[wewnętrzny krytyk] Ulży Ci, jak to przeczytasz


Monika Górska | 14 kwietnia 2016

No więc wreszcie usiadłeś do opowieści. Cudem znalazłeś czas, w Twoim zagonionym dniu i teraz jest właśnie ten moment, kiedy zaczynasz pisać.

Siedzisz przed ekranem komputera albo pochylasz nad kartką papieru, która najpierw jest długo niepokojąco pusta. Zaczynasz pisać pierwsze zdanie. Pół godziny później je skreślasz. Po kolejnej godzinie dopisujesz drugie i znowu je skreślasz. Kilka godzin później ciągle siedzisz przed tym samym ekranem albo kartką. Jest na niej dużo skreśleń, dużo dopisków drobnym maczkiem, który później trudno samemu odczytać.  A koło Ciebie coraz więcej  kubków po herbacie i okruszków ciastek.

Najgorsze w tym, że w ogóle nie jesteś zadowolony z tego, co napisałeś. Poziom frustracji rośnie i zastanawiasz się czy w ogóle jest sens żeby dalej pisać Twoją opowieść. Uczynny głos w Twojej głowie podpowiada,  że „na pewno ci się nie uda”, „jesteś przecież do niczego”, „na pewno inni napiszą lepiej”.

Brzmi znajomo? Jeśli tak, to dzisiejszy list pisałam właśnie dla Ciebie. Od serca! Znajdziesz w nim pięć sposobów, które pomogą Ci napisać wspaniałą opowieść. Tym razem nie będą to jednak wskazówki, jak zbudować porywającą strukturę za pomocą SykomoraTM, albo jak umiejętnie stopniować napięcie, akcentując przeszkody na drodze bohatera.

To są sposoby na Twoją głowę, która, jak się czasem okazuje, bywa Twoim największym antagonistą.

Jeżeli pisząc opowieść, słyszysz głosy, to nic się nie martw. To zupełnie normalne. Wszyscy je słyszymy. Są jak radio NON STOP, z zepsutym pokrętłem, które tak trudno jest ściszyć. I w dodatku cały czas nadaje nie DLA Ciebie, tylko NA Ciebie.

Najczęstszymi lektorami w tym radiu są: Pan Stempel, Pan Kopacz i Pani Tamtajestlepsza.

Pan Stempel mówi mało, ale za to dosadnie. To od niego słyszysz „Ale KRETYN z Ciebie”, „Jaka Ty beznadziejna jesteś”, „Do niczego”, „Oferma”, „Totalne Beztalencie” .

Pan Kopacz dokopie Ci w każdej sytuacji „Na pewno ci się nie uda”, „To jest zbyt trudne dla Ciebie”,  „Przecież nie dasz rady”.

Na temat wewnętrznego krytyka wiele już napisano. Zauważyłam jednak że uwaga autorów skupia się na tych negatywnych głosach w Twojej głowie.

A tymczasem jest jeszcze Pani Tamtajestlepsza. Jest absolutną mistrzynią przekonywania. To ona, nie znoszącym sprzeciwu tonem, mówi Ci  „nooo nie jesteś jeszcze perfekcyjny”, „tamta jest dużo lepsza” „sporo ci jeszcze brakuje”. Wiesz o kim mówię?

Nie zawsze porównuje Cię do innych – jest dużo bardziej wyrafinowana. Najwięcej zabawy jest wtedy, kiedy porównuje Cię do ciebie samego:  „Tylko na tyle Cię stać?” „A spróbuj jeszcze raz”, „I jeszcze raz”, „I jeszcze raz”, „Następny  razem zrobisz to lepiej” .

Ta pani jest szczególnie niebezpieczna, bo to co mówi wydaje się tak sensowne i racjonalne. Przecież chcesz napisać perfekcyjną, doskonałą, profesjonalną historię. Więc traktujesz ją jako swoje wybawienie, jak upragnionego mentora.

Jakby to ona, a nie Ty, miała całą wiedzę o Twojej opowieści, w trakcie kiedy ją  tworzysz. Jakby była demiurgiem,  który z tysiąca metrów nad ziemią widzi Twoją opowieść i wie już dokładnie jaka będzie,  albo czego w niej będzie brakowało i zanim jeszcze dokończyłeś poprzednie zdanie, non stop podpowiada ci co masz teraz zrobić.

Sama spotykam się z tą panią na co dzień. Staram się z nią zaprzyjaźnić, oswoić i coraz więcej jest już dni, kiedy się to udaje.

Ale gdybyś był ze mną w studio, kiedy nagrywałam kolejny odcinek Storytelling for Business Succes, zobaczyłbyś wyraźnie tę panią, jak rozsiadła się wygodnie w mojej głowie, wbija we mnie swój sokoli wzrok, tupie nóżką w szpilce i mówi „No może być, ale stać Cię na więcej” … „To może jeszcze raz a spróbuj”… „A może jeszcze inaczej”… „Może teraz uda Ci się lepiej”.

No przecież ona ma rację! To grzecznie poprawiam. Jeszcze raz. I jeszcze raz. Po godzinie takiego dialogu z panią Tamtajestlepsza, mam nagrany materiał, który docelowo ma mieć minutę,  tylko, że ja powtarzałam go ze 20 razy.  A na końcu, w czasie montażu zgadnij które ujęcie wybieramy? Tak, najczęściej to pierwsze, bo tam jestem najprawdziwsza i najbardziej autentyczna.

Bardziej niż Pani Tamtajestlepsza, powinnam słuchać mojej mamy, która powtarzała za moją babcią „Lepsze jest wrogiem dobrego”.

Myślę, że zgodzisz się ze mną, że pora z tym skończyć. Pora nabrać dystansu i potraktować te głosy w naszej głowie, te Gremliny, które przeszkadzają Tobie cieszyć się pisaniem opowieści, jako głosy utalentowanych lektorów w radiu, a nie jako wyrocznię. Pomoże Ci w tym tych te pięć sposobów.

1. Skup się na twoim celu, a nie na wygranej.

Koncentruj Twoją uwagę na przesłaniu opowieści, które ma dotrzeć do Twojego odbiorcy, a nie na sobie. „Jak JA pięknie napiszę”, „Jaka ta opowieść będzie niesamowita”, ani nawet „Jak JA poruszę ludzi moją historią”. Opowiadał o tym kiedyś mój mistrz, Thomas Merton.

Gdy łucznicy strzelają dla wprawy, mogą w pełni pokazać swoje umiejętności. Gdy stawką jest mosiężna klamra, są już nieco zdenerwowani. Kiedy zaś walczą o złoto, stają się ślepi lub widzą przed sobą dwa cele – po prostu tracą rozum!

Ich umiejętności nie uległy zmianie, ale nagroda je dzieli. Zawodnikom za bardzo zależy. Więcej myślą o wygranej niż o samym strzelaniu i potrzeba zwycięstwa pozbawia ich mocy.

Kiedy więc radio NON STOP staje się w Twojej głowie coraz bardziej hałaśliwe i pani Tamtajestlepsza dźga Cię swoją szpileczkę, to pomyśl, że to nie jest o TOBIE. To jest o NICH. I im głośniej ona będzie pukać, tym bardziej skupiaj swoje myśli na tych, dla których piszesz i którym Twoja opowieść ma służyć.

Czy gdybyś w ciemnym pomieszczeniu chciał oświetlić im drogę, to byś świecił latarką w ich kierunku, czy kierował snop światła na siebie?

2. Nie walcz. Poproś o pomoc.

Lektorka radia NON STOP, pani Tamtajestlepsza, tak naprawdę nie jest Twoim wrogiem. Ona chce Ci faktycznie pomóc. Tylko nie potrafi.

Pomyśl tylko, że gdyby, kiedy uczyłeś się mówić, Twoi rodzice krzyczeli i wznosili oczy do nieba za każdym razem, kiedy nie uda Ci się poprawnie wypowiedzieć jakiegoś słowa, to prawdopodobnie byłbyś dzisiaj niemową.

A ponieważ są duże szanse, że ten głos krytyka w Twojej głowie jest głosem Twojej mamy, albo taty, to powiedz mu z całą troską i serdecznością jakbyś mówił do Twoich rodziców, że Twoja opowieść dopiero się rodzi i nie musi być od razu perfekcyjna, że stawiasz pierwsze kroki w opowiadaniu, więc prosisz, żeby cierpliwie  Ci w tym pomogli. I żebyś znowu mógł poczuć ten ich zachwyt i radość, jak kiedy wymawiałeś swoje pierwsze „TOT” zamiast „KOT”.

3. Umów się na rozmowę o Twojej opowieści z lektorem radia NON STOP, na PO JEJ NAPISANIU.

Wtedy będziesz miał czas, żeby się jej przyglądnąć i całość przeanalizować. Nie rób tego W TRAKCIE pisania!

Naprawdę trudno ocenić jest kawałek opowieści. To tak, jakby jakaś dziewczyna pod lupę oglądała swoje zmarszczki. Nikt inny ich prawdopodobnie nie dostrzeże, ale ona widzi je w olbrzymim powiększeniu.  Ma pokusę, żeby je ukryć,  więc nakłada jeszcze grubiej podkładu i jeszcze więcej pudru. Tylko, to, co ludzie zobaczą na końcu, to tę maskę z podkładu i pudru, a nie jej twarz.

Nie zrozum mnie źle, retusz jest jak najbardziej potrzebny, tak samo korekta błędów.  Tylko żeby nie było tak, że siedzisz przez pół dnia i przesuwasz przecinek, a na końcu dnia ten przecinek ląduje dokładnie w samym miejscu, w którym był na początku. A opowieści ciągle nie ma.

4. Potraktuj tego lektora jako krytyka filmowego, który może i ma dużą wiedzę, ale nie jest bogiem filmu.

Wiem coś o tym, sama bywałam jurorem na festiwalach. W czasie dyskusji nad filmem każdy z jurorów (łącznie ze mną) uważał, że to jego wizja jest słuszna.

To co ten krytyk Ci mówi, to tylko jedna z możliwych opinii. Najlepiej dopytaj go jeszcze o konkrety, bo „że jest ogólnie do niczego” to łatwo powiedzieć. Ale „co konkretnie mogę poprawić. Z czego zrezygnować. Jak zrobić lepiej”…  tu może się okazać, że Krytyk sam nie wie. On nie umie tworzyć opowieści, tak jak ich twórcy, umie tylko je krytykować.

Kiedy już Twoja opowieść będzie gotowa, oczywiście każda opinia może się przydać, ale  lepiej spytaj o nią Twoją publiczność. Bo to ich ma przede wszystkim poruszać Twoja opowieść, nie krytyka. Kiedy go traktujesz jak wyrocznię, wyświadczasz mu wielką przysługę. Jesteś bardzo hojny! Będzie miał za co żyć. Tylko może jednak nie Twoim kosztem i nie kosztem Twojej opowieści.

5. Pisanie opowieści ma być przede wszystkim dobrą zabawą

Nawet, jeżeli piszesz o trudnych czy dramatycznych kolejach życia, to proces pisania opowieść jest czymś z natury przyjemnym. Opowieść dodaje Ci energii, jeżeli tylko koncentrujesz się na tym co jest jej esencją , a nie na dialogu z lektorem .

A jeśli czujesz, że pokrętło fonii Twojego radia już całkowicie odmawia posłuszeństwa, zrób sobie przerwę i posłuchaj opowieści nieznanego autora, którą znalazłam w sieci.

Stary, szacowny mnich miał zwyczaj bawić się ze swoją oswojoną kuropatwą. Pewnego dnia przyszedł do niego myśliwy i zdziwił się, że tak uduchowiony człowiek, marnuje czas na zabawę. Mógłby przecież w tym czasie uczynić wiele dobrego i pożytecznego. Zapytał więc

– Dlaczego trwonisz swój czas na zabawie? Po co zajmujesz się jakimś bezużytecznym zwierzęciem?

Mnich spojrzał na niego zdziwiony. Dlaczego miałby się nie bawić? Dlaczego myśliwy go nie rozumiał? Powiedział więc do niego:

– Czemu łuk w twojej dłoni nie jest napięty?

– Nie może być ciągle napięty – odpowiedział myśliwy. Łuk straciłby całą swoją sprężystość. I gdybym chciał później wypuścić strzałę, nie miałbym na to wystarczającej siły.

Mnich odpowiedział – Młody człowieku, tak jak zluzowujesz swój łuk, nie napinając go przez cały czas, tak i Ty musisz się nauczyć rozluźniać. Ja robię tak samo. Jeśli nie będę się odprężał i od czasu do czasu bawił, nie starczy mi energii w chwili dużego napięcia, by robić to, co konieczne i wymagające wszystkich moich sił.

Więc wrzuć na luz. Nawet, jak Ci ta opowieść totalnie nie wyjdzie, to przecież nie będzie to koniec świata. Ani nikt od tego nie najprawdopodobniej nie umrze.

6. Bonus: Tylko dla PAŃ

Zaplanuj pisanie opowieści na czas płodności. A przynajmniej nie pisz jej w tygodniu poprzedzającym okres, bo wtedy, chociaż byś nie wiem jakich sposobów używała, w radiu NON STOP będzie na bank audycja z tą samą zacinającą się płytą. Wiesz, jaka to melodia, prawda? 🙂  A może też się okazać, że fonii nijak ściszyć się nie da.

Mam nadzieję, że zrobisz najlepszy użytek z tych sposobów. To teraz zaplanuj kolejną sesję pisania opowieści, porozmawiaj najpierw z twoim krytykiem by uzgodnić Twoje warunki, wybierz bliski termin i baw się dobrze!

.

*Opowieści z dzisiejszego wpisu znalazłam na stronie www.adonai.pl

Podziel się tym wpisem:
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

Jestem jak znaczek pocztowy. Trzymam się jednej rzeczy w drodze do celu. Ta jedna rzecz to opowieści. Mój cel: nauczyć przedsiębiorców tak opowiadać, żeby ich biznesy i życie stawały się jak najlepszą fabułą. Taką na Oscara. Od 26 lat jestem praktykiem storytellingu: zrobiłam setkę filmów nagradzanych na całym świecie i uczę sztuki opowiadania. Ostatnio w mojej Mistrzowskiej Szkole Storytellingu Biznesowego. Najbardziej lubię tę nutkę zaskoczenia, kiedy moi klienci piszą w mailach: "Monika, ten storytelling naprawdę działa!"


Dołącz do dyskusji: