Ach te emocje…aż strach się bać


Monika Górska | 14 stycznia 2015

Ostatnio często na szkoleniach powraca pytania o emocje. Jak to z nimi jest. Czy ich używać w opowieściach, czy też raczej unikać.

Pamiętam jak Jerzy Stuhr opowiadał Agacie Buzek o swoich dylematach w czasie grania w „Kontrabasiście”. W czasie jednego z przedstawień, zaczął specjalnie sterować emocjami widzów „tu się będziecie śmiać, a tu płakać” jakby huśtał ich na huśtwce – góra-dół, góra- dół. A z w pewnym momencie zadał sobie pytanie: czy tak wolno, czy wolno tak emocjonalnie rozhuśtać widza, a potem go zostawić?

Jeśli chcesz się dowiedzieć jak to rozwiązał, posłuchaj jednego z najzabawniejszych odcinków „Rozmów PoSzczególnych” zrealizowanego dla TVP2. Ciekawostka – wrzuciłam krótki fragment tej rozmowy na swój kanał na YouTube ale mimo, że jestem reżyserem i scenarzystą tego odcinka, zostałam oskarżona o piractwo i mój kanał zamknięto na kilka tygodni!

Czy w opowieściach używać emocji czy nie?
Nie, bo nie wolno z premedytacją sterować emocjami ludzi.
Tak, ale tylko stonowanych, by kogoś za bardzo nie poruszyć.
Tak, w całej gamie różnych doznań, bo wtedy wytwarza się więź.
Tak, ale nie do celów promocyjnych lub reklamowych.
Którą odpowiedź wybierasz?

Zastanawiam się, dlaczego tak często boimy się silnych emocji. Już samo określenie „grać na czyichś emocjach” jednoznacznie kojarzy się nam z perswazją czy manipulacją.

Ale wystarczy zmienić tło… i język, a to , co przed chwilą wydawało się manipulacją, nazywasz porywająca sztuką , mistrzostwem, wirtuozerią. Kiedy stajesz przed dziełem sztuki albo słuchasz koncertu, to, co się najbardziej wtedy liczy, to właśnie poryw emocji. Tak pięknie mówi o tym Patrycja Słomczyńska w epilogu naszej rozmowy – z której zrodziła się książka o marzeniach.

Czy boisz się w opowieściach silnych uczuć bo muzyka czy obraz, mimo, że gra na twoich emocjach nigdy Cię nie skrzywdziła… ale słowa już wiele razy? Dlatego jesteś ostrożny i „dmuchasz na zimne”.

Albo czy boisz się, że wbrew Twojej woli zostaniesz zmanipulowany emocjonalnie przez jakiś przekaz reklamowy? A może wręcz denerwujesz się, kiedy widzisz reklamy – „wyciskacze łez”, bo uważasz, że jest to jedynie działanie komercyjne, z premedytacją obliczone na zysk?

A może tym zyskiem nie musi być jedynie kasa płynąca wartkim strumieniem do producenta reklamy, może czasem chodzi w tym o coś więcej? O jakieś bardziej uniwersalne dobro, misję pod która podpisuje się konkretna marka? A może o jedno i drugie?

Oczywiście, kupujemy oczami, kupujemy sercem, ale czy kupisz niepotrzebne Ci ubezpieczenie tylko dlatego, że się wzruszyłeś oglądając film reklamowy? Na pewno jednak zauważysz firmę, czy markę która cię wzruszyła czy rozbawiła do łez. Jak na przykład nieznanego poza Tajlandią operatora telefonów komórkowych czy firmy sprzedającej ubezpieczenia na życie. I mimo, że nie znasz języka ani czasem realiów tamtego świata, to o ile rozum nie zablokuje dostępu do emocji, Twoje ciało zareaguje spontanicznie na uniwersalny komunikat. Podobnie jak milionów widzów na całym świecie.

To, że w ciągu dwóch ostatnich lat Tajlandia zdobyła w Cannes aż 26 nagród, w tym aż cztery Złote Lwy, mówi samo za siebie. Tutaj możesz zobaczyć aż sześć z filmów.

Nie chcę Cię przekonywać do używania w filmowych czy słownych opowieściach emocji. Zrobisz, jak będziesz czuł. Tylko obiecaj mi jedno. Patrz uważnie na Twojego słuchacza, kiedy będziesz opowiadać, albo posłuchaj jak widzowie komentują Twój film. I jeśli efekt Cie nie zadowoli, w kolejnych odsłonach dorzucaj stopniowo do Twojej opowieści różnie zabarwione emocje – od gniewu i smutku, po radość, przez uczucia, które według badań najlepiej służą wirusowemu dzieleniu się: ciekawość, zachwyt, zaskoczenie i niepewność.

Aż sam się przekonasz, co Twojej opowieści – czyli jej słuchaczowi lub widzowi najlepiej będzie służyć.

Podziel się tym wpisem:
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

Jestem jak znaczek pocztowy. Trzymam się jednej rzeczy w drodze do celu. Ta jedna rzecz to opowieści. Mój cel: nauczyć przedsiębiorców tak opowiadać, żeby ich biznesy i życie stawały się jak najlepszą fabułą. Taką na Oscara. Od 26 lat jestem praktykiem storytellingu: zrobiłam setkę filmów nagradzanych na całym świecie i uczę sztuki opowiadania. Ostatnio w mojej Mistrzowskiej Szkole Storytellingu Biznesowego. Najbardziej lubię tę nutkę zaskoczenia, kiedy moi klienci piszą w mailach: "Monika, ten storytelling naprawdę działa!"


Dołącz do dyskusji: