Kto by pomyślał, że czasem trzeba nic nie robić, żeby móc zrobić ten pierwszy krok


Monika Górska | 14 lipca 2016

Często ludzie martwią się, że nie potrafią opowiadać.
Jeżeli teraz w Twojej głowie zapaliła się taka mała lampka, że to jest właśnie o Tobie, to jest sposób, żeby przekonać się wreszcie, czy masz storytellingowy gen.

Uli Osek, z naszej Mistrzowskiej Szkoły Storytellingu Biznesowego, nauczycielka polskiego mówiła – dziecko, przecież Ty nie umiesz pisać. Zajmij się lepiej czymś innym.

Szkoda, że nie widziałeś miny Uli, kiedy już na drugich zajęciach dostała naszego comiesięcznego Oskara za najlepszą opowieść.

 

Tę właśnie opowieścią chcę Cię dzisiaj zainspirować do pisania Twojej własnej na naszym wakacyjnym Story Safari.

Był rok 2013. Bardzo intensywny. Nowa praca, nowe pomysły, tysiące rzeczy do zrobienia, szkolenia, na których warto i muszę być, przeprowadzenie dwóch kampanii fundraisingowych. Ciągle pojawiał się ktoś, kto potrzebował pomocy i ja chciałam mu pomagać. Ciągle ktoś…. Nie ja… nie moja rodzina… nie moje potrzeby i wartości. Ktoś. Byłam cały czas w ruchu, cały czas w centrum działania. Ciągle w coś się angażowałam. W dobre i słuszne sprawy. Codziennie udawało się zrobić coś dla kogoś. Czy to nie wspaniale? Ależ tak. Tylko… wewnątrz siebie czułam coraz większą pustkę, coraz większy głód.
Coraz większy niepokój. Czarna dziura. I potrzeba, żeby ją czymś wypełnić.

– Mamo, pobawisz się ze mną?
– Nie teraz Adasiu, muszę zrobić coś ważnego
– Mamo, pójdziemy na spacer
– Tak, tylko skończę….
– Mamo, czy… a nie, ty pracujesz, prawda?

I stało się tak, że brakowało mi uważności na swoją rodzinę, na ukochane osoby. Mój czas był im bardzo skąpo darowany. Moi nieodłączni wówczas towarzysze: telefon i laptop zastąpiły mi rozmowy i czas z dziećmi i mężem. Bo kiedyś dzięki temu może będę zarabiać, bo kiedyś może będzie nam lepiej.
A ukochani cierpliwie czekali. I czekali. I czekali.

Nie potrafiłam się zatrzymać. Karuzela zerwała się z łańcucha. Pojawiły się złość, frustracja i brak cierpliwości dla najbliższych. Taki był ten 2013 rok. Aż do 1 maja.

W tym dniu byliśmy w trakcie (o dziwo, udało się wykraść tydzień) spełniania naszego wspólnego z mężem marzenia – wyprawa motocyklowa przez Rumunię. Czas niezwykły i pełen dobrych chwil. Czas wrażliwości i wielkich wzruszeń. Nabrałam tam szacunku do Matki Natury, nauczyłam się być wdzięczna i z dnia na dzień rósł mój podziw dla męża. Nasyciliśmy oczy pięknymi widokami, ale też pochyliliśmy głowy nad ludzkim ubóstwem. Był taki dzień, w którym to co zobaczyliśmy, nie pozwoliło nam ze sobą rozmawiać. Musieliśmy najpierw przetrawić uczucia i emocje w samotności. Był to czas zbliżenia.
Pozostało nam półtora dnia do zakończenia wycieczki. W podświadomości już planowałam od czego zacznę mój powrót. W co się zaangażuję, gdy będziemy już na miejscu. To jak duch Vlada Palownika ciągle krążyło nad moją głową. I musiała siła wyższa zainterweniować, bo ja nie dałabym rady.
Wróciłabym do tego co było przed.

Wsiedliśmy na motor i ruszyliśmy w stronę wąwozu Bicaz. Jechaliśmy przez całe 15 minut. Później pamiętam tylko zakręt, samochód i… krzyki.
Tak… moja podróż zakończyła się w szpitalu. Zostałam unieruchomiona na długi, bardzo długi czas. To był podarowany mi czas. Miałam go pod dostatkiem na przemyślenia, na zastanowienie się nad swoim życiem i na odkrycie, że czarna dziura pojawiła się dlatego, że nie byłam wierna swoim wartościom. Zaniedbałam je w 100%. Bo dla mnie najważniejsza jest rodzina. I dopóki tego nie odkryłam, nie byłam w stanie żyć w harmonii, żyć w zgodzie ze sobą. Nie mogłam być wierna sobie.

Nawet zatracając się w dobrych i pożytecznych uczynkach, możemy utracić panowanie nad własnym życiem. Ważne jest, aby żyć w zgodzie za swoimi wartościami.

I jeszcze coś. Ten wypadek, to był zalążek, pierwszy krok zrobiony Pod Dobre Niebo. Moje miejsce na ziemi, agroturystyka, do której każdy będzie mógł przyjechać i naładować swoje baterie.

Kto by pomyślał, że czasem trzeba nic nie robić, żeby móc zrobić pierwszy krok ku nowym marzeniom.

Ula Osek
https://www.facebook.com/poddobrymniebem/
www.poddobrymniebem.pl

 

Jeśli chciałbyś się sam przekonać, czy masz ten storytellingowy gen. I jak to ci się może przydać w biznesie i życiu.
Jeśli chciałbyś poznać trzy najbardziej zdradliwe błędy, które mogą zrujnować nawet najlepszego opowiadacza. I trzy patenty, które pomogą Ci uporać się z tymi problemami.
A przede wszystkim jeśli chciałbyś tak opowiadać, żeby Twoja polonistka ze szkoły żałowała swojej pomyłki, a ludzie słuchali Cię tak, jakby po prostu świat naokoło przestał istnieć, mam tu dla ciebie coś specjalnego.

 

PS

To opowieść Uli z początku jej storytellingowej podróży w MSSB. Jeśli chcesz przeczytać opowieść marki Pod dobrym niebem, którą napisała na zakończenie Szkoły, zapraszam Cię tutaj >> www.monikagorska.com/blog/opowiesc-o-odwadze

Podziel się tym wpisem:
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

Jestem jak znaczek pocztowy. Trzymam się jednej rzeczy w drodze do celu. Ta jedna rzecz to opowieści. Mój cel: nauczyć przedsiębiorców tak opowiadać, żeby ich biznesy i życie stawały się jak najlepszą fabułą. Taką na Oscara. Od 26 lat jestem praktykiem storytellingu: zrobiłam setkę filmów nagradzanych na całym świecie i uczę sztuki opowiadania. Ostatnio w mojej Mistrzowskiej Szkole Storytellingu Biznesowego. Najbardziej lubię tę nutkę zaskoczenia, kiedy moi klienci piszą w mailach: "Monika, ten storytelling naprawdę działa!"


Dołącz do dyskusji: