Ta jedna rzecz, która robi różnicę


Monika Górska | 15 grudnia 2016

Czy Ty też przeceniasz to, kim nie jesteś i nie doceniasz tego, kim jesteś?

Jeśli tak, to witaj w klubie. Coś mi podpowiada, że jest nas tu więcej. Ja sama tyle razy czułam się, jakbym była zmiętym papierkiem, lądującym na stercie innych zmiętych papierków w koszu, z kolejną wersją czegoś, co miało być takie idealne, ale znowu nie jest. I znowu. Ciągle niezadowolona z efektu, ciągle rozczarowana sobą.

Kiedy dostawałam nagrodę za film, albo ktoś mówił mi coś miłego, przez moment robiło mi się ciepło na sercu, ale zaraz słyszałam z tyłu głowy – „Tak tylko mówią! Gdyby mnie naprawdę znali… ”. A moja nieoceniona asystentka Ania opowiadała mi, że jeszcze do niedawna, jeśli tylko słyszała coś dobrego od innych, była pewna, że jej tato im zapłacił, żeby tak mówili.

Brak pewności siebie, skrywany głęboko, żeby nikt nie zauważył, to jeden z największych problemów, z którym borykają się na co dzień i prezesi dużych korporacji i właściciele biznesów. A jeszcze bardziej Ci, którzy zastanawiają się, czy nie rzucić etatu, by pójść na swoje. Też to kiedyś przeżywałam.

Skąd wiem, że jest nas więcej? Bo jakiś czas temu robiłam anonimową ankietę wśród czytelników mojego storytellingowego listu. Nie uwierzysz, jak często, ta odpowiedź się powtarzała. I to bez względu na branżę, wielkość firmy i płeć!

Choć kobiety mają jeszcze bardziej pod górkę.
Przekonała się o tym firma Dove, kiedy na początku nowego stulecia jej sprzedaż zaczęła gwałtownie spadać i szukała sposobu jak tu wyjść z kryzysu.

Postanowiła, że zamiast wydawać mnóstwo kasy na „życzeniowy marketing” (czyli: „życzę sobie dużo klientów i mam nadzieję, że się pojawią”), przeprowadzą badania fokusowe, wśród kobiet i sprawdzą, czego one najbardziej potrzebują.

Wyniki totalnie ich zaskoczyły. Okazało się, że aż 98% kobiet myśli o sobie „Nie jestem piękna”. I tylko 5% kobiet uważa, „Jestem atrakcyjna!” Widzisz te proporcje? I dlatego od 2004 r. po dziś dzień wszystkie kampanie Dove mają wspólne przesłanie: Uwierz w siebie, jesteś piękniejsza, niż myślisz.
Jeśli widziałeś viralowe Szkice prawdziwego piękna, Przemianę brzydkiej w pięknośćPiękna czy przeciętna, to wiesz, o czym mówię. Jeśli nie, to zobacz koniecznie.

Dove nie tylko o tym mówi, ale również robi. Stworzyła fundację, która wzmacnia poczucie piękna u kobiet, zaczynając już od małych dziewczynek. To przykład firmy, która bardzo konsekwentnie myśli o narracji marki, o tym, żeby to, co komunikują, było spójne z tym, co firma robi, a to z kolei ilustracją tego, w co firma wierzy. Jak mówi Richard Brandson – Robienie dobra, jest dobre dla biznesu. A marce Dove opłaciło się tysiąckrotnie.

I Tobie opłaci się tysiąckrotnie.
Jeśli będziesz mówił to, w co wierzysz, I wierzył w to, co mówisz. I robił to. Bo mówią, że nie to, czego chcesz, ale to, w co wierzysz, spełni się.

Jeśli tak robisz, jestem o Ciebie spokojna. Jesteś szczęśliwy i bogaty. Albo już wkrótce będziesz.

Ale jeśli jest tak, że Ty sam w siebie nie wierzysz? To jak inni mają w Ciebie uwierzyć?

Znalazłam na to sposób. Z góry Cię uprzedzam, nie jest łatwy i przyjemny. Sprawdziłam go na sobie i na tysiącach moich studentów. I działa!

Musisz wyjść poza ciepły, przyjazny krąg strefy własnego komfortu. Podnieść poprzeczkę. Podjąć wyzwanie. Odważyć się na coś wyjątkowego, może nawet szalonego.
Na przykład przez 30 dni codziennie nagrywać jedno video z sobą w roli głównej (też wzdrygasz się na tą myśl? Spróbuj!) albo napisać jedną opowieść na miesiąc (brzmi zbyt łatwo? To na co czekasz?).

Jeśli nie chcesz, znajdziesz powód. Jeśli chcesz, znajdziesz sposób. Nawet jeśli miałbyś się czasem poczuć, jak ten zmięty papierek lądujący w koszu. Próbuj dalej.

Inaczej nie rozwiniesz się. A jeśli się nie rozwiniesz, to jak ma Ci się udać wzmocnić pewność siebie. Skoro teraz i tutaj, gdzie jesteś, jej nie masz?

„No tak – może sobie teraz myślisz – Monika, łatwo Ci mówić. Tobie się wszystko udaje, ale nie znasz mojej sytuacji”. Nie znam. Ale jeśli jesteś tutaj i doczytałeś ten list do tego miejsca, to dla mnie znak, że masz skrzydła. I bardzo bym chciała, żeby uniosły Cię bezpiecznie i wysoko!

Jak w tej opowieści Jorge Bucaya:

Kiedy syn dorósł, ojciec powiedział do niego:
– Synu mój, nie wszyscy rodzimy się ze skrzydłami. Prawdą jest, że nie masz obowiązku latania, ale myślę, że szkoda by było, abyś ograniczył się wyłącznie do chodzenia, posiadając skrzydła, które dobry Bóg ci dał.
– Ale ja nie umiem latać – odpowiedział syn.
– To prawda…- rzekł ojciec. Wszedł z nim na górę i stanął nad przepaścią.
– Widzisz, synu? To jest próżnia. Kiedy ze­chcesz latać, przyjdziesz tutaj, nabierzesz powietrza, skoczysz w otchłań, rozłożysz skrzydła, polecisz.

Syn zwątpił.
– A jak spadnę?
– Chociaż spadniesz, nie umrzesz. Będziesz miał tylko parę zadraśnięć, które uodpornią cię na kolejną próbę – odparł ojciec.

Syn wrócił do wioski, aby spotkać się ze swoimi przyjaciółmi i kompanami.
Ci z najbardziej ograniczoną zdolnością myślenia powiedzieli mu:
– Zwariowałeś? Po co? Twój ojciec oszalał do reszty… Do czego potrzebne ci latanie? Nie wygłupiaj się! Komu potrzebne jest latanie?
Najlepsi przyjaciele doradzili mu:
– A jeśliby to było prawdą? Czy to nie jest niebezpieczne? Czemu nie zaczniesz stopniowo? Spróbuj skoczyć z drabiny albo z korony drzewa. Ale… ze szczytu?

Młodzieniec posłuchał rad tych, co go kochali. Wszedł na wierz­chołek drzewa i nabrawszy odwagi, skoczył. Rozwinął skrzydła, potrząsał nimi z całej siły, ale niestety runął na ziemię. Z wielkim guzem na czole spotkał się ze swoim ojcem.
– Okłamałeś mnie! Nie mogę latać. Spróbowałem i zobacz, jak się uderzyłem! Nie jestem taki jak ty. Moje skrzydła są do ozdoby.
– Synu mój — rzekł ojciec. – Żeby latać, trzeba stworzyć sobie przestrzeń wolnego powietrza do rozłożenia skrzydeł. Podobnie jest ze spadochronem: potrzebujesz pewnej wysokości, zanim skoczysz.*

Aby latać, trzeba zacząć brać na siebie ryzyko. Jeśli nie chcesz, to może lepiej zrezygnować i na zawsze chodzić.*

Chcesz chodzić? Czy latać?

 

*Opowieść tę znajdziesz w książce Pozwól, że Ci opowiem, Jorge Bucaya, wydanej przez wydawnictwo Replika w 1994 r.

Podziel się tym wpisem:
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

Jestem jak znaczek pocztowy. Trzymam się jednej rzeczy w drodze do celu. Ta jedna rzecz to opowieści. Mój cel: nauczyć przedsiębiorców tak opowiadać, żeby ich biznesy i życie stawały się jak najlepszą fabułą. Taką na Oscara. Od 26 lat jestem praktykiem storytellingu: zrobiłam setkę filmów nagradzanych na całym świecie i uczę sztuki opowiadania. Ostatnio w mojej Mistrzowskiej Szkole Storytellingu Biznesowego. Najbardziej lubię tę nutkę zaskoczenia, kiedy moi klienci piszą w mailach: "Monika, ten storytelling naprawdę działa!"


Dołącz do dyskusji: