Tego jeszcze chyba o mnie nie wiesz?


Monika Górska | 19 lutego 2021

Urodziła się 10 lat temu. Dwa lata po moim wypadku. 

Była sobota, 12 lutego 2011 r.  Miała się nazywać Story Factory, albo Opowiadalnia. Została Fabryką Opowieści. 

Miała to być szkoła reportażu video, praktyczne warsztaty sztuki opowiadania językiem filmu dla reporterów prasy, radia i TV. Rozmawialiśmy nawet z Mariuszem Szczygłem, czy by nie połączyć sił.

To było jej pierwsze „wyjście na salony”. 

Jej piękne logo i czcionkę do niego zaprojektowała ówczesna magistrantka UAP-u Ania Kruk… Tak, tak, TA Anna Kruk od pięknej biżuterii. Razem odkrywałyśmy, że kolor czerwony w druku jak kameleon, niebezpiecznie zmienia swoje odcienie. Sporo papieru na to poszło. I sporo nerwów. Dopóki ktoś nie podpowiedział:

– To czerwień Marlboro! I wszystko dla drukarzy stało się jasne.

Pisała o nas prasa, mówili w radiu, pokazywali w TV.

Chcesz zobaczyć jak to się wszystko zaczęło? Zmieniłam się, nie?
Tutaj krótki reportaż z tych warsztatów, zrealizowany przez Dorotę Raczkiewicz, dzisiejszą szefową Drużyny Szpiku, I nieodżałowanego ś.p.Mariusza Brusia.
Jak ja wtedy nie cierpiałam występować przed kamerą!
https://youtu.be/YUH5FNfrbmU

Na pierwszych, bezpłatnych warsztatach, gościnna sala kawiarni Sweet Surrender, w kamienicy Borejków z Jeżycjady, była wypełniona po brzegi. Trzeba było otworzyć białe drzwi, Ci, którzy się nie zmieścili, mogli się przysłuchiwać z drugiej sali.

Na drugich warsztatach, miesiąc później, już płatnych, białe drzwi były zamknięte. 

Przyszło sześć osób. Reporter z Gazety Wyborczej, fotograf Jacek Kordus, Krzysztof Czub z WTK, późniejsza studentka reżyserii w Łódzkiej filmówce Maria Hyjek, którą filmuje mój brat, inżynier dźwięku i kompozytor Kris Górski, tak, jestem siostrą TEGO Krisa Górskiego. I najwierniejsza uczestniczka, żona mojego kuzyna i właścicielka firmy szkoleniowej, Joanna Skorupska-Górska, która wtedy jeszcze szukała swojej dalszej drogi. Potem została studentką mojej Mistrzowskiej Szkoły Storytellingu Biznesowego a dziś jest uwielbianym przez rodziców i ich dzieci Coachem, Mentorem i Przyjacielem. 

Był też mój syn, Tymoteusz Górski, wtedy dziesięciolatek, który kilka miesięcy wcześniej, w czasie, kiedy ja rozdzielam każdy włos przygotowań do cyklu warsztatów na czworo, wymyślił i w sali obok przeprowadził swój autorski cykl warsztatów “Lego dla Każdego. Uwolnij się od instrukcji”.

I byłam ja, tuż po podjęciu dramatycznej decyzji, żeby odejść z mojej ukochanej TVP, w której przepracowałam jako dziennikarz i reżyser 14 lat.

I która, z roku na rok, i miesiąca na miesiąc, wraz z kolejnymi zmianami rządów i zarządów, była coraz mniej ukochana. 

Odeszłam, kiedy straciłam nadzieję, że to się zmieni.

Oprócz mnie, warsztaty prowadzili najwybitniejsi specjaliści od dokumentu i reportażu w Polsce, wielokrotnie nagradzana Lidia Duda, Barbara Paciorkowska, wieloletnia szefowa Magazynu Ekspresu Reporterów i Remigiusz Zawadzki, szef festiwalu reportażu Camera Obscura.

Byłam pełna nadziei, że będziemy tu mogli podzielić się z dziennikarzami tym, na czym znamy się najlepiej – sztuką opowiadania historii. 

I pełna strachu, czy z tego uda mi się utrzymać mojego syna i siebie.

Po pół roku wytężonej pracy i wsparcia wspaniałych Agaty Podemskiej i Agnieszki Rogaczewskiej-Foryś, prawda zapukała boleśnie do drzwi.

Nie udało się.

Przez te sześć miesięcy nie zarobiłam nic. Wszystko zjadły koszty. Wyszłam na zero.

Załamałam się.

Choć kto wie, jak potoczyłyby się moje losy – i losy reportażu w Polsce, gdybym mi wtedy ktoś powiedział, że te sześć miesięcy inwestycji tylko swojej czasu i wyjścia bez długów to całkiem dobry wynik biznesowy… 

Gdybym wtedy zacisnęła mocniej zęby i pasa… 

Czy byłabym bardziej szczęśliwa niż teraz?

Długo wtedy w noce płakałam.

Bez etatu, z raczkującą firmą, która upadła zanim jeszcze się podniosła.

Z synem, którego szkoła kosztowała więcej niż alimenty.

Co miałam robić?

Kiedy rok wcześniej, jeszcze na wózku inwalidzkim, pisałam doktorat o reportażu jako sztuce opowiadania natrafiłam w źródłach anglojęzycznych, że istnieje coś takiego jak storytelling biznesowy.

Zaczęłam szukać i czytać, coraz więcej czytać. 

Zaczęłam myśleć i coraz więcej myśleć.

I wtedy znalazłam ogłoszenie, że w Sopockim Sheratonie będzie wielki międzynarodowy kongres marketingowy.

Cena biletu kilkakrotnie przekraczała moje możliwości finansowe. A jeszcze dojazd i hotel.

– Nie, nie ma szans! A jednak coś w duchu mówiło mi, że mam tam jechać. Że nie ma biznesu bez marketingu.

I to powinien być mój pierwszy krok.

Pamiętam jak opowiadałam o tym na spacerze mojemu synowi. Szliśmy po białych, betonowych stopniach, na Łęgach Dębińskich. 

A Tymek spojrzał na mnie tym swoim uśmiechem za milion dolarów i powiedział 

– Mamo, Ty na pewno coś wymyślisz. Górscy się nie poddają! :slightly_smiling_face:

Na tamtej konferencji nie tylko w końcu dowiedziałam się, czym marketing różni się od PR-u i, że ROI nie ma nic wspólnego z francuskim królem, ale też tony innych przydatnych informacji. 

Przełomowym momentem, okazała się damska toaleta, w czasie przerwy na siku. 

Jak ja zacznę o storytellingu to nie mogę skończyć, i każde miejsce jest do tego dobre. Z wielkim entuzjazmem opowiadałam o tym komuś, kto nieopatrznie zapytał mnie czym się zajmuję. Przysłuchiwała się temu sympatyczna blondynka. – Ma klasę kobieta! 

Miesiąc później wpadłyśmy na siebie na wykładzie Pawła Tkaczyka o storytellingu na SWPS. 

Pamiętam, że Paweł pokazywał jak działają historie porównując Króla Lwa do Hamleta i rzucał swoją książkę w publiczność – kto złapie, ma :slightly_smiling_face:

Joanna Sosnowska-Cecuła podeszła do mnie i przypomniała mi tamtą rozmowę w toalecie.

– Zaczynamy z Ewą Voelkel-Krokowicz nowy projekt w Poznaniu. Centrum Sztuki, Designu i Biznesu. Będzie się nazywać Concordia Design. Może byś chciała poprowadzić szkolenie ze storytellingu?

– Uuuuu ….. Jaaaa???? No pewnie!

Jakie było moje zdziwienie, kiedy na moim pierwszym szkoleniu pojawił się między innymi Paweł Tkaczyk i Adam Pioch. A potem następni… 

Ktoś mnie zapytał w kuluarach – Monika, a Ty nie boisz się konkurencji?

Nie postrzegam ich jako konkurencji, ale jako ambasadorów pięknej sztuki opowiadania. Im lepiej będziemy tego uczyć, tym więcej dobrych opowieści powstanie. 

I nasza komunikacja biznesowa nie będzie taka nudna!

To szkolenie okazało się hitem sprzedaży dla Concordii a dla mnie okazją do poznania wspaniałych ludzi. Z wieloma do dziś jestem w kontakcie i jestem bardzo wzruszona, kiedy tak wielu z nich, nawet po latach, wraca do mnie na kolejne kursy.

Skoro czytasz moje słowa, to ciąg dalszy historii chyba znasz :slightly_smiling_face: 

Fabryka Opowieści, jak każda fabryka przechodzi swoje wzloty i upadki. I znowu wzloty. I zmiany. Bywałam załamana. Ale się nie złamałam. I nie dałam się złamać. Wańka Wstańka, to ja 🙂

Młodszy czeladnik Tymek dorósł i teraz tworzy swoje własne opowieści video. I odbiera nagrody. Choć najważniejsze, żeby wygrywał życie.

Ania zwana da Vinci, nasz diament, która przez pięć lat była filarem fabryki dała swoje miejsce Monice Jus i sama wzlatuje ku nowym wyzwaniom. Mocno za nie obie trzymam kciuki. I Ty też trzymaj 🙂

A główny majster Monika? Kiedyś nazwana nudziarą, dziś przez wielu dr Story, a przez swoich studentów MSSB Królową Storytellingu? 

Cóż…szczerze? Trochę jestem zmęczoną pracą na trzy zmiany od tylu lat. Ale to nic nowego! Całe życie jestem zmęczona. Jakby moja doba miała 48 godzin.

I jestem, bardzo, bardzo wdzięczna za te 10 lat Bogu, Tobie i wszystkim, którzy dodali temu, co robię Znaczenia. I jestem bardzo szczęśliwa!

Coś się jednak zmieniło.

Kiedy pisałam artykuły i robiłam filmy, byłam szczęśliwa swoim szczęściem.  

A teraz jestem szczęśliwa szczęściem dziesiątek tysięcy ludzi, którzy od tych dziesięciu lat korzystają z mojej wiedzy i przekładają ją na swoje opowieści. 

Czuję się jak plantator SyKoMoRów, który sieje ziarna, a z nich wyrastają drzewa o mocnych korzeniach, bujnych konarach i obfitych owocach.

Ostatnio zaskoczyła mnie świeżo upieczona absolwentka naszej MSSB Kasia Sękowska. Nie dość, że rok temu przyjechała na moją konferencję w Łodzi z wielkim brzuchem, w przeddzień terminu porodu, “bo po prostu musiała mnie poznać”, to jeszcze kupiła i przerobiła wszystkie moje kursy! 

To właśnie od niej usłyszałam: “Nigdy się przy Tobie nie czułam jak klientka. Patrzysz na człowieka, a nie na jego portfel.” 

Gdyby tylko Zoom, dawał takie możliwości, to najchętniej bym weszła do środka i ją uściskała.

10 lat… i co dalej? 

Moje kursy online zataczają coraz szersze kręgi. W tym roku planuję też wreszcie dłuższe wakacje. I chcę zrobić film na kilku kontynentach. I skończyć moją kolejną książkę. 

I jeszcze… Albo…

A wiesz, co jest najpiękniejsze?

Odkąd oddałam stery Fabryki Najwyższemu Szefowi nie martwię się już niczym. Opatrzność dba o mnie jak nikt dotąd!

I każdego dnia, uważnie się przyglądam temu, co mi się w życiu przydarza. Wiem, że nawet jeśli nie mam na to wpływu, to mam wpływ na opowieść, którą sobie o tym w głowie opowiem. 

Bardzo się przy tym pilnuję, bo wiem, że ta opowieść przełoży się w prostej linii na moje emocje, a te emocje – na moje konkretne działania. 

Albo ich brak.

Wierzę, że tylko tak można coś wokół siebie zmienić. 

Wybrać tę swoją historię. I zmienić Historię.

Dziękuję Ci za ten kawałek drogi, który idziemy już razem! Ile to już lat? 

Pamiętasz, jak się poznaliśmy?

Wybierz Twoją historię i zmień Historię

Podziel się tym wpisem:
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

Jestem jak znaczek pocztowy. Trzymam się jednej rzeczy w drodze do celu. Ta jedna rzecz to opowieści. Mój cel: nauczyć przedsiębiorców tak opowiadać, żeby ich biznesy i życie stawały się jak najlepszą fabułą. Taką na Oscara. Od 26 lat jestem praktykiem storytellingu: zrobiłam setkę filmów nagradzanych na całym świecie i uczę sztuki opowiadania. Ostatnio w mojej Mistrzowskiej Szkole Storytellingu Biznesowego. Najbardziej lubię tę nutkę zaskoczenia, kiedy moi klienci piszą w mailach: "Monika, ten storytelling naprawdę działa!"


Dołącz do dyskusji: