Sama bym sobie tego nie wymyśliła


Monika Górska | 2 września 2021

Dzisiaj dalszy ciąg tej historii.

Kiedy sobie uświadamiam, że pierwszą rzeczą, którą odkrywam w Jerozolimie, jest moja ulubiona stacja, to już nie mam najmniejszych wątpliwości, KTO mnie tutaj przyprowadził. 

No sama bym sobie przecież tego nie wymyśliła. 

Przecież mogłam wziąć do hotelu taksówkę albo iść pieszo, wzdłuż muru, jak pokazywał kierowca. 

Miałam być w Egipcie albo w Jordanii. 

Miałam zostać w Ejlacie, bo szabat.

A teraz nagle jestem w samym sercu Via Dolorosa, z tą moją turkoczącą, szmaragdową walizeczką.

I nagle pojawia się myśl, szybka jak błyskawica. Oto zaczyna się w moim życiu coś zupełnie nowego. Skoro Jezus mnie tu przyprowadził, to znak, że zaczyna ze mną rozmowę. 

To jest właśnie to: – Moniko, mam coś dla Ciebie. Chcesz? 

Jeśli Mu odpowiem, zaprowadzi mnie wszędzie tam, dokąd On sam będzie chciał.

A ja mam tylko Mu na to po prostu pozwolić. 

Tylko? 

Łatwo powiedzieć…

I zaraz potem druga myśl. A co, jeśli to mi się tylko wydaje? Ja, człowiek tysiąca planów i kłębiących się jak chmury myśli, mam po prostu tak najzwyczajniej w świecie zaufać i odpuścić? 

I puścić się tak, na żywioł? 

A potem trzecia myśl.

– A może by dla odmiany tym razem jakoś zbyt dużo nie myśleć? Tylko po prostu dać się zaprosić?  Zrobić ten pierwszy krok i pozwolić Mu działać. I nie kombinować za dużo po swojemu. 

Zaczynam więc chodzić tymi uliczkami Via Dolorosa, szukam kolejnych stacji. Nie wiem, jak je rozpoznać. Czasem tylko układ kostki na ziemi i brązowa tarcza z numerem stacji gdzieś na murze podpowiada, gdzie jestem. 

Gubię się co rusz, a potem znajduję. 

Gdyby ktoś mi miesiąc temu powiedział, że będę szła drogą krzyżową sama, bez żadnego przewodnika, w pustej Jerozolimie, to nigdy bym mu nie uwierzyła! 

W dodatku, gdyby z orientacji w terenie była matura, to nigdy w życiu bym jej nie zdała! 

Wszystkie sklepiki pozamykane. Nie ma tłumów, których się tak obawiałam. Nikogo nie ma. 

I jak tu teraz znaleźć Golgotę i Grób Pański? Jak daleko są od siebie? 

Robi się coraz później. A to pewnie jeszcze kawał drogi?

I nagle kolejna myśl. Zaufaj drodze. Ona sama Cię poprowadzi. […]

Przeczytałam tę historię dwa tygodnie temu mojej koleżance Ani.

Spotkałyśmy się na Jamnej po 30 latach. Znowu razem zaśpiewałyśmy łemkowskie dumki o tym, jak tam za tym Dunajem mołodiec hulaje i tęskni nie tak za Ukrainą jak za swoją diłczyną.

Usiadła w moim ukochanym pokoju na piaskowej sofie przy oknie. Tym, które wychodzi na ogród ojca Pio. 

Ania słuchała z błyszczącymi oczami. Pokiwała głową. 

– Dobrze wiem Moniko, o czym Ty mówisz. 

I opowiedziała mi swoją historię o swoim synu i o zaufaniu… 

Do dzisiaj mam gęsią skórkę i oczy mi się szklą, kiedy myślę, jak wielkim zaufaniem zaufała.

Nie wiem, czy gdyby mi się to przydarzyło, też bym tak potrafiła… 

cdn.

Podziel się tym wpisem:
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

Jestem jak znaczek pocztowy. Trzymam się jednej rzeczy w drodze do celu. Ta jedna rzecz to opowieści. Mój cel: nauczyć przedsiębiorców tak opowiadać, żeby ich biznesy i życie stawały się jak najlepszą fabułą. Taką na Oscara. Od 26 lat jestem praktykiem storytellingu: zrobiłam setkę filmów nagradzanych na całym świecie i uczę sztuki opowiadania. Ostatnio w mojej Mistrzowskiej Szkole Storytellingu Biznesowego. Najbardziej lubię tę nutkę zaskoczenia, kiedy moi klienci piszą w mailach: "Monika, ten storytelling naprawdę działa!"


Dołącz do dyskusji: