Szał!


Monika Górska | 30 maja 2019

Kiedy Lucyna przeczytała opowieść GPS Marty, popłakała się. 

– Ta historia jest częścią mnie…, jestem taka dumna ze swojej córki! – napisała mi.- To PERŁA! 

Czy Ciebie też tak wzrusza, kiedy widzisz, jak matka wspiera swoje dziecko, mimo że często sama tak bardzo potrzebowałaby wsparcia?

Historie matek i córek mają swoje historie 🙂 Nie zawsze z happy endem. Ta ma.

Myślę, że one obie są dla siebie Perłami. Niedaleko pada jabłko od jabłoni…

Najpierw studiowała u nas w Mistrzowskiej Szkole Storytellingu Biznesowego (MSSB) Mama – Lucyna. Potem przysłała do nas swoją córkę Martę. Obie wzorowe studentki!

Martę nazywają krytycy “polską Rowling”. Ale ona tego nie lubi: Chce być sobą. Martą Kurek.

Jej opowieść dostała od naszej Akademii Storytellingowej już trzeciego O’skara.

Coś mi mówi, że wiele jeszcze przed nią…

Marta Kurek MSSB Storytelling Monika Górska GPS Story

Opowieść GPS Marty Kurek
dragonuscracovus.com

Pomysł przychodzi nagle. Błysk, obraz w głowie – dziewczyna, taka jak ja, a obok niej skrzydlata postać, smoczyca o ludzkiej twarzy i oczach głębokich jak bezgwiezdna noc. 

W tle Kraków, mój Kraków.

Dziewczyna – Wanda – ma zadanie. 

Misja jest większa niż ona, jest większa niż wszystko. I Wanda nie może ulec. 

Historia układa się sama: piszę ją całą sobą. Albo to historia pisze mnie… 

Nad książką – Szałem Vandy – pracuję kilka lat: wstając o 5, przed szkołą albo w wakacje. Zaczynam jako 13-latka, kończę w drugiej klasie liceum. Powieść ma wtedy 400 stron. 

Jeszcze urośnie, ale i tak postanawiam ją wydrukować. Plik kartek waży chyba 2 kilogramy. Daję go mamie – mojej pierwszej czytelniczce.

Mama przygląda się Wandzie i jej opowieści z miłością, ale i okiem polonistki, tkacza historii. 

I Wanda ją porywa. Chcemy, żeby porwała też wydawcę. Ale to nie może być zwykły wydawca. Dlatego idziemy do Znaku, największego wydawnictwa literackiego w Polsce. 

Dyrektor otwiera na nasz widok usta. Słuchając o Wandzie, właściwie spada z krzesła. 

Miesiąc później – już po przeczytaniu powieści – proponuje mi kontrakt na 4 tomy. 

Szał Vandy – jak każda książka – wymaga jednak edycji, korekty. Mamy się za nie zabrać, ale wtedy moja redaktorka – świetna pisarka i miłośniczka pełnokrwistych opowieści – odchodzi ze Znaku. 

Dostaję nową prowadzącą, z którą już tak dobrze się nie rozumiemy. 

Jeszcze gorzej jest z dwiema kolejnymi – redaktor zmienia się co chwilę, jakby wydawnictwo nie wiedziało, że czas leci. 

Piszę, dzwonię, ale mnie zbywają. 

Wreszcie dostaję maila: Znak wypowiada mi umowę. Powód: Szał Vandy nie jest ani książką dla dzieci, ani dla dorosłych, nie jest ani klasycznym fantasy, ani współczesną powieścią. 

Jest i taki, i taki. Nie wiadomo, co z nim zrobić.

Na osłodę Znak ma dla mnie propozycję: przekażą książkę wydawnictwu Otwartemu. To ich filia – duża i szybko się rozwijająca. Szkoda tylko, że wydaje literaturę obyczajową albo młodzieżówki z romansem paranormalnym w roli głównej. Ja napisałam coś zupełnie innego…

Następny miesiąc upływa mi prawie w ciemności. Kulę się w łóżku, nie chcę wychodzić. Czuję, że smoczy ogień zgasł, zduszony ciężką, szarą rzeczywistością. Nie został nawet dym. 

Moja historia, historia Wandy, umarła, zanim poznał ją świat. Gdybym mogła, odeszłabym razem z nią. Naprawdę.

Jakoś nie zaskakuje mnie decyzja wydawnictwa Otwartego – nie wydadzą Szału Vandy, bo nie jest zgodny z ich profilem. 

Do przewidzenia – myślę i chowam się w sobie tak, by nikt nie mógł mnie znaleźć. Ale potem przychodzi jeszcze jedna wiadomość: znów Otwarte.

Podejrzliwie otwieram plik w załączniku. To recenzja. Profesjonalna opinia na kilkanaście stron. Dają mi ją do wykorzystania, jako świadectwo. 

Przebiegam recenzję wzrokiem. Raz, potem drugi. „To mógłby być przełom. Nie spotkałam się jeszcze z taką historią i światem. Jest w pisaniu Marty Kurek coś tak głębokiego, że trudno o tym zapomnieć” – pisze recenzentka. Książkę ocenia: 10/10. Po policzkach spływają mi łzy.

W ciągu następnych trzech lat popłyną jeszcze wiele razy – ze strachu albo z radości. 

Szał Vandy wydaję sama. I tak – jest to przełom. 

Najpierw – jako nikomu nieznana autorka – zbieram 20 tysięcy złotych na publikację, a potem zaczynam sprzedawać książkę. 

Na targach w Krakowie schodzi cały nakład. Ludzie są zachwyceni, dziwią się, że wydawnictwo mnie odrzuciło. 

Ja się już nie dziwię. Taka miała być historia. 

O dziewczynie. O misji. O nieugiętości.

Marta Kurek

Ja też miałam łzy w oczach, jak czytałam tę opowieść. I też bym chciała mieć taką córkę! 

Wspominałam, że autorka „Szału Vandy” jest najmłodszą studentką w historii MSSB? 

A ten GPS to jej pierwsza biznesowa opowieść.

Chcesz napisać swoją własną historię GPS? I to bez czekania do przyszłego stycznia, kiedy zaczniemy VI edycję MSSB? 

Taką, dzięki której Twój klient będzie chciał z Tobą współpracować, bo zrozumie nie tylko, co robisz, ale też dlaczego to robisz?

Żeby jednak była jasność. Nie nauczysz się pisać jak Marta!

Nauczysz się pisać swój GPS jak Ty. 

Czy tak Ci pasuje?

To tutaj się tego nauczysz: https://sklep.monikagorska.com/zamowienie/?add-to-cart=1433&price-id=4

PS. Mój syn też jest dla mnie Prawdziwą Perłą, jak Marta dla swojej mamy. I najpiękniejszą opowieścią!!! Kilka dni temu podarował mi najpiękniejszy prezent na Dzień Matki, taki z marzeń! … Ale o tym opowiem Ci za tydzień, jak troszkę ochłonę…

Podziel się tym wpisem:
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

Jestem jak znaczek pocztowy. Trzymam się jednej rzeczy w drodze do celu. Ta jedna rzecz to opowieści. Mój cel: nauczyć przedsiębiorców tak opowiadać, żeby ich biznesy i życie stawały się jak najlepszą fabułą. Taką na Oscara. Od 26 lat jestem praktykiem storytellingu: zrobiłam setkę filmów nagradzanych na całym świecie i uczę sztuki opowiadania. Ostatnio w mojej Mistrzowskiej Szkole Storytellingu Biznesowego. Najbardziej lubię tę nutkę zaskoczenia, kiedy moi klienci piszą w mailach: "Monika, ten storytelling naprawdę działa!"


Dołącz do dyskusji: