Ty i ja


Monika Górska | 3 marca 2022

Kiedy brakuje słów, z pomocą przychodzą opowieści…

A czy nie mogłoby być tak?

Dwaj bracia wspólnie uprawiali niewielkie pole i dzielili się zbiorami. Pewnego wieczora, gdy każdy z nich zwiózł już do stodoły swoją część plonów, jeden z braci przebudził się i tak powiedział do siebie:

– Mój brat jest żonaty i ma dwoje dzieci. A to sprawia, że ma troski i wydatki, które mi zostały oszczędzone. On z pewnością bardziej potrzebuje tego ziarna niż ja. Zaniosę mu więc po kryjomu kilka worków. Wiem przecież, wiem dobrze, że gdybym mu to zaproponował – odmówiłby.

Wstał z łóżka, zaniósł kilka worków z ziarnem do stodoły swego brata i wrócił, by się położyć. Tymczasem drugi z braci obudził się i tak rzekł do siebie:

– Nie jest sprawiedliwe, żebym miał połowę zbiorów z naszego pola. Mój brat nie zna radości życia rodzinnego. Potrzebuje spotkań z innymi ludźmi i rozrywek, a to przecież kosztuje. Pójdę zanieść mu część mojego ziarna.

I wstał, żeby przenieść kilka worków do sąsiedniej stodoły.

Następnego ranka każdy z braci był nadzwyczaj zdumiony, że w jego sąsieku jest tyle samo worków zboża, co poprzedniego dnia.

Każdego roku, gdy przychodził czas zbiorów, robili tak samo. I nigdy nie zdołali zrozumieć, jaki to czar sprawia, że liczba ich worków jest niezmiennie ta sama.*

Co robię, co mogę zrobić, żeby tak było? Nie tylko w opowieściach?

To, co się dzieje na Ukrainie, jest okrutne i nieludzkie. I lepiej, żeby się nie działo. Jednak jeśli jest coś, za co mogę dziś być wdzięczna, to że na naszych oczach rodzi się Historia z Sercem. Opowiada o braterstwie, o odwadze, o wrażliwości, o wsłuchiwaniu się, o dobroci, o kreatywności, o wytrwałości, o oddaniu, o bohaterstwie. A przede wszystkim za to, że nigdy jeszcze w historii Polska i Ukraina nie była ze sobą aż tak blisko.

Nie pomożemy wszystkim, ale każdy może pomóc komuś.

Jeśli szukasz jeszcze dobrego adresu, to możesz wraz ze mną wesprzeć dzieci i młodzież z Mariupola, portowego miasteczka nad Morzem Azowskim we wschodniej Ukrainie. 

W Mariupolu na co dzień kilkadziesiąt młodych osób ma bezpieczne schronienie w ośrodku pomocy “Arka”, który prowadzi małżeństwo, Oksana i Wołodymyr Zawadzcy. 

Ale teraz tam toczy się wojna. 

19 lutego ich ośrodek został ostrzelany. Kilka kilometrów od nich, stoją czołgi i systemy rakietowe. Dzisiaj w nocy Mariupol znowu został zbombardowany, jest bez prądu i ciepła. 

A Oksana i Wołodymyr nie są już w stanie sami ochronić tych dzieci. 

Na szczęście nie są sami. 

Z pomocą zgłosili się do nich dominikanie, którzy prowadzą ośrodek pomocy św. Marcina w Fastowie, w centralnej Ukrainie, z dala od działań wojennych. Od razu zaoferowali im bezpieczny dach nad głową.

Dlaczego Ci o tym opowiadam? Dominikanin o. Jarek Krawiec, który przekazuje na bieżąco wojenne wieści z Ukrainy, napisał ostatnio o tym pięknym akcie pomocy. I poprosił o wsparcie.

Do Domu św. Marcina w Fastowie ma właśnie dotrzeć grupa dzieci i młodzieży z „Arki”. To oznacza, że przyjmą pod swój dach w Fastowie łącznie 30 osób w wieku od 3 do 18 lat wraz z opiekunami. 

Są gotowi przyjąć kolejne 20 osób. A w razie dramatycznej sytuacji nawet podwoić tę liczbę. I wszystkim zapewnić oprócz dachu nad głową codzienne wyżywienie. Ale jak wiesz, otwarte serca i ręce gotowe do pracy tu nie wystarczą.

Sporym wydatkiem jest już samo dostosowanie pomieszczeń do przyjęcia takiej ilości gości. Do tego dochodzi wyżywienie, zapłacenie rachunków za gaz, światło, wodę, leki czy ubrania…

Możesz wesprzeć ich, przesyłając dowolną kwotę na konto obsługujące Dom św. Marcina:

Sekretariat Misyjny OO Dominikanów

ul. Freta 10, 00-227 Warszawa

PL 02 1090 2851 0000 0001 0580 2728

z dopiskiem: dzieci z Mariupola

Zaczyna się Wielki Post. Czas postu, modlitwy i jałmużny. Może możemy to ofiarować tym dzieciom? Ty i ja?

Taka nasza wspólna odpowiedź na historie konkretnych ludzi, dziewczynek i chłopaków, dla których zabawa w wojnę, już nigdy nie będzie zabawą. I którzy będą musieli się na nowo uczyć, że, jak mawiają Ormianie: krwi nie zmywa się krwią, ale wodą…  

*Michel Piquemal, Bajki filozoficzne, DWAJ BRACIA, Wydawnictwo Muchomor.

Podziel się tym wpisem:
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

Jestem jak znaczek pocztowy. Trzymam się jednej rzeczy w drodze do celu. Ta jedna rzecz to opowieści. Mój cel: nauczyć przedsiębiorców tak opowiadać, żeby ich biznesy i życie stawały się jak najlepszą fabułą. Taką na Oscara. Od 26 lat jestem praktykiem storytellingu: zrobiłam setkę filmów nagradzanych na całym świecie i uczę sztuki opowiadania. Ostatnio w mojej Mistrzowskiej Szkole Storytellingu Biznesowego. Najbardziej lubię tę nutkę zaskoczenia, kiedy moi klienci piszą w mailach: "Monika, ten storytelling naprawdę działa!"


Dołącz do dyskusji: