Nigdy tego nie robię!


Monika Górska | 19 maja 2022

„Jesteś jak deszcz. 

Powodujesz, że pod suchą, spękaną skorupą ziemi zaczyna kiełkować życie. Kiedy czytam Twoje słowa, za każdym razem widzę soczystą, życiodajną zieleń.”

„Nigdy nie czytam newsletterów, Twój jest jedyny, jaki czytam.”

„Nigdy nie odpowiadam na newslettery, ale dzisiaj po prostu czuję, że muszę do Ciebie napisać.”

Kiedy dostaję takie wiadomości, to aż ciepło mi się robi na duszy. Jeszcze cieplej – kiedy ktoś podzieli się swoją, bardzo intymną nieraz historią. 

W ten wtorek napisałam już mój 443. list. Pierwszy wysłałam dziewięć lat temu. 

Muszę Ci powiedzieć, że dla mnie samej to jest zagadka. I tajemnica. Że nie odpuściłam, że co wtorek piszę mój storytellingowy list. I że ktoś go chce czytać 🙂 Na samym początku  wysłałam go do kilkunastu, a potem kilkudziesięciu osób. Później, w porywach, do 13 tysięcy…

Czytają go w Jaśle, w Rabce i w Zielonej Górze. Na Florydzie i w Oslo. W Australii i na jakiejś małej wysepce na Pacyfiku, której nazwy już nie pamiętam. Mają od dwudziestu kilku do osiemdziesięciu lat. Mniej więcej po równo – kobiety i mężczyźni. Są gotowi zapłacić wysoką cenę za swoje marzenia. Wrażliwi, pomocni, wartościowi, szczerzy, pasjonaci z misją, a jednocześnie stąpający nogami mocno po ziemi. A to dopiero początek listy 🙂 

Odnajdujesz się w tym opisie? 

Wiesz… Lubię do Ciebie pisać 🙂

Każdy list piszę ze trzy, cztery godziny. A czasem cały dzień. Miałam nadzieję, że z czasem będzie krócej i że listy będą krótsze, ale ciągle mi się to nie udaje.

To ponad 1772 godzin pisania od serca do serca.

Czy mi się chce, czy mi się nie chce, czy jestem zarobiona na maksa, czy właśnie jestem na wakacjach, albo zmarł mi ktoś bliski, zbliża się wtorek, więc siadam do komputera i piszę.

Czasem się zastanawiam: Czy ja jestem normalna? Przecież dostęp do takiej platformy mailingowej też sporo kosztuje.

Ale słyszałam, że niektórzy czytają niektóre moje listy kilka a czasem i kilkanaście razy. 

Rozumiem też, że pewno nie każdy mój list zostaje otwarty. Nie każdy do końca przeczytany. Byłoby mi bardzo miło, gdyby tak było, ale to przecież nie mi ma być miło.

Czuję, że jestem na jakimś rozdrożu. Bardzo potrzebuję informacji zwrotnej. Bo może przyszedł czas, żeby odpocząć? 

Jeśli czytasz mój wtorkowy list, daj znać, czego w nim szukasz? Czego Ci najbardziej potrzeba?

Kliknij ten link i wypełnij moją ankietę ➡️ https://forms.gle/SrpkFSv7veAUGpqK7  

Na końcu ankiety przygotowałam dla Ciebie niespodziankę. Tak po prostu – z wdzięczności za Twój czas. Wiem, jak go masz mało.

Trudno to wytłumaczyć, ale kiedy piszę ten post, zestrajam się z każdą osobą, która będzie czytała moje słowa. Z tą wspólną cząstką, która jest w każdym z nas. Od dawna miałam intuicję, że gdzieś, w naszej istocie nie jesteśmy osobni.

Bo jak inaczej wytłumaczyć, że tak często ktoś mi pisze w mailu:

„Wiem, że piszesz do wielu osób, ale ten list napisałaś właśnie do mnie.”

Albo – „Nie zawsze otwieram wszystkie Twoje listy, ale dziś coś mnie tknęło – i to był list dla mnie!”

I ja wierzę, że tak właśnie jest. Jeżeli mój post do Ciebie zagadał jakoś, to znaczy, że pisałam go właśnie dla Ciebie. Choć to nie moja zasługa. 

Ktoś mi kiedyś powiedział, że jestem takim ŚWIATŁOwodem. A kilka dni temu dostałam takiego maila:

Pracuję w korporacji wyzutej z emocji i z wartościami tylko na kartce. I przychodzi list od Pani – nie pierwszy raz łzy stają mi w oczach. Czuję, że to nie Pani do mnie pisze, ale Ojciec. Te słowa były mi dziś tak bardzo potrzebne.

Nie wiem, czy tak jest…  Chciałabym, żeby tak było… 

Moje ręce nie są do końca moje.

PS

Jeśli jeszcze nie czytasz mojego wtorkowego storytellingowego listu, możesz zapisać się na niego tu: https://fabrykaopowiesci.pl/podrecznik-opowiadaj-jak-mistrz/

W powitalnym prezencie dostaniesz też storytellingowy podręcznik „Opowiadaj jak Mistrz”.

Podziel się tym wpisem:
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

Jestem jak znaczek pocztowy. Trzymam się jednej rzeczy w drodze do celu. Ta jedna rzecz to opowieści. Mój cel: nauczyć przedsiębiorców tak opowiadać, żeby ich biznesy i życie stawały się jak najlepszą fabułą. Taką na Oscara. Od 26 lat jestem praktykiem storytellingu: zrobiłam setkę filmów nagradzanych na całym świecie i uczę sztuki opowiadania. Ostatnio w mojej Mistrzowskiej Szkole Storytellingu Biznesowego. Najbardziej lubię tę nutkę zaskoczenia, kiedy moi klienci piszą w mailach: "Monika, ten storytelling naprawdę działa!"


Dołącz do dyskusji: