Tylko przypadkiem nie pisz opowieści!


Monika Górska | 4 sierpnia 2022

Tylko przypadkiem nie pisz opowieści! Literki nie są dla Ciebie! Lepiej się zajmij cyferkami! – usłyszała od swojej nauczycielki dawno dawno temu jedna z uczestniczek mojego storytellingowego kursu, Ula.

Jeszcze kiedy napisała swoją pierwszą opowieść i wysłała mi ją do analizy, miała ochotę zapaść się pod ziemię. 

– Przecież ja nie umiem pisać!

Tak myślała o sobie przez kilkanaście lat.

A ja do dziś pamiętam błysk w jej oku i z początku nieśmiały niedowierzaniem uśmiech, który stopniowo rozjaśniał całą jej twarz, kiedy słuchała informacji zwrotnej. Szczerej, 

bo w analizie skupiam się zawsze na tym, co najlepiej posłuży opowieści.

Mogłabym opowiedzieć Ci dziesiątki, jak nie setki, takich historii. Jak jedno nieopatrzne zdanie potrafi kogoś zablokować na lata… A wtedy tyle opowieści musi czekać w poczekalni, aż się wreszcie po latach będą mogły uwolnić i dać trochę światła, w naszym ściemniającym się często świecie. Jaki żal!

Na szczęście, jak mi czasem mówią, jakimś trafem, albo raczej jakimś CUDEM, wpadamy w sieci na siebie. A wtedy zaczyna się prawdziwa magia… i nieraz słyszałam, że opowieści kręcą jeszcze bardziej niż seks 🙂

W zeszłym tygodniu opowiadałam Ci, jaka dumna jestem z Tymka. Bardzo dziękuję za każde dobre słowo wsparcia dla niego, które tak buduje, kiedy się startuje w dorosłość! Z radością patrzę na jego budzącą się energię i dosłownie widzę, jak mu rosną skrzydła u ramion. To największe szczęście dla mamy. Dostał kilka fantastycznych propozycji współpracy i pracy. Nawet się nie spodziewałam, że sam jego film-portfolio też zbierze tak bardzo entuzjastyczne recenzje! I nawet mi się dostało 🙂

“Monika, przejrzałam dotychczas twoją Akademię Video Storytellingu. Mega zachęcające, ale film Tymka to prawdziwa wizytówka czego możesz innych nauczyć!”. To się nazywa świecić światłem odbitym 🙂

Tak samo, jak cieszę się Tymkiem, jestem dumna ze wszystkich, którzy uczyli się tej pięknej sztuki opowiadania w naszej Fabryce Opowieści. Dumna też jestem, nieskromnie powiem, z siebie! Bo jeszcze do tej pory nie zdarzyło mi się, żebym kogoś nie nauczyła, albo raczej, żeby ktoś pod moim okiem nie nauczył się opowiadać swoich historii biznesowych. I nie tylko biznesowych. I to tak, żeby nie nudzić! A to już będzie kilkanaście tysięcy osób…

Nic nie daje mi większej radości i nic mnie bardziej nie porusza, nawet pisanie moich własnych opowieści i książek, jak kiedy czytam niektóre historie moich kursantów i klientów. Zwłaszcza tych, którzy tak się zarzekali, że nie potrafią pisać.

Na moich kursach zawsze zaczynamy się uczyć opowieści od ćwiczenia jej SyKoMoRowej struktury i przesłania, zanim ruszymy do opowieści biznesowych.

Usiądź wygodnie, wyobraź sobie, że właśnie masz za sobą jedną lekcję mojego kursu i w ramach ćwiczenia piszesz na przykład taką opowieść. Nawet, jeśli “przecież wiesz, że nie umiesz opowiadać”:

Jest rok 1985. Mam 12 lat, za wielkie spodenki piłkarskie i pędzę lewym skrzydłem po klubowym boisku. Przy linii bocznej stoi ON. Mój Trener, mój Tata, mój Bohater. Piękny i niedościgniony wzór. Dośrodkowuje piłkę w pole karne. Bramkarz skacze wysoko do góry i piłka jest jego… Gola nie ma ale On kiwa głową z uznaniem. Chyba to był dobry rajd. Duma mnie rozpiera. Jestem szczęśliwy.

Pięć lat później. Warszawa. Szpital na Szaserów. Podchodzę do szyby, za którą stoi On. Jest tam też łóżko, jakaś aparatura i duża medyczna lampa. Ponuro to wygląda. Ta szklana klatka to konieczność po przeszczepie szpiku. Obaj mamy nadzieje. Wierzymy. Dotykamy się bezdotykowo. Tylko tak możemy na razie. Tata unosi kciuk w górę – będzie dobrze. To był nasz ostatni dotyk – bez dotyku. Umarł, a wraz z nim moja pewność siebie. W zasadzie ja też umarłem. Jestem pusty w środku. Nic nie ma. Nic nie czuje. 

Jest rok 2016. Siedzimy na tarasie w ogrodzie zimowym. Mój 12-letni syn przykłada dłoń do szyby z drugiej strony. Żartuje ze mną. Chce żebym go dotknął…tak bezdotykowo. Blednę w ułamku sekundy. Widzę to wszystko ponownie. Lampę, łóżko, Tatę. Łapię synka z drugiej strony szyby i mocno przytulam. Chyba już jest dobrze. Śmiejemy się i przewracamy na trawę. Minęło 26 lat. Jestem znowu szczęśliwy.

Tę opowieść napisał po naszych pierwszych zajęciach Ziemowit Sosiński, dyrektor Generalny w PGS Media.

Widzisz, że opowieścią można dotknąć czasem czulej niż dłońmi?

Mam taki pomysł, żeby przez cały sierpień dzielić się z Tobą najpiękniejszymi opowieściami moich klientów.

A może i Ty dasz się namówić na pisanie? Akurat teraz jest na to bardzo dobry czas. 

Co Ty na to?

PS. A jakbyś jeszcze chciał, żeby i dla Ciebie czy Twojej organizacji Tymek stworzył film, śmiało pisz do niego na: tymekgorski.film@gmail.com 

PS2

Na zdjęciu Ziemowit odbiera za swoją opowieść O’skara.

Podziel się tym wpisem:
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

Jestem jak znaczek pocztowy. Trzymam się jednej rzeczy w drodze do celu. Ta jedna rzecz to opowieści. Mój cel: nauczyć przedsiębiorców tak opowiadać, żeby ich biznesy i życie stawały się jak najlepszą fabułą. Taką na Oscara. Od 26 lat jestem praktykiem storytellingu: zrobiłam setkę filmów nagradzanych na całym świecie i uczę sztuki opowiadania. Ostatnio w mojej Mistrzowskiej Szkole Storytellingu Biznesowego. Najbardziej lubię tę nutkę zaskoczenia, kiedy moi klienci piszą w mailach: "Monika, ten storytelling naprawdę działa!"


Dołącz do dyskusji: