W 30 sekund możesz zmienić WSZYSTKO


Monika Górska | 21 lutego 2019

 

To już równo 10 lat… a pamiętam, jakby to było wczoraj…

 

23 lutego 2009 Slumdog dostaje 8 Oskarów. Ja – nowe życie.

A było to tak:

Każdy dzień tamtej zimy pędzi jak kolejka górska. Mam dwa etaty i trzeci w domu. Robię dokumenty i reportaże w TVP, uczę wideo storytellingu na UAM, sama wychowuję syna. Nagrody za filmy cieszą, ale jadę na oparach. Już przy porannej kawie, płakać mi się chce ze zmęczenia.

Właśnie skończyłam zdjęcia do reportażu dla Magazynu Ekspresu Reporterów. Dwuletniej Alicji, która czeka na adopcję w pogotowiu opiekuńczym, użyczy głosu Krystyna Czubówna.

Jest mroźny poniedziałek, ślisko. Wsadzam Tymka do pociągu, jedzie na swój pierwszy obóz szermierczy. Sama wsiadam do samochodu. Odpocznę nad morzem. Będę blisko jakby co. – No tak. Mama kwoka.

Droga nie jest taka zła. Dojeżdżam do Kamiennych Kręgów w Grzybnicy. Już widzę siebie na masażu gorącą czekoladą, gdy nagle koła trafiają na murek ze śniegu.

I nagle nic więcej nie mogę zrobić. Moja zielona Toyota pędzi ślizgiem na wprost na nadjeżdżające auto.

Przeraźliwy huk, po nim kolejny, ląduję na skarpie w lesie.

– Skąd ten swąd? Muszę uciekać! Ale jak? Drzwi od strony pasażera są zakleszczone.

Zaraz zemdleję.

Wzywają karetkę. Ktoś zbiera moje książki rozsypane na śniegu. I wkrótce — zamiast kąpieli w winie, szpital. W Koszalinie.

W izbie przyjęć pochyla się nade mną przerażona rejestratorka:

– O Boże, co my z nią zrobimy?!

Nagle puszczają mi nerwy.

Widać, jestem w kawałkach i nawet o tym nie wiem. To chyba ta adrenalina!  Tymczasem ona mówi o mojej czerwonej walizce, którą ratownicy włożyli mi do karetki.

Rentgen pokazuje wielokrotne złamanie miednicy. Nie zauważają, że kręgosłup też oberwał. Boli mnie każdy ruch. Leżenie boli. W kilka sekund zawalił się cały mój świat.

Przewożą mnie do szpitala w rodzinnym Poznaniu. Morfina jakoś pomaga zasnąć. Za to kolejna noc… Trzecia nad ranem. W pokoju ciemno. Tylko spod drzwi strużka światła. Czuję, że spadam w jakąś oślizgłą, czarną przepaść.

– Jezu! Kiedy skończę film? Moja mała bohaterka czeka na adopcję! Co z mamą, która mnie potrzebuje po kolejnej operacji nowotworu? Tymek ma 8 lat. Kto go będzie wozić do szkoły?

Nagle ogarnia mnie, pewna, mocna myśl: choć nic już nie mogę zrobić, COŚ jeszcze nadal mogę. Nadal mam wybór. Mogę zrobić krok w otchłań, na dno, wołając do Boga:

– Dlaczego JA? Mam do tego prawo, bo jest źle. Mogę użalać się nad sobą!

Albo dostrzec, że to nie kładka w przepaść, ale — trampolina. Do czegoś nowego.

Czuję, jakbym stała w wąskim korytarzu pomiędzy drzwiami: SZANSA a drzwiami z szyldem: PORAŻKA. Bez względu na to, jak jest mi ciężko, nadal mogę wybrać.

Tylko czy w tej sytuacji może w ogóle być coś dobrego?

Waham się, może 30 sekund, a może minutę. Dla mnie to cała wieczność.

Mimo bólu i obezwładniającego strachu naciskam klamkę drzwi z napisem Szansa.

Kiedy następnego dnia moja szefowa Kasia przynosi mi porcję sushi, kieliszek wina śliwkowego, którego słodko cierpki smak czuję do dzisiaj i swój laptop, ze zdumieniem patrzy na mój promienny uśmiech.

– Z tym wypadkiem to był jakiś żart? – Poważnieje, kiedy pomaga mi umyć trzęsące się jak galareta ciało. Mam na skórze wszystkie kolory tęczy.

Nieoczekiwanym darem od losu okazuje się czas, którego zawsze mi dotąd brakowało i ludzie, których pomoc pozwala przetrwać trudne miesiące na inwalidzkim wózku.

Nie przypuszczałam, że ten mój wybór, te kilkadziesiąt sekund, zdecydują o moim dalszym losie. O tym, że jako biznesowa dziewica, zrezygnuję z etatu w telewizji i z reżysera stanę się również przedsiębiorcą. Że jako mistrzyni prokrastynacji, po 25 latach spełnię swoje marzenie i napiszę książkę w 40 dni, a w rok zrobię doktorat. A jako cyfrowa emigrantka, założę pierwszą w Polsce Mistrzowską Szkołę Storytellingu Biznesowego online. I to zbliżając się do 50 tki.

Tamtej nocy zrozumiałam, że życie jest opowieścią. Mogę ją opowiedzieć sobie tak, jak chcę. Dopisać tyle nowych wątków, ile potrafię. I nowe zakończenie.

Mogę się obsadzić w roli ofiary lub bohatera. Reżysera albo obsługi planu. I każdego dnia mogę wybrać, czy moje życie, mój biznes i mój świat, będzie kiepską czy dobrą fabułą.

Taką na Oskara!

Przeżyłam, żeby Ci o tym opowiedzieć.

W przyszły wtorek mija dokładnie 6 lat, odkąd co tydzień piszę do Ciebie storytellingowy list.

Z tej okazji chciałabym Cię o coś bardzo poprosić. Choć o to będzie mi Ciebie poprosić najtrudniej.

Jeszcze się zbieram w sobie.

Zanim się pozbieram, chcę Cię jeszcze o coś ważnego zapytać.

Gdybym miała Ci coś dać, w zamian za spełnienie mojej prośby… To co by to mogło być? Co by Cię najbardziej ucieszyło? Co by Ci się przydało? Co byłoby dla Ciebie najbardziej wartościowe? Nie ograniczaj się w żaden sposób. Każda odpowiedź będzie dla mnie ważna!

Będę wyglądać maila od Ciebie!

Podziel się tym wpisem:
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

Jestem jak znaczek pocztowy. Trzymam się jednej rzeczy w drodze do celu. Ta jedna rzecz to opowieści. Mój cel: nauczyć przedsiębiorców tak opowiadać, żeby ich biznesy i życie stawały się jak najlepszą fabułą. Taką na Oscara. Od 26 lat jestem praktykiem storytellingu: zrobiłam setkę filmów nagradzanych na całym świecie i uczę sztuki opowiadania. Ostatnio w mojej Mistrzowskiej Szkole Storytellingu Biznesowego. Najbardziej lubię tę nutkę zaskoczenia, kiedy moi klienci piszą w mailach: "Monika, ten storytelling naprawdę działa!"


Dołącz do dyskusji: