Przestań marzyć. Zacznij to robić.


Monika Górska | 17 stycznia 2019

Znasz te 3 najważniejsze słowa na świecie?

Zanim napiszę, jakie to słowa, opowiem Ci historię:

Na peryferiach Wszechświata znajduje się mały sklepik.

Na drzwiach tego sklepu wisi tabliczka. Na niej napis:

“Jeśli Twoje życzenie nie zostało spełnione, to znaczy, że jeszcze nie zapłaciłeś”.

W tym sklepie możesz kupić praktycznie wszystko.

Jacht. Dom. Żonę. Męża (ale dobrego!). Posadę prezesa wielkiej korporacji. Pieniądze. Dzieci. Dobrą pracę. Duży biust. Własną firmę. Medal olimpijski. Samochody. Drużynę piłkarską. Władzę. Sukces i wiele innych dóbr.

Nie możesz kupić jedynie Życia i Śmierci.

Ich dystrybucją zajmuje się Centrala znajdująca się w innej Galaktyce.

Nie każdy klient wchodzi do sklepu. Wielu zatrzymuje się przed wystawą. Wystarczy im “chcenie”.

Każdy klient, który wchodzi do sklepu zaczyna od pytania o cenę swojego marzenia.

A ceny są różne…

Cena za wymarzony biznes kosztuje rezygnację ze stabilności i przewidywalności. Do tego gotowość do samodzielnego planowania i organizowania każdego dnia. I jeszcze, wiara we własne siły. A także zgoda na to, by być w pełni sobą, by robić to, co kochasz, zamiast tego, co ci akurat wpada w ręce. I opowiadanie o tym!

Przywództwo ma nieco wyższą cenę.

Rezygnacja z pewnych swoich przekonań. Nauka racjonalnego podejścia do wszystkich zdarzeń. Umiejętność odmowy. Znajomość swojej wartości (a powinna ona być wysoka). Wewnętrzna zgoda na mówienie „ja”. Jasne wyrażanie własnych opinii niezależnie od akceptacji otoczenia. I słuchanie, słuchanie, słuchanie. A to bardzo dużo kosztuje!

Niektóre ceny wydają się dość dziwne.

Małżeństwo można otrzymać w zasadzie za bezcen.

A szczęśliwe życie kosztuje bardzo drogo.

Wymaga osobistej odpowiedzialności za własne szczęście. I jeszcze umiejętności cieszenia się życiem, znajomości swoich celów, rezygnacji z dążenia, by wszystkim dogodzić, doceniania wszystkiego, co się ma. Do tego pozwolenie sobie na bycie szczęśliwym. Świadomość własnych zalet, rezygnacja z bonusu „ofiary”. I akceptacja ryzyka utraty niektórych znajomych…

Nie każdy klient, który wchodzi do sklepu, jest gotów na natychmiastowy zakup swojego marzenia.

Niektórzy, gdy widzą cenę, natychmiast wychodzą.

Inni stoją w zadumie, licząc swoje zasoby i zastanawiając się, skąd wziąć na to środki.

Czasem ktoś skarży się, że ceny są za wysokie i prosi właściciela o rabat, Niektórzy pytają, kiedy będzie wyprzedaż.

Są też tacy, którzy wyciągają z kieszeni wszystkie swoje oszczędności i odbierają swoje marzenie, zapakowane w piękny, szeleszczący papier.

Gdy taka osoba wyjdzie ze sklepu, zawsze znajdą się zawistni zazdrośnicy. Między sobą szepczą, dostali swoje marzenie po znajomości, taniej, spod lady.

Właściciela sklepu dawno już proszono, aby obniżył ceny, co zwiększyłoby liczbę klientów.

Ale takie postulaty za każdym razem spotykały się z odmową. Bo właściciel uważa, że to obniży jakość marzeń.

Kiedyś zapytano go, czy nie obawia się bankructwa. Odpowiedział: nigdy nie zabraknie śmiałków gotowych ryzykować i zmieniać swoje życie. Ludzi, którzy gotowi są zrezygnować ze starych nawyków i bezpiecznej przewidywalności. Zawsze znajdą się osoby zdolne do wiary w swoje marzenia, mające dość sił i środków, by zapłacić za ich realizację…

Kiedy czytałam tę opowieść dotarło do mnie, że właśnie tacy ludzie trafiają do naszej Mistrzowskiej Szkoły Storytellingu Biznesowego >> https://monikagorska.com/mssb

Aż mi ciarki chodzą po plecach!

Ci ludzie nie są z jakiejś opowieści albo filmu SF.

Ale istnieją naprawdę. I ja ich na co dzień spotykam w mojej MSSB.

Teraz, kiedy do Ciebie piszę, widzę ich twarze, pamiętam ich opowieści, wołam po imieniu:

Dana, Marzena, Marzanna, Małgosia, Lucyna, Teresa, Agnieszka, Krzyś, Jarek, Robert, Filip, Kuba, Mirek, Rafał, Edyta, Justyna, Daria, Sylwia, Jola, Halinka, Kasia, Ania, Dorota, Natalia, Iza, Marianna, Olga, Dorota, Ela, Iza, Ula, Damian, Andrzej, Asia, Basia, Ewelina, Monika, Beata, Marta, Adriana, Blanka, Alina, Magda, Tomek… Ponad czterysta twarzy. Każda jak krajobraz… A ile opowieści…

Śmieję się czasem, że nasza szkoła jest jak wielopokoleniowy dom. Zamieszkiwany przez ludzi krótko po studiach i tych, którzy właśnie zakładają lub mają już swoje firmy. I takich, co rozwijają swoje biznesy już na emeryturze. To ci, którzy zakładają po raz pierwszy w życiu swój profil na fb 🙂

Córki przysyłają tu w kolejnych latach swoich ojców i matki. Rodzice swoje dzieci. Żony – mężów. Siostry – braci. Przyjaciele – przyjaciół.

To niesamowite uczucie i przywilej uczyć czasem całe rodziny! Są z tak wielu odległych zakątków świata i tylu branż! Od nieruchomości, IT, produkcji, szkół językowych, logistyki, rolnictwa, mebli, po lekarzy, prawników, trenerów, blogerów, copywriterów, artystów, rzemieślników i nauczycieli języków.

Co ich łączy?

Pasja i kompetencje.

Pragnienie autentycznej pomocy innym. Nie na pokaz.

Większa chęć służenia niż sprzedawania.

Tryb Wańki-Wstańki, czyli gotowość i umiejętność podnoszenia się z kryzysów.

I jeszcze jedno. To są ludzie na co dzień baaaardzo zajęci.

Nie wiem, jak to robią, ale znajdują jeszcze czas nie tylko na własną naukę i pisanie opowieści, ale także na wzajemne wspieranie się.

Ja z dziką radością obserwuję, jak zmieniają się w trakcie każdego roku emoji pod ich postami. Najpierw – oszczędnie, od czasu do czasu łapka w górę albo “ooo”. A pod koniec roku już nie jedno, ale coraz dłuższa gama kolorowych serduszek. A w komentarzach zawsze odpowiedzą to, co myślą! Nie na „odczepnego”! Pochylą się nad problemem, dadzą konkretne wskazówki i zrobią to najlepiej, jak potrafią!

Ale… dość moich słów. Jeśli chcesz się przekonać jacy ludzie studiują w MSSB, posłuchaj opowieści marki Danisławy.

Dana na własną prośbę została w naszej szkole na drugi rok i uczy nas wszystkich pięknej wymowy. Gdy pomyślę, że dwa lata temu, unikała jak ognia kamery i Facebooka… A dzisiaj… musiałbyś poczytać jej posty i zobaczyć live’y 🙂

Jest słoneczny, jesienny dzień.

Za oknem wiatr strąca złote liście.

A ja siedzę wkurzona w swoim gabinecie. Czuję, że zaraz eksploduję!
No, tak wybuchać w pracy, w szkole (!), to by się działo!

Złość na siebie i na Szymona z II klasy rozpycha mnie od środka. Chłopiec ma przyjść na ćwiczenia logopedyczne.

Nie wiem, jak przemówić do jego oporu. Znalazł się pyskacz!
Nawrzucał mi, że nie lubi tych ćwiczeń, że ma już dosyć, że nie chce…

– A niech nie lubi, tylko ćwiczy! I co, myśli, że ulegnę, że powarczy, a ja mu ustąpię? O, nie! To nie ja!

A może… to ja zawaliłam, tylko gdzie?

Zastanawiam się. Postanowiłam opowiedzieć mu coś z mojego życia. Tylko co?

Odkąd pamiętam, miałam pod wiatr. Już jako dwulatka musiałam zmierzyć się z ciężką chorobą kręgosłupa. Żeby nie mieć garbu, musiałam leżeć w drewnianym korytku. Płakałam i czekałam. Po 20 miesiącach doczekałam się! Chciałam biegać, ale…zapomniałam!

Nie poddałam się.

Przez następne 10 lat biegałam w gorsecie ortopedycznym.

Chciałam być najzwyklejszą dziewczyną, a szyny na plecach wcale mi nie przeszkadzały.

Koledzy też się przyzwyczaili.

Nie, tego mu nie powiem, bo co go może obchodzić dziewczyna walcząca o normalność w swoim życiu.

Czekam. Jest. Spięta drobna postać, nerwowe ruchy głowy, przymrużone oczy i grymas ust pokazały jego emocje.

– Dlaczego nie lubisz tych ćwiczeń?

– Bo dobrze już mówię, potrafię gimnastykować język i wargi tak, jak pani mnie uczyła. To dlaczego pani ciągle mnie woła? Ja chcę się bawić z kolegami! I mam już tego dość!

– Wiesz Szymon? Ja też mam takiego Twojego zachowania dosyć! I zamiast przekonywać ciebie do przyjścia, wolałabym ćwiczyć z kimś, kto prosi o spotkanie.

Ale nie odpuszczę ci, tak jak kiedyś nie odpuściłam mojej córce! Wiesz, ona po zapaleniu opon mózgowych, nie pamiętała tego, co pani mówiła na lekcjach. Przynosiła jedynkę za jedynką.

Zapytała mnie niedawno, czy gdybym tak z nią nie ćwiczyła, to musiałaby pójść do szkoły
specjalnej? Zmroziło mnie to pytanie.

Odpowiedziałam – Tak. A wiesz, ona skończyła studia dzienne i kilka podyplomowych kierunków. Dałam jej szansę na rozwój. Nie odpuściłam!

Wtedy, gdy się to działo nie było specjalistów w szkołach, tak jak teraz. Szukałam drogi, by jak najszybciej nauczyć ją czytać i pisać. By jak najlepiej zapamiętała litery i tabliczkę mnożenia.

Dzięki temu doświadczeniu, wiem, jak pomagać teraz innym dzieciom. Tobie Szymon też!

I będę przychodzić po ciebie, i walczyć o ciebie! I bronić cię przed samym sobą! Nie odpuszczę! Uważam, że jesteś mądrym i zdolnym chłopcem! Zależy mi na tobie!

Jego uważne węgielki spojrzały na mnie.

– Chcę ci dać taką szansę, jaką miała moja córka. W tej szkole jestem odpowiedzialna za wszystkie dzieci, które mają jakikolwiek problem z mówieniem. Chcę, żebyś mówił jak słynny aktor na scenie! I nie dukał czytając, tak jak ja! Jeszcze w szkole średniej! Bo płynnie nauczyłam się czytać dopiero na studiach! Pamiętasz, jak szybko nauczyłeś się ćwiczeń języka i warg?

– No, to były fajne koniki, rybki, zasłonki, indorki! I to były wesołe i krótkie ćwiczenia!

Skinął głową i nic już nie powiedział.

Zastanawiał mnie jego wzrok. Czyżby zrozumiał?

Ale te zacięte usta…mówiły zupełnie co innego.

Poszedł. Długi czas siedziałam zamyślona.

No, to dałam upust swoim emocjom! Ciekawe, jaki będzie efekt tego kazania?

Czułam, że tak miałam zrobić, bo walczę o każde „moje-logopedyczne” dziecko i wiem, że nie warto pochopnie rezygnować. Proszę Boga, by dał mi odwagę, bym zmieniła to, co zmienić mogę, siłę, bym pogodziła się z tym, czego zmienić nie mogę i mądrość, bym odróżniła jedno od drugiego.

Minął tydzień. Wchodzę do szkoły. Widzę znajomą czuprynę biegnącą do mnie! Hmm, zaraz znowu będą fochy.

– Proszę pani, idziemy ćwiczyć?

***

Już wiesz, jakie są 3 najważniejsze słowa na świecie?

Maorysi, których spotkałam na Nowej Zelandii, odpowiadają z szerokim uśmiechem:

He tangata, he tangata, he tangata

To ludzie, to ludzie, to ludzie.

A ja jestem najszczęśliwszą osobą na świecie, że storytelling przyciąga TAKICH ludzi, i że możemy razem się spotkać w jednym, magicznym i pełnym MOCY miejscu, w naszej Szkole.

Czujesz, że Ty też jesteś takim człowiekiem?

Sprawdź czy to Twoje miejsce >>> https://monikagorska.com/mssb

Podziel się tym wpisem:
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

Jestem jak znaczek pocztowy. Trzymam się jednej rzeczy w drodze do celu. Ta jedna rzecz to opowieści. Mój cel: nauczyć przedsiębiorców tak opowiadać, żeby ich biznesy i życie stawały się jak najlepszą fabułą. Taką na Oscara. Od 26 lat jestem praktykiem storytellingu: zrobiłam setkę filmów nagradzanych na całym świecie i uczę sztuki opowiadania. Ostatnio w mojej Mistrzowskiej Szkole Storytellingu Biznesowego. Najbardziej lubię tę nutkę zaskoczenia, kiedy moi klienci piszą w mailach: "Monika, ten storytelling naprawdę działa!"


Dołącz do dyskusji: