Całe szczęście, że to ja, a nie któraś z moich sióstr. Opowieść Soni

Monika Górska | 5 czerwca 2026
Po moim ostatnim wpisie otoczyła mnie dosłownie lawina dobroci, miłości, podziwu i tęsknoty. Czytałam historie o Waszych Mamach i o Was, kiedy byliście dziećmi, nieraz ze łzami w oczach. A czasem śmiałam się z sytuacji, które opisywaliście. Ile dobrych mam jest na świecie… Dziękuję za te chwile wzruszenia. Ile te mamy mają dobrych dzieci… i jak często mają ich kilkoro… piątkę, siódemkę… I co chwilę łapałam się na myśli, że właściwie każdą z tych historii chciałabym się z Wami podzielić.
I pewnie, za Waszą zgodą, kiedyś to zrobię. Dzisiaj jednak sięgam do naszego listowego archiwum z 2015 roku i podzielę się z Tobą opowieścią i naszą mailową wymianą z Sonią.
Od tamtego czasu minęło już dziesięć lat i z radością widzę, że nasze relacje są tak samo żywe jak kiedyś. A mnie tak samo porusza Wasze zaufanie i szczerość. To jest piękny dar! A kiedy piszecie: „Dziękuję, że mogłam ci to opowiedzieć”, chce mi się krzyczeć: to ja Ci dziękuję, że powierzasz mi swoją intymną historię!
I jeszcze jedna rzecz się nie zmieniła.
Dzieląc się swoją opowieścią, często pytacie mnie, jak nauczyć się tak opowiadać. Jak wydobyć z własnego życia coś więcej niż tylko ciąg zdarzeń. Jak znaleźć w tym sens, obraz, przesłanie.
Nie odpowiem dziś warsztatowo. Nie ten list. Nie ta opowieść.
Dzisiaj chcę po prostu pokazać Ci historię Soni.
Bo są takie opowieści, które same uczą, czym jest storytelling.
Zaczynają się od prawdy.
Tak jak w jej opowieści:
2 sierpnia 2015 roku Marta skończyłaby 34 lata. Kiedy spotkałyśmy się z mamą przy jej grobie powiedziałam jej, że dziękuję jej za to, że urodziła moją starszą siostrę. O wiele lepiej było mieć ją tyle lat i stracić niż nie mieć w ogóle…
Byłam przy Marcie do ostatniego oddechu, razem z rodzicami i drugą siostrą. To było dla mnie bardzo ważne.
Najważniejszą lekcję przyniosła mi właśnie jej śmierć. Nie mogę pojąć, że dla niektórych to jest koniec. Patrzyłam na jej ciało bez ducha i widziałam, że jej już tam nie ma. Jakby zostawiła ubranie, które przestało pasować, zawiodło. Ale ona dalej jest, wierzę, że teraz wszystko rozumie, widzi i zwiedza świat.
To banał, ale naprawdę nigdy nie wiemy, kiedy przyjdzie nasza kolej. To jest absolutnie niezależne od nas. Jedyne, co możemy zrobić, to wykorzystać dobrze nasze tu i teraz.
Ale lekcji było wiele. Zanim Marta zachorowała, toczyłyśmy dyskusje o Bogu. Ona wtedy nie wierzyła, wszystko tłumaczyła siłami natury. Ale gdy po operacji zapytałam ją o to samo, powiedziała mi: „Wiesz, paradoksalnie to jest najgorszy ale i najlepszy okres w moim życiu. Gdy się obudziłam, poczułam się taka kochana, otoczona miłością. I zrozumiałam, że Bóg to jest ta MIŁOŚĆ”.
Już po jej śmierci dowiedziałam się, że kupując kwiaty na chrzest mojej córeczki, której jest matką chrzestną, powiedziała sprzedawczyni:
„Całe szczęście, że to ja, a nie któraś z moich sióstr”…
Ona najbardziej bała się o nas. Kiedy umierała, moja mama pięknie do niej mówiła. Mnie brakowało słów… powiedziałam jej jednak, że bardzo ją kocham. I żeby się nie martwiła o nas, jakoś sobie poradzimy…
I wiesz Moniko, choć ona nic już wtedy nie mówiła, poczułam w jej oddechu ulgę i większy spokój…
Sonia
Dwa dni wcześniej, 8 sierpnia 2015
Droga Moniko,
Piszę do Ciebie, bo chciałabym Ci podziękować. Twoja Fabryka Opowieści od ponad roku daje mi regularnie ogromną dawkę inspiracji, motywacji i wiary we własne możliwości. W grudniu ubiegłego roku spotkałyśmy się osobiście przy odbiorze Twojej książki. To była jedna z najlepiej spędzonych godzin mojego życia. Od razu wiedziałam, że to, czego chcę się od Ciebie uczyć, to ta niezwykła otwartość na drugiego człowieka. Twoja umiejętność takiego słuchania, że chce się Tobie opowiedzieć wszystko jak najlepszemu przyjacielowi.
Ale nie o tym chciałam dziś do Ciebie napisać. Opowiadałam Tobie wtedy mojej siostrze, która zachorowała na nowotwór mózgu. Dla niej też zdobywałam Twoją książkę z dedykacją.
Ja swoją przeczytałam od razu, ale Marta swojej już nie zdążyła.
Dzięki Tobie, Twojej Fabryce Opowieści i wtorkowym lekcjom znalazłam w końcu w sobie odwagę i napisałam o niej to, co grało mi w duszy cały czas.
Pomogłaś mi bardzo.
Chcę Ciebie także przeprosić, bo bez pytania o zgodę mój blogowy wpis zatytułowałam „Moja siostra jest aniołem”. Ten tytuł nie dawał mi spokoju, bo bardzo chciałam taki właśnie zostawić a jednocześnie miałam w głowie Twój genialny dokument. Jeżeli taka jest Twoja wola, mogę ten tytuł zmienić.
Moniko, raz jeszcze dziękuję, bo dzięki Tobie jest mi dziś trochę łatwiej iść dalej.
A jeżeli miałabyś kiedyś chwilę czasu, zapraszam na www.infantiablog.wordpress.com
gdzie zamieściłam wpis o najwspanialszej siostrze, jaką można było mieć…
Sonia
10 sierpnia 2015
Soniu,
Twoja Siostra JEST aniołem, i nic w tym nie będziemy zmieniać 🙂 Dziękuję za Twoje dobre słowa i za post o Twojej Siostrze. Udało Ci się być przy Niej, kiedy odchodziła? Jaką najważniejszą lekcję życia Ci Twoja siostra zostawiła?
Jak cudownie, że miałaś taką wspaniałą osobę przy sobie. Aż tyle lat….
Jeśli nie masz nic przeciwko, to chętnie podzieliłabym się Twoim mailem i postem z naszą storytellingową bracią. Ta historia może wielu osobom pomóc.
ŚciskaM
Monika
10 sierpnia 2015
Jeżeli komukolwiek może pomóc historia Marty, niech płynie dalej 🙂
Sonia
Pisz, opowiadaj, prześlij… czekam na Twoją historię!
Storytellignowy list piszę co wtorek od 13 lat. Jeśli go czytasz, to cieszę się, że jesteś w naszym gronie ludzi kochających opowieści. A jeśli nie, to tu możesz do nas dołączyć. Będziesz wtedy jedną z pierwszych osób, która dostanie mój list 👉 https://fabrykaopowiesci.pl/zapis-na-list
