Wiesz, czemu Bogu na Tobie zależy?

Monika Górska | 20 marca 2026
W czasie moich rekolekcji byłam już u błogosławionej Marii Celeste Crostarosy, Matki Bożej Pompejańskiej i ojca Dolindo, a od dzisiaj jestem u św. Franciszka z Asyżu. Może uda mi się jeszcze dotrzeć do św. Benedykta z Nursji i św. Rity.
To moja duchowa podróż. Przez rozmowę, modlitwę i spotkanie z nimi chcę uczyć się, jak być bliżej Jezusa.
Wszędzie tam modlę się za Ciebie. I w tych intencjach, które mi powierzyliście. Dziś w Sanktuarium Matki Boskiej Pompejańskiej.
Tym, co tu odkrywam, może się tym kiedyś z Tobą podzielę.
A ponieważ jesteśmy na półmetku Wielkiego Postu, przesyłam Ci dwa bardzo ciekawe teksty do rozważań.
Pierwszy do posłuchania, z Opactwa Benedyktynów w Tyńcu – gęsty, mocny, utłoczony:
„O sztuce życia wg Ojców Pustyni, św.Benedykta z Nurski, „Filokali”, „O naśladowaniu Chrystusa”
Szczególnie polecam Ci I część.
Drugi do poczytania. To tekst Kartuzów, który zatrzymał mnie na Portalu o duchowości monastycznej.
Gdy przeszkody stają się drogą do Boga…
Wszystko, co dotąd uważałem za przeszkodę, stanie się teraz środkiem: pokusy, rozproszenia, trudności wewnętrzne i zewnętrzne. Wszystko to zatrzymywało mnie dotychczas i zniechęcało; od dziś będzie mi służyło za trampolinę, aby wznieść się do Boga i uwolnić się od stworzenia.
Znalazłem swój ideał. Wiem, dokąd chcę, mogę i muszę dojść. Poprzednio szedłem, nie znając celu, a trud drogi męczył mnie i zniechęcał: teraz wiem i już nic mnie nie zatrzyma. Nie spocznę, dopóki nie odnajdę Boga w głębi mego serca. Znalazłam umiłowanego mej duszy, pochwyciłam go i nie puszczę (Pnp 3,4). Miłość doda mi skrzydeł: bo jak śmierć potężna jest miłość (Pnp 8,6). Trudności nie będą już mnie przerażać: Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia (Flp 4,13).
Jeśli rzucę okiem na me dotychczasowe życie, starając się być szczerym wobec siebie, muszę przyznać się do braku ideału w moim życiu duchowym, co z kolei było zasadniczą przyczyną tak małego w nim postępu.
Nie wiedziałem, jak bardzo nasz Pan pragnie dusz i ich starań, by Jemu się oddać, ażeby On sam mógł dać im siebie. Stopień bliskości, do którego jesteśmy przez Niego zaproszeni, będzie miarą naszej wspaniałomyślności w odpowiadaniu na łaskę. On nie chce stawiać granic swojej miłości i dąży do tego, by dawać siebie całkowicie. Pragnie, aby dusze w pełni należały do Niego. Jednakże dusze czują lęk przed Nim ze względu na skutki tej bliskości, która domaga się wielkich ofiar ze strony człowieka.
Od tej chwili będę szczery wobec siebie. Bowiem z jednej strony wiem, że Bóg chce ogarnąć całkowicie i ostatecznie moją istotę, przeznaczywszy mnie do tego, abym stał się podobny do obrazu Jezusa – chce uczynić mnie swoim synem przez adopcję. Z drugiej wiem też, że nie zważa On na moją niegodność. A któż mógłby uważać się za godnego takich względów? Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy (1 J 1,8).
Więcej, to nie POMIMO mojej niegodności Bogu zależy na mnie, ale właśnie DLATEGO, że jestem niegodny, chce On objawić we mnie swoją chwałę. Im nędzniejsze tworzywo, tym większa chwała dla artysty, który potrafił z niego stworzyć arcydzieło. Tę prawdę pozwalają nam zrozumieć Jezusowe przypowieści o synu marnotrawnym i zagubionej owcy. Większa jest radość w Niebie z powodu jednego nawróconego grzesznika niż z tłumu wytrwałych sprawiedliwych.
Jeśli więc teraz zdecydowałem się dążyć do tego ideału, jestem zobowiązany potwierdzać w całym swym działaniu, że z jednej strony, jestem niczym i że nic nie mogę z siebie samego; z drugiej zaś, że Bóg jest wszystkim, może wszystko i chce wszystko dla mnie zrobić, ażebym uczynił z siebie całkowity dar dla Niego.
Przeszkody zmienione w środki
Wszystko, co dotąd uważałem za przeszkodę, stanie się teraz środkiem: pokusy, rozproszenia, trudności wewnętrzne i zewnętrzne. Wszystko to zatrzymywało mnie dotychczas i zniechęcało; od dziś będzie mi służyło za trampolinę, aby wznieść się do Boga i uwolnić się od stworzenia. Będę to postrzegał już tylko jako przynaglające zaproszenie, abym bardziej jednoczył się z moim Bogiem w akcie wiary, nadziei, miłości i zupełnego oddania. Przykrości staną się łaską, gdyż zmuszą mnie, bym wyszedł z siebie, aby żyć jedynie w Bogu.
Jak dotąd przeważały w moim życiu pośpiech i troski, tak teraz będzie się ono toczyło w duchu ufności i oddania. Kiedyś nic bardziej mnie nie martwiło niż moje upadki i słabości. Od dziś będę się nimi chlubił: Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa (2 Kor 12,9). Wykorzystam je i sprawię, żeby żył we mnie Chrystus. Będzie się to odbywać zawsze w ten sam sposób: poprzez zacieśnianie więzi z Bogiem przez akt wiary, nadziei i miłości, a kosztem istnienia naturalnego. Chrystus musi wzrastać, a ja ginąć: Trzeba, by On wzrastał, a ja żebym się umniejszał (J 3,30). On będzie wzrastał w tej mierze, w jakiej ja będę zanikał.
Stopniowo wzniosę się więc ponad niepewność życia. Wszyscy moi niegdysiejsi przeciwnicy dopomogą mi w przyszłym zbliżeniu się do mojego ideału. Me zdolności i całe moje istnienie będę coraz bardziej oddawał Bogu do dyspozycji. Jego głos będzie mówił we mnie coraz wyraźniej.
Dlatego wierzę, że pewnego dnia dokona się, mocą niewypowiedzianej łaski, stopienie mojej duszy z Bogiem: Rozpłynęła się dusza moja (Pnp 5,6 Wlg). Nie spocznę, zanim nie osiągnę tego celu, o którym postaram się nigdy nie zapomnieć. Wszystkie stracone chwile naprawię wzmożonym zapałem. Wiara się umocni, nadzieja nabierze pewności, a miłość żaru.
Praktyczne zastosowanie
W jaki sposób przedłużyć medytację tak, aby obejmowała ona cały dzień?
Przed każdym z naszych działań, i od czasu do czasu w ciągu jego trwania, przez krótką chwilę się skupmy. I tak, na przykład, mówiąc w oficjum BOŻE WEJRZYJ KU WSPOMOŻENIU MEMU, spójrzmy we własne wnętrze, ażeby tam odnaleźć Boskiego gościa. Podobnie będziemy czynić przy każdej doksologii, przy każdym CHWAŁA OJCU w oficjum bądź Różańcu. Nabędziemy wówczas zwyczaju, przez ciągłe ponawianie tego aktu, by zwracać się do Boga obecnego w naszej duszy. Możemy więc mieć nadzieję, że pewnego dnia dojdziemy do tego, że już więcej nie zapomnimy o Tym, którego w sobie nosimy.
W czasie rachunku sumienia spokojnie prześledźmy w pamięci mijający dzień, aby sprawdzić, czy aby nie byliśmy niedbali i czy nie straciliśmy z oczu na zbyt długo naszego Umiłowanego. Jak zobaczymy, jedności z Bogiem brakuje dokładnie w tych chwilach, w których pojawił się jakiś upadek.
Kiedy będziemy zajmować się czytaniem, wystarczy od czasu do czasu, choćby podczas przerwy potrzebnej do odwrócenia kartki, przenieść naszą uwagę do wnętrza duszy, by podtrzymać nasz kontakt z Bogiem.
Dla życia wewnętrznego nie mogą być stracone także chwile odpoczynku, na przykład spacer. Postarajmy się odnaleźć jedność i strzec jej, trwając w prostej bliskości, w Bożej atmosferze. Bóg stanie się dla nas jakby drogim przyjacielem, wobec którego nie szuka się wciąż nowych słów, przy którym jednak jest się szczęśliwym, znając go i czując obok siebie – to wystarczy.
Jeśli znajdziemy się w jakimś miejscu, gdzie, jak wiemy, Bóg nie jest otaczany czcią, uczcijmy Go z tym większą siłą.
Podczas gdy w ten sposób będzie w nas działać łaska, którą powinniśmy usilnie wspierać, podejmijmy wysiłek, aby rozwijać w sobie to życie także dostępnymi nam ludzkimi środkami. Na przykład, przez lekturę i studia starajmy się zgłębić doktrynę Kościoła, szczególnie wszystko to, co dotyczy przybranego synostwa wszystkich wezwanych do życia Bożego.
Wreszcie, nade wszystko zatroszczmy się o to, by korzystać z całą gorliwością, do której jesteśmy zdolni, z sakramentów – tej najdoskonalszej pomocy. W istocie bowiem to dzięki człowieczeństwu naszego Pana możemy dotrzeć do Jego Bóstwa. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przez wcielonego Syna.
On nas oczyszcza w sposób tajemniczy przez absolucję, a przez Najświętszą Eucharystię, karmiąc nas swym człowieczeństwem, zanurza nas coraz bardziej w swym Bóstwie, z którym mamy być stale złączeni, także wówczas, gdy sakramentalne postacie przestały być w nas obecne. Nasze dziękczynienie nie będzie się więc kończyło już po kwadransie. Naszą modlitwą będzie modlitwa wędrowców do Emaus: „Zostań z nami, Panie” (por. Łk 24,29). Najświętsza Eucharystia jest więc niewyczerpanym źródłem naszego życia duchowego. Jej działanie, które przedłuża się na cały nasz dzień, rozbudza w nas nową żarliwość.
Oddajmy się całkowicie w ramiona Najświętszej Dziewicy. Ona zrodzi w nas swego Syna i da Mu wzrosnąć aż do osiągnięcia jedności.”
Fragment książki mnicha kartuskiego “Miłość i milczenie”.
