Dwa pytania, których nie zostawiam bez odpowiedzi


Monika Górska | 3 września 2020

– A Ty, co robisz?

Słyszałam to pytanie wiele razy.

To ciekawe…, robiłam w życiu już tyle rzeczy…, zaczynając od bycia starszym pomocnikiem w maglu, kelnerki i sprzątaczki, a na starszym wykładowcy skończywszy.

A jednak jest jeden z moich zawodów, z którym się najbardziej identyfikuję. To on jako pierwszy przychodzi mi na myśl, kiedy ktoś zadaje mi to pytanie.

– Jestem reżyserem.

Uwielbiam nawet sam dźwięk tego słowa!

Kiedy myślę o filmach, robię filmy, uczę robienia filmów, a nawet tylko mówię o filmie, dzieje się ze mną coś niezwykłego.

Takie poczucie, że jestem w 100% na swoim miejscu. Wyłącza mi się wewnętrzny krytyk, i gremliny, jestem w pełni skupiona na tym, co tu i teraz. Jakby świat poza tym przestawał istnieć.

Ostatnio dokładnie policzyłam wszystkie swoje filmy, reportaże, felietony, realizacje koncertów i przedstawień teatralnych, i wyszło mi 165. Aż się sama zdziwiłam.

Jest jeszcze drugie pytanie, które słyszę ostatnio najczęściej:

– A gdzie mogę zobaczyć twoje filmy?

Z tym zawsze jest największy problem. Zdecydowana większość z nich powstała dla TVP, która jak smok zazdrośnie strzeże swoich skarbów. Zaledwie kilka jest ukrytych w zakamarkach sieci.

Dziś pokażę Ci jeden z nich, który bardzo, bardzo lubię.

Ale najpierw opowiem Ci, jak został zrealizowany.

Dwa lata po odejściu z etatu w TVP znowu wróciłam na Woronicza. Tym razem realizowałam dla TVP 2 cykl „Rozmowy PoSzczególne”. Pomysł mamy taki. To ma być Rozmowa Mistrza z uczniem. I mistrz sam wybiera, z kim chce rozmawiać o swojej sztuce i życiu.

Na naszej liście rozmówców moi ulubieni artyści i filozofowie. Kazimierz Kutz, Wajda, Wojciech Młynarski, Tomasz Stańko, Zbigniew Bauman, Julia Hartwig, Jerzy Stuhr… Byłam w siódmym niebie!

Jerzy Stuhr wybrał na swoją rozmówczynię Agatę Buzek. Nie znał jej jeszcze, a chciał poznać. Bardzo się ucieszyłam, bo łączyła ich nie tylko pasja do aktorstwa, ale także wspólne doświadczenie choroby.

Zaczyna się standardowo. Moja asystentka dzwoni do menedżerki Agaty Buzek i proponuje, żeby aktorka przeprowadziła tę rozmowę. Agata Buzek zgadza się. Ustalamy szczegóły. Mój szósty zmysł podpowiada mi, że to będzie świetna rozmowa. Taka prawdziwa, autentyczna, „z trzewi”.

Aż tu kilka dni przed nagraniem menedżerka Agaty Buzek dzwoni i mówi:

– Pani Agata pyta, kto będzie prowadził tę rozmowę?

Zatkało mnie.

– No, jak to kto? Przecież Pani Agata będzie ją prowadzić.

– Niestety. To niemożliwe…

Nie mogę w to uwierzyć! Przecież się zgodziła! A zdjęcia już za kilka dni.

Dzwonię bezpośrednio do Agaty Buzek, a ona mówi:

– Bardzo mi przykro, ale niestety nie widzę się w tej roli. Ja się kompletnie nie nadaję, by być prezenterką! Naprawdę! Już kiedyś to robiłam i to była porażka!

Czuję, jakby uszło ze mnie powietrze. Nie lubię naciskać ludzi i zmuszać do czegoś, na co nie mają ochoty. Ale gdzieś w głębi po prostu wiem, że ta rozmowa musi się odbyć, że tych dwoje ludzi powinno się spotkać. Tyle wycierpieli, tak pięknie się z tego podnieśli, są aktorami z różnych pokoleń. Świetnymi aktorami. Jestem pewna, że na styku ich temperamentów i doświadczeń wytworzy się jakaś niezwykła chemia, którą poczują widzowie.

Ale jak ją przekonać?

Postanowiłam rzucić wszystko na jedną kartę i proszę o jedno, jedyne spotkanie. Wsiadam do rannego ekspresu bez śniadania. Idę do Warsu, ale żołądek mam tak skurczony, że niczego nie przełknę. Spotykam się z Agatą w gruzińskiej kawiarni w Warszawskim Soho.

Siedzimy, opowiadam jej, jak sobie wyobrażam scenariusz, jakie pytania można by zadać, o co mi w ogóle chodzi w tej rozmowie, że to nie ma być taka sucha rozmowa, fakty, informacje, tylko właśnie emocje… Agata mnie słucha i słucha, i słucha. Już z 40 minut tak opowiadam. I wtedy ona zadaje mi bardzo ważne pytanie:

– Pani Moniko, a jeśli to się nie uda, to co się stanie?

Mówi to bardzo serio.

Bardzo mi się podoba, że jest tak autentyczna, prawdziwa, po prostu jest sobą. Myślę sobie: „Boże, no jakiego ja argumentu mogę jeszcze użyć, żeby się zgodziła wystąpić w tym programie?”.

I nagle mówię jej prosto z mostu:

– Pani Agato, zapewniam Panią, że nawet jeżeli ta rozmowa się nie powiedzie, to świat się na tym nie skończy. I podejrzewam, że nikt od tego nie umrze.

Serce mi wali jak młotem. W ustach sucho.

Agata chwilę myśli, a potem bierze ze stołu swoją torebkę. Mówi:

– Muszę pójść do toalety – i znika w drzwiach.

A ja myślę: „Co teraz będzie? Co ja jej powiem, gdy przyjdzie? Jak mam ją jeszcze przekonać?”.

Po 5 minutach wraca z łazienki i stawia na stole torebkę.

Patrzy na mnie, a ja czuję, jak drżą mi kolana.

– No cóż… Myślę, że musimy to zrobić.

Opanowuję się resztką sił, żeby jej nie wyściskać! Ale ulga!

I rzeczywiście ta rozmowa, nagrywana na deskach teatru Polonia u Krystyny Jandy, była dokładnie taka, jak ją w głębi duszy od początku czułam. Między prezenterką a Jerzym Stuhrem wytworzyła się niesamowita chemia! Agata nie tylko potrafiła pięknie pytać, ale potrafiła przepięknie słuchać. Bo tak naprawdę storytelling zaczyna się od storylisteningu. I to zdziałało cuda.

Rzadko jestem w pełni zadowolona z tego, co robię, ale tym razem było dokładnie tak, jak miało być. Albo… nawet jeszcze lepiej 🙂 Ta chemia przeniosła się przez ekran na widzów programu…

A dla mnie… to było jak oświecenie.

Rozmowa Agaty Buzek z Jerzym Stuhrem była tak ciekawa, że żal było im przerywać i nakręciliśmy aż dwa odcinki „Rozmów PoSzczególnych”.

Oba znajdziesz na VOD TVP. Jeden jest o sztuce aktorstwa, a drugi… o sztuce życia.

A ja do tamtej pory, kiedy czuję, że coś ważnego powinnam zrobić, ale nie wiem, czy dam radę i boję się wyjść poza moją strefę komfortu, powtarzam sobie pytanie, które zadałam Agacie Buzek:

– Czy ktoś od tego umrze? Czy świat się skończy, nawet jeżeli coś mi nie wyjdzie?

A jaki Ty masz sposób na siebie, kiedy boisz się opuścić Twoją ciepłą i bezpieczną strefę komfortu, a wiesz, że to Ci dobrze zrobi?

Podziel się tym wpisem:
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

Jestem jak znaczek pocztowy. Trzymam się jednej rzeczy w drodze do celu. Ta jedna rzecz to opowieści. Mój cel: nauczyć przedsiębiorców tak opowiadać, żeby ich biznesy i życie stawały się jak najlepszą fabułą. Taką na Oscara. Od 26 lat jestem praktykiem storytellingu: zrobiłam setkę filmów nagradzanych na całym świecie i uczę sztuki opowiadania. Ostatnio w mojej Mistrzowskiej Szkole Storytellingu Biznesowego. Najbardziej lubię tę nutkę zaskoczenia, kiedy moi klienci piszą w mailach: "Monika, ten storytelling naprawdę działa!"


Dołącz do dyskusji: