Jak można dziś mieć czas na wszystko?


Monika Górska | 7 maja 2020

Mam czas na wszystko.

– Proszę? Jak można dziś mieć czas na wszystko? Może łącze nam zerwało i czegoś nie dosłyszałam. W końcu dzieli nas prawie cała połówka ziemi.

On niedawno wstał i odkopał śnieg sprzed domu, a ja właśnie wróciłam z wiosennego spaceru o zachodzie słońca.

Jestem cała podekscytowana.

Wreszcie zrobiłam kolejny krok, zbliżający mnie do mojego filmu. Tego na Oskara, który powoli dokumentuję od ładnych kilku lat. Pamiętasz? „Trzy i pół mili do jutra”.

Gdybym nie była wierząca, napisałabym, że znalazłam go przypadkiem. Wśród Eskimosów na Alasce jest już od 17 lat. Wcześniej był na misjach w Południowej Afryce u Zulusów. Ale się zdziwił, kiedy pozdrowiłam go tak, jak my to robiliśmy ostatnio na Linkedinie: Saubona!

– Tutaj, wśród Inupiak, czas płynie inaczej – opowiada mi ksiądz Stanisław. Tak jakbyśmy się cofnęli na sam początek naszej cywilizacji. Tu nie ma podziału na miesiące. Są za to sezony. Sezon na renifery, sezon na połów fok, sezon na zbieranie jagód. Tak jak w każdej społeczności zbieracko-łowieckiej.

– Jeśli kogoś pytam, czy przyjdzie za tydzień, zawsze słyszę „Nie wiem”. No bo skąd może wiedzieć, czy będzie mógł przyjść. Czy nie zatrzyma go wicher czy śnieżyca, albo czy w ogóle za tydzień będzie jeszcze żył? Więc z szacunku do swojego słowa i do drugiego człowieka takich obietnic się tu nie składa.

To słowo najczęściej powraca w naszej rozmowie – szacunek. I jeszcze troska o innych. Uczą się tego młodzi ludzie na swoim pierwszym polowaniu. Pierwsze zwierzę upolowane przez chłopaka czy dziewczynę zostaje oporządzone, a potem całość jest rozdawana innym. Ani kawałeczka nie mogą zatrzymać dla siebie.

– A przed zabiciem, przepraszają zwierzę za zadany mu ból, dziękując, że dzięki niemu będą mogli ocalić od głodu rodzinę.

Rozmawiamy chyba ze trzy godziny. Notatki w zeszycie pęcznieją. Opowiadam mu o pomyśle na film, szukam kontaktu do mieszkańców jednej z wysp, o której chcę opowiedzieć. Okazuje się, że był na niej kilka lat temu!

Słucham go z wypiekami na twarzy, jak opowiada o tej społeczności. Postara mi się znaleźć jakieś kontakty. Choć może nie być łatwo. Wtedy mieszkało tam 130 mieszkańców. Dzisiaj jest niecałe 80.

Już czuję ten wiatr w żagle… Zapowiada się niezwykły film… Mój producent od dawna pyta – kiedy go zrobimy… On też chce tego Oskara.

Byłam nawet już ze dwa lata temu w Dolby Theater w Los Angeles. Zaglądnęłam na scenę, na którą wejdę odbierając statuetkę za najlepszy film dokumentalny, i dotykałam chłodnego marmuru barku w foyer, na którym w przerwie wszyscy odstawiają swoje Oskary, żeby napić się drinka 🙂

Ale zanim pojadę na drugi koniec świata, czekam na znak w sprawie dofinansowania kursu storytellingowego, o którym Ci pisałam dwa tygodnie temu.

Bo cuda się zdarzają! I jednak z powodu przeciążenia serwera termin został przesunięty i byłam w stanie złożyć wniosek!

Dziękuję wszystkim, którzy mnie tak życzliwie pocieszali i dopingowali! I dziękuję za wszystkie dobre Subona!

To co… widzimy się na LinkedInie?

Jeśli się jeszcze zastanawiasz, czy warto tam być, to zobacz, jaka może być siła, jeśli się tam będziemy wspierać.

Podziel się tym wpisem:
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

Jestem jak znaczek pocztowy. Trzymam się jednej rzeczy w drodze do celu. Ta jedna rzecz to opowieści. Mój cel: nauczyć przedsiębiorców tak opowiadać, żeby ich biznesy i życie stawały się jak najlepszą fabułą. Taką na Oscara. Od 26 lat jestem praktykiem storytellingu: zrobiłam setkę filmów nagradzanych na całym świecie i uczę sztuki opowiadania. Ostatnio w mojej Mistrzowskiej Szkole Storytellingu Biznesowego. Najbardziej lubię tę nutkę zaskoczenia, kiedy moi klienci piszą w mailach: "Monika, ten storytelling naprawdę działa!"


Dołącz do dyskusji: