojem uczyłam się coraz więcej o tworzeniu przyjaznej przestrzeni wspierającej samodzielność. Widziałam jego uśmiech jak sam mógł sięgnąć, podnieść się, stawiać pierwsze kroki.

Te doświadczenia tylko utrwaliły mnie w tym co chcę robić. Teraz tworzę przestrzenie dla dzieci, wspierając ich swobodę i przemycam jak najwięcej przyrody, która pachnie, wzbogaca i czasem smakuje poziomką.

Bogna Olejarz
– Na co dzień pani od zabaw leśnych i nie tylko
www.qlala.pl

Warunkiem cudownej skuteczności DNA STORY jest odkrycie swoich autentycznych wartości.

Jeśli chcesz odkryć jaką wartość masz dla swoich klientów i partnerów biznesowych
Jeśli chcesz nauczyć się jak przyciągać klientów Twoimi wartościami,  z mocą i pewnością siebie
Jeśli chcesz skorzystać z ćwiczeń i szablonów, które sprawią, że stworzenie Twojej historii DNA będzie fascynującą wyprawą w głąb siebie
Jeśli chcesz nauczyć się tak opowiadać, by wytworzyć u Twojego słuchacza rodzaj emocjonalnego kleju i pokazać mu dlaczego spośród tylu innych ma wybrać właśnie Ciebie, i byś nawet nie zauważył, że sprzedajesz.

To video Ci w tym pomoże.

 

Podziel się tym wpisem:
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

Jestem jak znaczek pocztowy. Trzymam się jednej rzeczy w drodze do celu. Ta jedna rzecz to opowieści. Mój cel: nauczyć przedsiębiorców tak opowiadać, żeby ich biznesy i życie stawały się jak najlepszą fabułą. Taką na Oscara. Od 26 lat jestem praktykiem storytellingu: zrobiłam setkę filmów nagradzanych na całym świecie i uczę sztuki opowiadania. Ostatnio w mojej Mistrzowskiej Szkole Storytellingu Biznesowego. Najbardziej lubię tę nutkę zaskoczenia, kiedy moi klienci piszą w mailach: "Monika, ten storytelling naprawdę działa!"


Dołącz do dyskusji: