Ile warta jest jedna prosta historia?


Monika Górska | 11 stycznia 2018

Pierwszy miliard w trzy tygodnie!

W sumie 2 787 965 087 dolarów.

Jedna prosta historia zarobiła blisko trzy miliardy dolarów.

Druga historia – 2 186 772 302 dolarów. Trzecia – 2 068 223 624 dolarów.

Może te sumy Cię przerażają, jednak chcę Ci uświadomić, z czym masz do czynienia.

To jest ogromna skala możliwości, prawda?

Tylko jest jedno „ale”.

Te trzy historie, które razem zarobiły ponad 7 miliardów dolarów, to najbardziej kasowe filmy: Avatar, Titanic i Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy.

Zwróć uwagę na to, że to pieniądze nie za scenariusze, ale za dobrze opowiedziane historie. Miliardy za same emocje, jakich dostarczyły.

Dla kogoś, kto posiadł umiejętność dobrego opowiadania historii – nie ma rzeczy niemożliwych.

Najbardziej zabawne jest to, że można wątpić w to, co wyżej napisałam i jednocześnie osiągać zaskakujące efekty – na skalę swoich możliwości.

Jak te efekty osiągać regularnie, opowiem Ci pod koniec tego listu.

 

Weź kurs na klienta za darmo - bezpłatne szkolenie dr Moniki Górskiej

 

Tymczasem posłuchaj opowieści jednej z uczestniczek Mistrzowskiej Szkoły Storytellingu Biznesowego – Eweliny Janel, założycielki pierwszej w Polsce SPA Długowieczności:

„Pana Krzysztofa poznałam podczas wiosennego rajdu PTTK – w chłodny, pochmurny i wietrzny poranek. Zafascynowana obserwowałam go na strzelnicy. Strzelał precyzyjnie i w skupieniu, jak snajper. Później okazało się, że jest nie tylko strzelcem, ale i jeźdźcem, instruktorem jazdy konnej i hipoterapii, a także aktywnym skoczkiem spadochronowym. W wieku 77 lat!

Zapytałam, co sprawia, że jest tak młody ciałem i duchem? – Nie jem mięsa. I jeżdżę konno! W ogóle ruch. Narty, rower, pływanie, co kto lubi. Ja to wszystko lubię, tylko biegać nie mogę.

Chciałam mu pomóc, ale napotkałam na niespodziewany opór. Choroby? Kontuzje? Problemy ze stawami? Nie rozumiałam, dlaczego tak sprawny człowiek tak bardzo nie chce biegać, ani nawet spróbować.

– Nie mogę i już. Próbowałem tysiąc razy i się nie da.

Obiecałam, że go nauczę, jak zrobić, żeby się dało.

– Niemożliwe. Od razu zadyszki dostaję – i konspiracyjnym szeptem dodał: bo palę. Dużo!

Już chciałam się poddać, ale zaproponowałam transakcję: ja mu pokażę slow jogging, on rzuci palenie.

– Nie rzucę! Mój brat rzucił i… – tu uczynił znak krzyża. – Na coś umrzeć trzeba.

– Ale lepiej później niż zbyt wcześnie – westchnęłam zrezygnowana i opowiedziałam, jak biega cesarz Japonii z małżonką. Oboje po 80-tce. Stanowczo stwierdził, że nie chce żyć tak długo. Rozumiem – nie boimy się starości, tylko braku sprawności i uzależnienia od innych.

– Racja – rozpogodził się – Pokaż to bieganie.

Umówiliśmy się na lekcję. Wytłumaczyłam mu wszystko, ale trening szedł nam jak po grudzie. Pan Krzysztof nosił ciężkie, wojskowe buty. Nawyki z armii przeszkadzały we właściwej technice: podnosił nogi za wysoko albo za mocno tupał. Innym razem maszerował sztywno albo zbyt energicznie podskakiwał. Za bardzo się starał, jakby odbywał musztrę. To sprawiało, że szybko się męczył i dostawał zadyszki. Bałam się, że się zniechęci.

Nagle wpadłam na pomysł: zrobimy, jak w wojsku. Ja przodem, pan Krzysztof za mną, naśladując każdy mój ruch i tempo. Raz, dwa, trzy… 180 kroków na minutę. Ze stoperem w ręku, do skutku. Szybko zrozumiał, w czym rzecz. Biegaliśmy wspólnie przez jakiś czas, bez śladów zmęczenia, a on opowiadał mi o koniach i skokach spadochronowych.

Uff, udało się! Uradowany jak dziecko ciągle truchtał w kółko, nie tracąc oddechu i machał do mnie, uśmiechając się z wdzięcznością i dumą. – Będę biegać codziennie, teraz mogę!.

Uwielbiam widzieć radość w oczach moich klientów i tę rodzącą się wiarę, że dadzą radę. Takie spotkania są inspiracją również dla mnie, a to było wyjątkowe, bo ja też otrzymałam życiową lekcję. Wyznałam, że są rzeczy, które chciałabym zrobić, ale się boję. Na przykład skoczyć ze spadochronem. Pan Krzysztof odparł:

– Jest taka taternicka pieśń: „Największa rzecz, swego strachu mur obalić, odpadnie stu, lecz następni pójdą dalej! ” Dawno temu moja ukochana odpadła, a ja musiałem iść dalej – zamyślił się i jego oczy na dłuższą chwilę straciły blask – …więc jak kiedyś ktoś ci powie, że masz się nie bać, powiedz mu, żeby stuknął się w czoło. I idź. A teraz biegniemy, to jest super!

Pytanie teraz do Ciebie – chcesz pomaszerować za mną?

Pokażę Ci kroki, wystarczy mnie naśladować, a to, co wydawało Ci się do tej pory niemożliwie, stanie się dla Ciebie bardzo proste!

I nie dostaniesz zadyszki!

Bo widzisz, postanowiłam pokazać Ci jak wykorzystać w Twoim biznesie trzy podstawowe narzędzia storytellingu biznesowego. Zrobię to za darmo. Bo Cię lubię.

Nic Cię to nie kosztuje.

Poza odrobiną wysiłku.

Jeśli masz na to ochotę, dopisz się od razu do listy uczestników bezpłatnego szkolenia online Kurs Na Klienta >> https://monikagorska.com/kurs-na-klienta

Przez najbliższy tydzień będę tego uczyła osoby, które dopiszą się do listy.

Finałem naszego krótkiego biznesowego szkolenia będzie spotkanie na żywo – w Internecie, czyli sesja mentoringowa LIVE, zaplanowana na 22 stycznia na godzinę 20. Link do spotkania otrzymają tylko osoby, które chcą w nim uczestniczyć, a liczba miejsc jest ograniczona.

Chcesz się od razu dopisać?

Dopisuję się >> https://monikagorska.com/kurs-na-klienta

To jak, jesteśmy umówieni? 🙂

Podziel się tym wpisem:
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Jestem jak znaczek pocztowy. Trzymam się jednej rzeczy w drodze do celu. Ta jedna rzecz to opowieści. Mój cel: nauczyć przedsiębiorców tak opowiadać, żeby ich biznesy i życie stawały się jak najlepszą fabułą. Taką na Oscara. Od 26 lat jestem praktykiem storytellingu: zrobiłam setkę filmów nagradzanych na całym świecie i uczę sztuki opowiadania. Ostatnio w mojej Mistrzowskiej Szkole Storytellingu Biznesowego. Najbardziej lubię tę nutkę zaskoczenia, kiedy moi klienci piszą w mailach: "Monika, ten storytelling naprawdę działa!"


Dołącz do dyskusji: