Most, który ma swoją cenę. Do kogo nim pójdziesz?


Monika Górska | 26 grudnia 2025

Cztery tygodnie temu zaczęliśmy budować most.

Od pojednania.

Potem przyszła jedność i braterstwo.

Później pokój.

A dziś… nie mam już wiele do dodania.

Oprócz miłości.

Bo to jest przęsło, które wszystko spina.

Ładnie wygląda na zdjęciach.

Ale Ty i ja dobrze znamy jej cenę.

W czarnym notesie z gumką, w starych zapiskach z pustelni elżbietanek, odnajduję ślady z czasów, kiedy – na przekór wszystkiemu – postanowiłam to przęsło zbudować jeszcze raz.

Mimo że do tej pory tyle razy się zawaliło.

Może to już moja ostatnia próba?

Jedno słowo wraca uparcie: MBA.

Miłość bezwarunkowa. Agape.

Ojciec Thomas Keating, trapista, podpowiada, że taka miłość to cnota.

A cnotę można ćwiczyć. Jak mięśnie.

Nie po to, by nigdy nie bolało.

Ale po to, by nie poddać się wtedy, gdy boli, gdy szarpie, gdy brakuje oddechu.

By zdążyć się wyszarpnąć z pułapki, zanim w głowie odpali się znajomy refren opowieści o antagonistach.

I zanim sama wejdę w rolę ofiary.

Bo jeśli nie zdążę – zmienia się chemia w mózgu.

Coraz częściej myślę o tym, jak wiele naszych reakcji właśnie od niej zależy.

Odkryłam, że mam kilka, czasem kilkanaście świadomych sekund, by się zatrzymać.

Między akcją a reakcją jestem na szczęście ja.

To jest moja strefa wolności. Wyboru.

Inaczej empatiotwórczą oksytocynę wypiera adrenalina.

I… pozamiatane.

Czasem na godziny. Czasem na lata.

Wtedy wielogłosowy dramat mojego życia zamieniam w tragiczny monodram.

Przestaję widzieć drugiego człowieka.

Zaczynam słuchać tylko jednego radia. WIT.fm.

What is there for me. Co tam jest dla mnie?

Jajanie i mnie-manie.

Tyle historii rodzi się w mojej głowie.

O mnie. O nim. O tym, jaki jest. Jaki być powinien. Albo co powinna zrobić.

Gotowe scenariusze. Całe sezony seriali.

Tylko czy to są prawdziwe historie…

Czy raczej fikcja?

Za takie opowieści mogłabym dostać niejednego Oscara. I to bez wysiłku.

Pojawiają się nieproszone, przywabione emocją, która zahacza o stare rany i głody dzieciństwa.

Głód miłości.

Dotyku.

Bycia ważną.

Głód można oszukać.

Ale pamięć głodu – już nie.

Jak ma kochać bezwarunkowo ktoś, kto sam jest wiecznie głodny?

I wtedy przychodzi pytanie, które wszystko zmienia:

A gdyby zacząć nie od kochania…

Tylko od zaufania?

Zaufać, że to ja jestem kochana.

Że mój Ojciec mnie kocha. Swoją miłością agape.

I daje mi ją. Tak po prostu! W prezencie.

„Umiłowałem cię” – mówi tej Nocy Bożego Narodzenia do każdego z ponad ośmiu miliardów ludzi na ziemi.

A co, jeśli puszczę wszystko, co nie jest miłością?

O ileż łatwiej wtedy wybierać.

Wojna? Czy pokój?

Wróg? Czy przyjaciel?

A może po prostu… człowiek.

Brat.

Nawet gdy wszystko nas na pozór dzieli, jedno nas, każdego z tych ośmiu miliardów, łączy.

Potrzeba bycia kochanym.

I cierpienie – chyba nieodłączny cień miłości.

Agape przynosi rozejm.

Pomaga, by umierało we mnie wszystko, co moje.

W każdej kłótni. W każdym konflikcie. Każdego dnia.

Jak jasno się wtedy robi na świecie.

Jak w tej opowieści o kobiecie, która całymi dniami narzekała na sąsiadkę:

– Ale flejtuch z niej! Zawsze wiesza brudne prześcieradła.

Patrzyła, przekonana, że to, co widzi, jest prawdą

Aż syn podszedł do okna i napisał na szybie:

– Mamo, umyj okna.

Tylko… jak zobaczyć ukochaną osobę, dziecko, sytuację, w jego prawdzie? W prawdzie jego historii. Jak umyć te okna, kiedy czasem czuję się jak bez rąk?

A jeśli między makowcem a lepieniem uszek odkryję, że nic więcej nie trzeba robić?

Tylko zaufać Mu? Nawet jeśli to wydaje się tak trudne. Absurdalne czasem wręcz?

Co, jeśli zaproszę Go w ten świąteczny czas?

I zgodzę się, by to On sam mnie przekształcał w czystą miłość? By to On sam teraz działał? Tylko, czy ja naprawdę chcę takiej miłości??

Takiej, która jest cierpliwa, nie szuka swego,

nie unosi się gniewem, nie pamięta złego.

I która mówi: Bądź wola Twoja.

Wtedy zaczyna się w Tobie Boże Narodzenie.

Takiego czasu Tobie i sobie życzę 🙂

Pamiętajmy o sobie w modlitwie w te Święta. Zwłaszcza o tych miejscach, które nagle zrobiły się tak boleśnie puste.

PS

A gdyby te słowa z Pierwszego Listu św. Pawła do Koryntian przeczytać wstawiając zamiast słowa Miłość, Twoje imię?

Jak życzenia urodzinowe Jezusa – dla Ciebie?

Dbaj o siebie!


Dołącz do dyskusji: