Możesz móc!


Monika Górska | 7 listopada 2019

Ile się zmieniło w Twoim życiu przez ostatnie 5 lat?

Ile razy w tym czasie zapaliła Ci się w głowie lampka z napisem czerwonym jak w studio TV podczas nagrania: MOŻESZ MÓC! 

Ja dokładnie 5 lat temu, o tej porze, pisałam swoją pierwszą książkę.

Wyznaczyłam sobie deadline. 

40 dni. Do moich okrągłych urodzin.  

Napisać, to jeszcze, ale zrobić skład i wydrukować w miesiąc z małym kawałkiem? Nikt nie wierzył, że mi się uda! 

Ja sama momentami nie wierzyłam. Moją inną książkę pisałam przez dwadzieścia lat – i wydałam ją dopiero w tym roku, w lutym. 

A jednak… na moje 50-te urodziny wjechała wraz z tortem, na którym było zdjęcie Wielkiego Kanionu, pachnąca świeżą farbą, prosto z drukarni, najbardziej nieperfekcyjna książka świata. Spełnij marzenie, marzenie spełni Ciebie, 12 lekcji życia od Wielkiego Kanionu.

Powstała, bo nie mogłam jej nie napisać. To taka książka, która z Tobą rozmawia. 

Znajdziesz w niej wiele błędów – życiowych i językowych. Mam nadzieję, że znajdziesz w niej też motywację do tego, co w życiu najważniejsze.

Do życia. 

Spełnionego życia. 

Pełnego niedoskonałości.

Zbliżają się moje kolejne okrągłe urodziny. I również szykuję coś wyjątkowego. I – ma to związek z marzeniami. 

Ale o tym kiedy indziej.

A teraz chciałabym Cię zaprosić do mojego świata spełnianych marzeń. Przez najbliższe trzy tygodnie podzielę się z Tobą fragmentami mojej książki. 

A właściwie… życia.

Jeśli masz ją już przeczytaną, to przed Tobą trzy tygodnie wolnego. Tylko wróć tu koniecznie 26 listopada, bo wiesz… to moje urodziny 🙂 


Marzenia się nie spełniają. Marzenia się spełnia. Idziesz za tą nutką szaleństwa… i nie wiesz, co tak naprawdę Cię czeka za rogiem. Spełniasz swoje marzenie i może nawet nie wiesz, że właśnie dałeś sobie szansę, żeby marzenie spełniło Ciebie.

To była najważniejsza lekcja od Wielkiego Kanionu. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że wszystkie głupoty, które zrobiłam po drodze, staną się wkrótce najbardziej niecodzienną i nieocenioną lekcją życia.

Już jako dziesięciolatka myślałam sobie, że trzeba mieć marzenia, żeby dać Bogu szansę, by je pomógł nam spełnić. I ja sama też uwielbiałam spełniać marzenia innych. Pamiętam tę radość, jak za wszystkie moje oszczędności kupiłam mojej przyjaciółce flet, bo bardzo chciała się nauczyć grać. Chyba cieszyłam się jeszcze bardziej od niej. 

Dzisiaj, kiedy patrzę wstecz, to chyba wszystkie moje marzenia się spełniły… 

No, może oprócz tego jednego… Ale jak mi ktoś ostatnio mądrze powiedział: 

– Monika, jeśli to twoje marzenie się dotąd nie spełniło, to czy ty naprawdę o tym marzysz?

Czasami tak bywa, że wystarczy Ci kilka minut na podjęcie decyzji. Albo marzenie spełnia się samo, bez twojego wysiłku. Błysk i nagle jest. Dane.

Ale też myślę, że marzenia, są nam także zadane. Że to jest tak, że najpierw trzeba trochę popchnąć tę kulkę śnieżną, a ona już potem się sama toczy. 

O czym marzysz? Na ostatnich stronach znajdziesz miejsce, które czeka na Twoje marzenie. Nie mrzonkę „Ale fajnie by było, gdyby…”. I nie takie, o którym marzą dla Ciebie Twoi rodzice, partner, przyjaciele. Ale Twoje własne Marzenie. Takie, że mimo, że możesz spokojnie bez niego żyć, to czujesz, że z nim Twoje życie byłoby pełniejsze, szczęśliwsze. 

Zapisz je teraz. Serio. Zapisz je.

Jeśli intuicja mnie nie myli, to oprócz marzeń mamy jeszcze coś wspólnego. Im jesteśmy starsi, tym częściej wstawiamy marzenia do poczekalni. Zdążą się mocno zakurzyć, zanim znowu po nie wrócisz. 

Wiesz… jeśli chcesz, znajdziesz sposób, jeśli nie chcesz, znajdziesz powód. A powodów, żeby czekały na swój dzień, masz całe tony. 

„Spełnię marzenie” jak tylko zrobię porządek w domu, jak zarobię pieniądze, jak pojadę do babci… I tak w kółko… a jak już pojadę do babci, to ona mnie przekona, że nieładnie jest pchać się ze swoimi potrzebami, że inni są ważniejsi. Że drogi moich marzeń są w czwartej, piątej, dziesiątej kolejności odśnieżania, że lepiej, jak zrobię coś dla swoich bliskich niż dla siebie samej.

Uważasz, że póki nie masz dobrej pracy i spłaconego kredytu, pozostaje ci tylko wyobrażać sobie, jakby to pięknie było piąć się w górę wąskimi uliczkami Lizbony czy Tibilisi. A może blokuje cię strach, że może jednak się uda… Przecież jakby się udało, to już nie można się nad sobą poużalać, że nie jestem wystarczająco dobra, doskonała, że jeszcze nie teraz, jeszcze się trzeba podszkolić, doczytać, douczyć.

Tak było i z moim marzeniem, które czekało w poczekalni aż ćwierć wieku. Kiedy studiowałam w Dallas, w Teksasie, po prostu nie miałam pieniędzy, żeby tam pojechać. To było już tak niedaleko. Ale się nie udało. Zobaczyć Wielki Kanion. Od dwudziestu pięciu lat było to gdzieś z tyłu głowy, ale myślałam sobie: „Zawsze jeszcze mam na to czas”. 

Są takie miejsca na ziemi, które po prostu chcesz zobaczyć. Może być przypływ wokół Mont St Michelle, mistyczny Milford Sound w Nowej Zelandii, zaułki Jerez de la Frontera, tętniące flamenco albo kolorowe gejzery parku Yellowstone. Im starsza jestem i im więcej świata zwiedziłam, tym mniej mnie interesują muzea, zamki i to, co stworzył człowiek, a coraz bardziej przyciąga mnie to piękno, które stworzyła natura czy Bóg. 

Zapomniałam już eksponaty w Luwrze, Rijksmuseum, wykończone kamienną koronką świątynie w Indiach, a nawet wnętrza najpiękniejszych gotyckich katedr. Ale do dzisiaj widzę szmaragdowe jezioro otoczone zewsząd górami w Queenstown, księżycowy krajobraz Nord Cap, bajeczne Lofoty, gdzie wyspy zlewają się z niebem i tęcze nad wodospadami na Islandii… 

Himalaje i Wielki Kanion – te dwa miejsca przyciągały mnie jak magnes. Jak tak sobie teraz myślę po tym wszystkim, co się wydarzyło, to wiem, dlaczego to miał być właśnie Wielki Kanion. Ale wtedy nie wiedziałam.

Mówię czasem o sobie, że jestem jak ładowarka. Bo uwielbiam ładować ludzi pozytywną energią. Lubię jak wokół mnie jest dobrze, jak ludzie się cieszą, jak jest dobra energia. Po prostu sprawia mi to przyjemność. Nie dlatego, że się czuję wyjątkowa tylko, że lubię tą harmonię wtedy. Ale w tym momencie życia, w październiku 2014 roku czułam, że niewiele zostało mi tej energii. Że moje baterie są już prawie puste.

Bo mimo że nigdy nie pozwalałam, żeby moje marzenia pozostawały tylko marzeniami, moje życie wcale nie było wymarzone. 

cdn.

A jak jest z Twoimi marzeniami?

PS. Cały nakład papierowy książki już dawno się wyprzedał, więc jej nie szukaj. Chyba, że e-book jest dla Ciebie OK.

Podziel się tym wpisem:
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

Jestem jak znaczek pocztowy. Trzymam się jednej rzeczy w drodze do celu. Ta jedna rzecz to opowieści. Mój cel: nauczyć przedsiębiorców tak opowiadać, żeby ich biznesy i życie stawały się jak najlepszą fabułą. Taką na Oscara. Od 26 lat jestem praktykiem storytellingu: zrobiłam setkę filmów nagradzanych na całym świecie i uczę sztuki opowiadania. Ostatnio w mojej Mistrzowskiej Szkole Storytellingu Biznesowego. Najbardziej lubię tę nutkę zaskoczenia, kiedy moi klienci piszą w mailach: "Monika, ten storytelling naprawdę działa!"


Dołącz do dyskusji: