Może być? Czy do bani


Monika Górska | 8 czerwca 2018

Nie daj Boże wychodząc, nie zamknąć za sobą drzwi albo wejść bez pukania. Do JEGO pokoju. Grozi śmiercią lub kalectwem. Śniadania… za zamkniętymi drzwiami i „tylko się do mnie nie odzywaj”. Szkolne poranki nie nastrajają optymistycznie.

Każdy posiłek przed komputerem. Tak by było w świecie idealnym. W świecie rzeczywistym na progu stoi mama Cerber i zagania do kuchni. Każe odkładać na noc komórkę do innego pokoju i kupuje roczny karnet na siłownię. Mama, która nagle musi podnosić głowę, żeby spojrzeć w oczy swojego syna.

A przecież tak niedawno był Sylwester 2000/2001. Zamiast na parkiecie, spędzałam go w poznańskim szpitalu św. Rodziny. O północy okna porodówki wypełniły się pióropuszami świateł, wśród salw sztucznych ogni i symfonii komórek. Wszyscy wszystkim składali życzenia… więc i Tymek postanowił wyjść na świat. Przy przygaszonych światłach i w rytm walców Straussa, które sączyły się z radia tuż przy mojej głowie.

– Witaj na świecie, kochanie – powiedziałam do niego, a on podłożył sobie rączkę pod główkę i w środku całego tego zgiełku spokojnie zasnął. Był 01.01.01., godzina 01 i 27 minut.

Pamiętam, że wszyscy czekali na linii, w którym szpitalu urodzi się pierwszy Poznaniak nowego wieku. I tylko ciągle dzwonili do siebie, czy już. Okazało się, że w innym szpitalu urodziła się po północy dziewczynka, ale cesarskim cięciem. Więc Tymek jest pierwszym Poznaniakiem trzeciego tysiąclecia – chłopcem, który urodził się siłami natury. I był to rzeczywiście jego wybór. Bo miał się urodzić 22 grudnia w zeszłym stuleciu.

Wiedziałam, że coś wielkiego się wydarzyło i Bóg ma co do niego jakiś plan. I coś wielkiego się jeszcze za jego sprawą wydarzy.

17 lat później mam wrażenie, że siedzimy razem w super wypasionej kolejce górskiej, która wprawia nas a to w euforię, a to wciska w fotel z żołądkiem w supły i przy akompaniamencie wspólnych szalonych wrzasków, które niewiele mają wspólnego ze storytellingiem. Oj, nie. Marzy mi się jakaś sprawdzona instrukcja obsługi nastolatka! I podejrzewam, że Tymek pewno też nie miałby nic przeciwko wersji „Obsługi mamy nastolatka dla bystrzaków, czyli jak milczeć, żeby matka do mnie nie mówiła”.

To co nas łączy, to nieuleczalna potrzeba kreatywności i wspólna pasja do filmów. Choć mamy kompletnie odmienne gusty co do gatunków, potrafimy się zachwycić językiem filmowym, budową scenariusza, grą aktorów, reżyserią… Uwielbiam gadać z moim synem o filmach, zwłaszcza teraz, kiedy tyle innych tematów schodzi do podziemia. Z zaciekawieniem słucham jego krytycznych analiz, czasem obrazoburczych wobec klasyków kina, czasem wzruszających zachwytem nad światem, którego nie ma.

Jedno jest pewne. Przy moim synu wydaję się lekko… zacofana.

Kiedy piszę te słowa, Tymek wychodzi właśnie na zdjęcia na MPT, gdzie robi film promocyjny dla firmy architektonicznej, budującej stoiska targowe. W sobotę zaczyna kolejny film – tym razem o energooszczędnych domach. A o trzeciej nad ranem, skończył montować film dla najtrudniejszego klienta – mamy. I to jeszcze z mamą w roli głównej. A nie za zamkniętymi drzwiami 🙂

Tworzymy właśnie z moim zespołem nową zakładką na stronę www – opinie. Wiem, też się dziwię, że dopiero teraz. W końcu już czas, by szewc zaczął w butach chodzić. Poprosiłam więc Tymka, żeby zmontował mi kilkuminutowe wideo, pokazujące w pigułce, kim właściwie jest ta Górska. Nie miał zbyt wesołej miny, bo montowanie z gotowych materiałów nie daje zbyt wielkiego pola do kreatywności.

I w pewnym momencie słyszę z drugiego pokoju:
– MAAAAAMOOOOO, przyjdź!
Biegnę do niego, w nerwach, że coś mu się stało. A mój syn patrzy na mnie, tak jakoś inaczej niż zwykle, i mówi:
– Mamo! Ale jestem z Ciebie dumny! Nadajesz charakter biznesowi!
Skąd nagle ta kluska w gardle?

Aż mi serce szybciej bije, taka jestem podekscytowana i wzruszona, zapraszając Cię teraz na przedpremierowy pokaz wideo do mojej zakładki opinie.

Widzisz, jak rozwija się przed Tobą czerwony dywan i pada na Ciebie snop światła…?

Stoję już w progu i wyciągam do Ciebie obie ręce, na przywitanie.

Przyjmiesz moje zaproszenie?

 

 

Dziękuję tym wszystkim wspaniałym studentom Mistrzowskiej Szkoły Storytellingu Biznesowego i Storytellingowego Programu Sprzedaży Opowiadaj i zarabiaj, którzy podarowali mi swój czas i opinię. Jestem Wam bardzo wdzięczna!

To wszystko, co zobaczyłeś w tym wideo, ma jeden cel. Przypominać Ci, że każdego dnia masz wybór, czy zrobisz z Twojego biznesu i życia dobrą czy kiepską fabułę.

PS
Poświęcisz mi chwilkę czasu (a jeszcze bardziej Tymkowi) i napiszesz w komentarzu pod filmem o Twoich odczuciach i przemyśleniach? Może czegoś jest za dużo, a czegoś ewidentnie zabrakło? Czy wytrwałeś do końca? A jeśli nie, to w którym momencie odpadłeś? Jakie są największe atuty, a co można by zrobić lepiej? Pisz szczerze, bo tylko wtedy mamy szansę się rozwijać.

Podziel się tym wpisem:
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

Jestem jak znaczek pocztowy. Trzymam się jednej rzeczy w drodze do celu. Ta jedna rzecz to opowieści. Mój cel: nauczyć przedsiębiorców tak opowiadać, żeby ich biznesy i życie stawały się jak najlepszą fabułą. Taką na Oscara. Od 26 lat jestem praktykiem storytellingu: zrobiłam setkę filmów nagradzanych na całym świecie i uczę sztuki opowiadania. Ostatnio w mojej Mistrzowskiej Szkole Storytellingu Biznesowego. Najbardziej lubię tę nutkę zaskoczenia, kiedy moi klienci piszą w mailach: "Monika, ten storytelling naprawdę działa!"


Dołącz do dyskusji: