Czego się nauczyłam od mojego syna


Monika Górska | 6 grudnia 2018

Tak, doskonale znam ich braci: Niedarad i Zaraz! – napisał Jarek po moim ostatnim liście. Inni dorzucili: „Ciniewyjdziech”, “Niemaszkiedyk”. “Niezechcemnia”, “Zczymdoludek”, “Onalepsza”.

Wygląda na to, że dobrze znasz tych swoich najgorszych przyjaciół. A oni znają Cię jeszcze lepiej. I wiedzą kiedy Cię najmocniej zaboli.

A gdyby od dziś odpowiadać Twojemu najgorszemu przyjacielowi z uporem maniaka: “już się z tobą nie bawię!” I robić to do świąt każdego dnia, zamiast kolejnej czekoladki z adwentowego kalendarza?

I posłuchać Twojego najlepszego przyjaciela. Serca. I wziąć się do roboty. Bo miłość, także ta własna, to czasownik 🙂

Obiecuję, że nie będziesz sam. Ja też od dzisiaj zakasuję rękawy. Dość tych tasiemcowych, niekończących się myśli, wiecznie odwlekanych decyzji, falowania w tę i z powrotem, tego użalania się nad sobą.

A jak mi nie wyjdzie?

To nie wyjdzie.

A jak wyjdzie?

Jest mi może łatwiej, bo mam się od kogo tego się uczyć.

Po raz pierwszy zdałam sobie z tego sprawę kiedy, po odejściu z bezpiecznego etatu w TVP, 7 lat temu, zaczynałam swój własny biznes. “Fabrykę Opowieści”.

Przez sześć miesięcy opracowywałam cykl warsztatów dla reporterów. I myślałam, wymyślałam, namyślałam się.

W tym czasie Tymek, mój syn, powiedział mi tak:
– Mamo, a wiesz co? Jak ty robisz warsztaty, to ja też zrobię swoje.
– Jak to z czego? – Sama powiedziałaś, że trzeba uczyć tego, na czym znasz się najlepiej na świecie.

Tydzień później miał już swoją stronę internetową i wydrukowane plakaty. Technicznie postawić stronę pomógł mu mój chrześniak, a Tymek napisał wszystkie teksty i zrobił logo.

Tekst na stronie zaczynał się tak:

Cześć, jestem Tymek, mam 9 lat i od 4 lat bawię się Lego .

Kiedyś jak budowałem, potrzebowałem kwadratowego klocka, ale nie mogłem go znaleźć, więc przystąpiłem do innych metod. Wziąłem prostokątny element, nóż i zacząłem piłować klocek na środku myśląc, że rozdzieli na dwie części….

Albo puściłem statek z lego na wodzie ale się zatapiał więc nagle pomyślałem, że pobawię się w Titanic…

Takie miałem przygody, a czy wam też zdarzały się takie historie?

Zapraszam w Was w pełną przygód podróż w 6 dni dookoła lego!

Chciałbym żebyście się wyzwolili się od instrukcji (może już się wyrwaliście) i budowali z instrukcji ale w głowie, według własnych pomysłów. Żebyście dali się ponieść własnej wyobraźni…

 

Warsztaty Lego autorstwa Tymoteusza Górskiego - plakat -format A4

 

Po kolejnym tygodniu miał komplet uczestników i listę oczekujących.

Ja… Ja ciągle jeszcze myślałam, co tu zrobić, jak to zrobić… dyskutowałam z moimi przyjaciółmi. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że najgorszymi.

Po sześciu miesiącach zrobiłam cykl pięciu warsztatów. Ściągnęłam największe sławy dokumentalistyki i reportażu z Polski.

Na pierwszym było 70 osób. Media się rozpisywały…

Fruwałam 10 cm nad ziemią.

Na drugich było pięć osób.

Na kolejnych podobnie.

Te pierwsze zajęcia były bezpłatne.

Te drugie już nie.

Po sześciu miesiącach wyszłam za zero.

Totalna klapa. Porażka.

Moi przyjaciele “Ciniewyjdziech” “Onalepsza” i “Niedaś” mieli rację!

Ale wiesz co? To Tymek miał rację.

Zamiast myśleć duuuuużo, pomyśleć trochę. I zrobić pierwszy krok.

I sprawdzić. Da się, czy nie da się.

Ulepszyć. Spróbować jeszcze raz.

Byłabym kilka miesięcy do przodu. A moje poczucie wartości nie potłukłoby się tak boleśnie.

Długo, długo potem dowiedziałam się, że taka metoda nazywa się Design Thinking.

Nauczył mnie jej mój dziewięcioletni wtedy syn.

Dzisiaj ma 17 lat. Zamiast z klocków buduje z obrazów i dźwięków filmy.

Trzy lata temu w ogólnopolskim konkursie filmowym Klasa ze snów, jego film dostał trzecie miejsce.

Dwa lata temu, w konkursie Prezydenta Miasta Poznania dostał drugie.

W tym roku wystartował w ogólnopolskim Konkursie na film upamiętniającym 100. rocznicę Powstania Wielkopolskiego.

W jury zasiadali Jan A.P. Kaczmarek, Dorota Kędzierzawska, Arthur Reinhart.
Mi by to już pewnie wystarczyło, żeby zaprosić moich najgorszych przyjaciół do zabawy.

A wiesz, co robi Tymoteusz? Nie zaprasza ich. Nie zaprasza nawet swojej mamy filmowca. Bawi się sam i ze swoimi najlepszymi przyjaciółmi. Z zerowym budżetem.

62 filmy i tylko osiem nominacji. Wyróżnienia wręczane są od końca. Za każdym razem trzymam w gotowości telefon, żeby nagrać. Nic. I znowu nic. W końcu trzecie miejsce. Nic. Drugie. Znowu nic. I wreszcie marszałek Wielkopolski wyczytuje nazwisko zwycięzcy.

Tymek dostaje pierwszą nagrodę. Jako najmłodszy uczestnik.

Chcesz zobaczyć efekt?

 

 

Jeśli Ci się coś z tego spodoba, napisz mu w komentarzu. Jeśli nie, to też napisz. Myślę, że to będzie dla niego ważne!

Tutaj więcej poczytasz o tym konkursie i zobaczysz zdjęcia z gali.

 

Tymoteusz Górski - zwycięzca konkursu na najlepszy film

 

Czy mój syn jest genialny? Jako matka, odpowiem Ci, no pewnie! Jest!

Choć, tak między nami, sekret jego sukcesów tkwi gdzie indziej.

Kiedy idzie za sercem, przestaje bawić się z tymi wszystkimi Niedasiami, NiemaszKiedykami, i Ciniewyjdziechami.

Chwilę myśli. A potem po prostu to robi. Szybko. Potrafi nawet przyspieszyć śnieg na początku września.

Nie ogląda się na boki, ani za siebie. Idzie za sercem, do celu.

A jak mu nie wyjdzie?

To nie wyjdzie.

A jak mu wyjdzie?

A czego Ty nauczyłeś się od Twojego dziecka? Albo od tego dziecka, którym byłeś?

Choose your story, change history!

Podziel się tym wpisem:
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

Jestem jak znaczek pocztowy. Trzymam się jednej rzeczy w drodze do celu. Ta jedna rzecz to opowieści. Mój cel: nauczyć przedsiębiorców tak opowiadać, żeby ich biznesy i życie stawały się jak najlepszą fabułą. Taką na Oscara. Od 26 lat jestem praktykiem storytellingu: zrobiłam setkę filmów nagradzanych na całym świecie i uczę sztuki opowiadania. Ostatnio w mojej Mistrzowskiej Szkole Storytellingu Biznesowego. Najbardziej lubię tę nutkę zaskoczenia, kiedy moi klienci piszą w mailach: "Monika, ten storytelling naprawdę działa!"


Dołącz do dyskusji: