A co jeśli masz tylko dziś?


Monika Górska | 27 czerwca 2019

Ostrożnie idę stromą dróżką, żeby się nie potknąć. Wokół pachną łąki, całe żółte od kwitnącej gorczycy. Od czasu do czasu błyśnie ciemnoczerwony mak.

Jest luty 2019 roku. Schodzę z Góry Błogosławieństw. Tam, w dole, połyskuje jezioro Genezaret, zwane także Galilejskim albo Tyberiadzkim. Brzegów nie widać. Są rozmyte we mgle. Po wodzie płynie łódź…

I nagle w mojej głowie wybucha i uderza mnie z całą mocą to pytanie:

– Monika, a co jeśli masz tylko dzisiaj?

I odpowiedź:

– Present is a present!

Znowu słyszę ten dialog w mojej głowie teraz, kiedy dowiaduję się, że Damian…

Ale zacznę od początku.

Do dzisiaj widzę go, jak siedzi przy długim stole, przykrytym obrusem z ceraty w niebieską kratkę i żółte kwiatki, na tle jasnego okna. Damian ma brązowe włosy i oczy. I ten jego ujmujący uśmiech. 

Obok niego dwaj bracia, Junior i Pinokio. I jeszcze kilkoro innych dzieci, które, przez jakiś czas, zasiadają przy wspólnym stole w tym niezwykłym domu moich przyjaciół, państwa Wawrzyniaków w Starej Górze. 

To miejsce od lat na kilka, kilkanaście, a czasem i kilkadziesiąt miesięcy staje się drugim domem dla tak wielu dzieci w potrzebie. 

Troje rodzeństwa przywiozła tutaj w nocy policja. Junior się topił, ale rodzice tego nie zauważyli, bo balanga w domu trwała w najlepsze. To Damian wyciągnął go z wody. 

Zostaną tu do momentu, kiedy sąd postanowi, co dalej. 

Tym razem kręcę tu akurat reportaż Alicja w krainie czarów. Tak się poznajemy.

Największą miłością Damiana jest piłka nożna. Gra w Pogoni Góra. Teraz też podnosi się zza stołu i mimo deszczu wychodzi na trening. 

Wróci za kilka godzin, zmęczony, ubłocony, ale jego oczy będą błyszczały szczęściem. I tak kilka razy w tygodniu.

Marzy o Szkole Mistrzostwa Sportowego Miedzi w Legnicy. Nie dość, że mógłby codziennie grać, to – zamiast w rodzinie zastępczej, do której całe rodzeństwo przeprowadzi się w czasie wakacji – mieszkałby w internacie. 

Myślę sobie: a może nawet dzięki temu wygra też życie?

Ta szkoła to marzenie wielu młodych. Poziom jest bardzo wysoki. Na szczęście Damian gra świetnie, nie oszczędzając się, zawsze na pełnych obrotach i z tym swoim uśmiechem.

Zabrakło mu tak niewiele. Nie przyjmują go. Damian załamany… Jakby jego życie się nagle skończyło. Tak się przecież starał.

Nagle pewnego dnia dzwoni do mnie i mówi: 
– Ciociu, nie wiem, co się stało, ale jednak mnie przyjęli! Zaczynam od września!

Aż mi serce skacze z radości. Tak, ten chłopak naprawdę zasługuje na najlepsze!

Za jakiś czas drugi telefon: w nowej rodzinie zastępczej nie chcą go puścić do szkoły. Ma zostać u nich, w gospodarstwie. Pieniądze od państwa na jego utrzymanie również.

Bartosz, u którego Damian był w pogotowiu opiekuńczym, aż kipi ze złości: 
– Nie zostawię tak tego. 
Dzwoni, gdzie się da, przekonuje, tłumaczy i w końcu JEST! 

Damian zaczyna we wrześniu nową szkołę w Legnicy. Trenuje za dwóch, zawsze przygotowany, daje z siebie wszystko – na boisku i poza. 

Zaprzyjaźnia się z rodziną kolegi ze szkoły, która przyjmuje go jak swego. 

Walczy nie tylko o bramki, ale i o oceny… Kto wie, może da radę pójść na studia?

Dalsze jego losy znam już z opowiadań. Damian nie tylko daje radę i robi licencjat na PWSZ w Lesznie, to jeszcze dostaje się na AWF do Poznania na studia magisterskie. Uczy wf-u w jednej ze szkół w Lesznie, no i przede wszystkim nadal trenuje – piłkę halową w swoim ukochanym klubie sportowym Futstal Leszno, pełnym pasjonatów, takich jak on. Są jak rodzina. Ciężko pracują i dostają się do pierwszej ligi, a już im się marzy Ekstraklasa.

Bardzo lubi Foresta Gumpa, który jest dla niego przykładem, żeby nigdy się nie poddawać.

I nawet, jeśli w swoim życiu, jak w bombonierce, nie zawsze ma wybór, tylko bierze, co mu się trafi, z każdego rozdania wyciąga to, co najlepsze.

I szczodrze dzieli się tym ze wszystkimi dokoła.

Nagle dostaję wiadomość od mojego syna. I link do fanpejdża klubu Damiana.

“Dziś w nocy (20.06.2019) odszedł od nas Damian Drewnowski. Prawie rok walczył z ciężką chorobą, do końca wierząc, że wybiegnie jeszcze na boisko. Grał z nami przez 5 sezonów. W ostatnim był na każdym meczu, dzięki małemu #21 umieszczonemu na strojach zawodników, plakatach i materiałach meczowych, który przypominał nam o nim. W końcowej części sezonu, gdy nasz cel i gra o awans weszły w decydującą fazę, nagrał i wysłał do nas kilka słów, motywując drużynę do jeszcze lepszej gry. Nie dzielił się z nami swoją chorobą, ale kilka dni temu poprosił o przygotowanie tej grafiki. Chciał nią podziękować wszystkim za udział i wsparcie w akcji #DamianGramydlaCiebie. Niestety, nie zdążył sam tego zrobić. Zapamiętamy Go uśmiechniętego, walecznego i zawsze gotowego do gry. Numer 2️⃣1️⃣ zastrzegamy na zawsze dla Niego.”

NIE! To takie niesprawiedliwe! Nie on! Miał przecież wygrać życie!

I wtedy właśnie pojawiają mi się w głowie tamto proste pytanie i odpowiedź z Góry Błogosławieństw…

I już wiem.

Damian wygrał swoje życie. Do końca! Każdego dnia! Od rana do wieczora.

Każdy dzień przyjmował jak prezent.

Damianie, dziękuję, że mi o tym przypomniałeś! Do zobaczenia!

A co, jeśli masz tylko dzisiaj?

Present is your Present!

Podziel się tym wpisem:
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

Jestem jak znaczek pocztowy. Trzymam się jednej rzeczy w drodze do celu. Ta jedna rzecz to opowieści. Mój cel: nauczyć przedsiębiorców tak opowiadać, żeby ich biznesy i życie stawały się jak najlepszą fabułą. Taką na Oscara. Od 26 lat jestem praktykiem storytellingu: zrobiłam setkę filmów nagradzanych na całym świecie i uczę sztuki opowiadania. Ostatnio w mojej Mistrzowskiej Szkole Storytellingu Biznesowego. Najbardziej lubię tę nutkę zaskoczenia, kiedy moi klienci piszą w mailach: "Monika, ten storytelling naprawdę działa!"


Dołącz do dyskusji: