Teraz już mogę Ci wreszcie powiedzieć: Jest!


Monika Górska | 4 kwietnia 2019

Dotrzymałam słowa…

Obiecałam, że dowiesz się o tym w pierwszej kolejności.

I teraz już uroczyście, oficjalnie i z wielką radością ogłaszam, że… Już można!!! Oficjalna premiera jest 10 kwietnia, ale już teraz można kupić w przedsprzedaży moją książkę życia. Podręcznik Visual Storytellingu. Tę, którą pisałam przez 20 lat, a spisałam przez rok. Tę, w której zdradzam moje sprawdzone “w boju” sekrety i patenty jak robić jak najlepsze filmy.

Tu kupisz w przedsprzedaży i ze sporą zniżką! >>

Najpierw długo się wahałam, z kim ją wydać, rozmawiałam z kilkoma wydawnictwami, z jednym już byłam bardzo blisko finalizacji, ale po przeczytaniu warunków w ostatniej chwili się wycofałam.

To była cholernie trudna decyzja. Tak jakby w ostatniej chwili zrezygnować z elitarnej szkoły dla swojego dziecka 🙂 Biłam się długo z myślami, ale czułam, że nie mogę podpisać.

Wszystkiego chcieli… ode mnie. Od siebie… dawali niewiele. Wydawałam już książkę, więc wiem, jak to działa.

Powiedziałam więc: “Nie”. Trochę to odchorowałam, nie powiem.

A książka sobie dojrzewała na półce i czekała na właściwy moment. PWN ujęło mnie nie tylko tym, że samo mnie znalazło, ale że z szacunkiem i zrozumieniem wypracowaliśmy wspólnie ostateczny kształt umowy.

Potem, przez trzy miesiące zeszłego lata, napisałam ten podręcznik właściwie na nowo. Treść się nie zmieniła, ale totalnie zmienił się mój sposób opowiadania.

Bo jestem już innym człowiekiem niż kilka lat temu.

I wiesz…, warto było poczekać. Mam nadzieję, że też będziesz tego zdania, gdy ją przeczytasz.

Masz ochotę na małą przystawkę? Otwieram na chybił trafił i… o… na przykład to:

Egon Kisch został kiedyś wysłany przez redakcję, żeby zrobić materiał z pożaru młyna w Pradze. To miał być jego pierwszy reportaż. Kiedy przyjechał na miejsce, zobaczył kręcących się wokół pogorzeliska dziennikarzy. Stwierdził, że każdy z nich prawdopodobnie opisze to samo, co widzi i on. Rozejrzał się jednak uważnie i dostrzegł żebraków, którzy stali nieopodal. Okazało się, że to oni właśnie byli mieszkańcami spalonego młyna. Opisał szczegółowo ich twarze i życie. Tak powstał reportaż, a metoda Kischa, mistrza obserwacji, stała się inspiracją dla pokoleń reporterów.

Taka jest wersja wydarzeń, którą przytacza w Karafce La Fontaine’a Melchior Wańkowicz. Tymczasem prawdę o tym zdarzeniu opisał Kisch w swoim Jarmarku sensacji, gdzie przyznaje się, że z powodu niemiłosiernie krótkiego czasu na napisanie historii o pożarze, opisał po prostu wymyślone postacie. Jak widać, Kischowi to oszustwo uszło na sucho, jednak jeśli dzisiaj zdesperowany reporter ucieka się do podobnego chwytu, musi się liczyć z tym, że ryzykuje utratą tego, co dla reportera najważniejsze – wiarygodności.

Pomysły mają to do siebie, że lubią ulatywać z pamięci. Dlatego warto prowadzić notes tematów – w dowolnej formie, od podręcznego notatnika, przez alfabetyczny skoroszyt czy segregator, po folder w komputerze czy notatnik w smartfonie. Zapisuje się tam tematy, cytaty, spostrzeżenia, wycinki z gazet, słowem wszystko, co może stać się zaczynem przyszłego filmu.

Tematów można szukać wszędzie. Zaczynając od własnej kamienicy, a na krańcach świata skończywszy.

Kilka lat po słynnej deklaracji skandynawskich reżyserów z Larsem von Trierem i Thomasem Vinterbergiem na czele, stworzyłam swoją osobistą dogmę. Przybrała ona bardzo konkretny kształt – mapy Poznania. Jej punktem centralnym stała się moja kamienica na Jeżycach. W ten punkt wbiłam cyrkiel, a jego ramię wyznaczyło krąg o średnicy mniej więcej 500 metrów wokół mojego domu. Codziennie obchodziłam ten teren, zaglądając do okolicznych klatek, rozmawiając z ludźmi, odwiedzając liczne w okolicy stowarzyszenia, organizacje pozarządowe, komisariat i izbę przyjęć w szpitalu. Moja dogma jednak nie działała.

Może zabrakło mi dobrej lupy, może śmiałości, a może po prostu wytrwałości. Niczego mi się nie udało znaleźć i po kilkunastu dniach zrezygnowałam z poszukiwań tematu.

Po dwóch tygodniach poszłam na zakupy do pobliskiego sklepu. Przed wejściem stało dwóch „meneli” z poznańskich Jeżyc o, delikatnie mówiąc, mocno nieświeżym wyglądzie. – Szefowa… Szefowa da 60 groszy. Nie powiem, że mi na chleb brakuje, bo bym skłamał. Do jabola nam brakuje – odezwał się, z łobuzerskim uśmiechem, ten starszy i mniejszy. – Szefowa nie da! Odpowiedziałam surowo i weszłam do sklepu. Kiedy stałam w kolejce do kasy, poczułam nagle, jak zaczyna nadawać coraz mocniejsze sygnały mój reporterski radar.”

Znasz dalszy ciąg tej historii? A może nawet znasz jej koniec z mojego dokumentu “Gapa Złodziej”?

Dobra, bo PWN mnie zabije. Reszta w książce 🙂 https://ksiegarnia.pwn.pl/Visual-Storytelling,777634817,p.html

Na koniec mam jeszcze do Ciebie dwie gorące prośby.

Jak będziesz gdzieś w okolicach różnych księgarni, wstąp i zapytaj, kiedy będą mieć moją książkę „Visual Storytelling. Jak opowiadać językiem video”. I daj mi znać.

A kiedy ją przeczytasz, napisz kilka słów recenzji i opublikuj ją na stronie PWN. Teraz jest tam tak strasznie goło. No i nic lepiej nie motywuje innych do czytania, jak doświadczenia czytelników. A ja bym tak chciała, żeby ta książka trafiła do wszystkich, którzy choć raz w swoim życiu nacisnęli REC i zamierzają to zrobić po raz kolejny.

Jeśli prześlesz mi print screen Twojej recenzji, to i ja napiszę kilka słów do Ciebie!

Podziel się tym wpisem:
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

Jestem jak znaczek pocztowy. Trzymam się jednej rzeczy w drodze do celu. Ta jedna rzecz to opowieści. Mój cel: nauczyć przedsiębiorców tak opowiadać, żeby ich biznesy i życie stawały się jak najlepszą fabułą. Taką na Oscara. Od 26 lat jestem praktykiem storytellingu: zrobiłam setkę filmów nagradzanych na całym świecie i uczę sztuki opowiadania. Ostatnio w mojej Mistrzowskiej Szkole Storytellingu Biznesowego. Najbardziej lubię tę nutkę zaskoczenia, kiedy moi klienci piszą w mailach: "Monika, ten storytelling naprawdę działa!"


Dołącz do dyskusji: