Ile czasu potrzebujesz, żeby wszystko zmienić?


Monika Górska | 24 lutego 2022

To już 13 lat… A pamiętam, jakby to było wczoraj… 23 lutego 2009 roku Slumdog dostaje 8 Oscarów. Ja — nowe życie. 

Opowiedziałam tę moją historię kiedyś moim studentom z Mistrzowskiej Szkoły Storytellingu Biznesowego. Chcesz posłuchać?

Było to tak:

Chyba, że wolisz przeczytać?

Każdy dzień tamtej zimy pędzi jak kolejka górska. Mam dwa etaty i trzeci w domu. Robię dokumenty i reportaże w TVP, uczę wideo storytellingu na UAM, sama wychowuję syna. Nagrody za filmy cieszą, ale jadę na oparach. Już przy porannej kawie płakać mi się chce ze zmęczenia.

Właśnie skończyłam zdjęcia do reportażu dla Magazynu Ekspresu Reporterów. Dwuletniej Alicji, która czeka na adopcję w pogotowiu opiekuńczym, użyczy głosu Krystyna Czubówna.

Jest mroźny poniedziałek, ślisko. Wsadzam Tymka do pociągu, jedzie na swój pierwszy obóz szermierczy. Sama wsiadam do samochodu.

Odpocznę nad morzem. Będę blisko, jakby co. – No tak. Mama kwoka.

Droga nie jest taka zła. Dojeżdżam do Kamiennych Kręgów w Grzybnicy. Już widzę siebie na masażu gorącą czekoladą, gdy nagle koła trafiają na murek ze śniegu na poboczu.

I nagle nic więcej nie mogę zrobić. Moja toyota pędzi ślizgiem wprost na nadjeżdżające auto.

Przeraźliwy huk, po nim kolejny. Ląduję na skarpie w lesie.

– Skąd ten swąd? Muszę uciekać! Ale jak? – Drzwi od strony kierowcy są zakleszczone. Wychodzę przez miejsce pasażera. Nie wiem jak to się udaje, bo przez kolejne tygodnie, nie jestem się w stanie podnieść nad łóżko nawet o 5 centymetrów.

Zaraz zemdleję. Wzywają karetkę. Jacyś dobrzy ludzie zbierają moje książki rozsypane na śniegu. I wkrótce – zamiast kąpieli w winie –  szpital. W Koszalinie.

W izbie przyjęć pochyla się nade mną rejestratorka. Na jej twarzy widzę przerażenie:

– O Boże, co my z nią zrobimy?!

Nagle puszczają mi nerwy.

– Widać, jestem w kawałkach i nawet o tym nie wiem. To chyba ta adrenalina! Ona jednak mówi o mojej czerwonej walizce, którą ratownicy włożyli mi do karetki.

Rentgen pokazuje wielokrotne złamanie miednicy. Nie zauważają, że kręgosłup też oberwał. Boli mnie każdy ruch. Leżenie boli. W kilka sekund zawalił się cały mój świat.

Przewożą mnie do szpitala w rodzinnym Poznaniu. Morfina jakoś pomaga zasnąć. Za to kolejna noc… Trzecia nad ranem. W pokoju ciemno. Tylko spod drzwi strużka światła. Czuję, że spadam w jakąś oślizgłą, czarną przepaść.

– Jezu! Kiedy skończę film? Moja mała bohaterka czeka na adopcję! Co z mamą, która potrzebuje mojej opieki po kolejnej operacji nowotworu? Tymek ma 8 lat. Kto go będzie wozić do szkoły?

Nagle ogarnia mnie, pewna, mocna myśl: choć nic już nie mogę zrobić, COŚ jeszcze nadal mogę. Nadal mam wybór. Mogę zrobić krok w otchłań, na dno, wołając do Boga:

– Gdzie byłeś?

– Dlaczego JA???

Mam do tego prawo, bo jest źle. Mogę użalać się nad sobą! 

Albo… zaufać, że On ma dla mnie jakiś plan B.

A może to nie kładka w przepaść, ale trampolina? Do czegoś nowego?

Czuję, jakbym dosłownie stała w takim wąskim korytarzu pomiędzy drzwiami: SZANSA a drzwiami z szyldem: PORAŻKA. Bez względu na to, jak jest mi ciężko, nadal mogę wybrać. 

Tylko czy w tej sytuacji może w ogóle być coś dobrego? 

Waham się, może 30 sekund, a może minutę. Dla mnie to cała wieczność. Mimo bólu i obezwładniającego strachu naciskam klamkę drzwi z napisem Szansa.

Następnego dnia moja szefowa z telewizji Kasia przynosi mi porcję sushi, przemyca kieliszek wina śliwkowego, którego słodko cierpki smak czuję do dzisiaj, i pożycza swój laptop.

Widzę, z jakim zdziwieniem patrzy na mój promienny uśmiech.

– Monika, ale z tym wypadkiem to był jakiś żart? – Poważnieje, kiedy pomaga mi umyć trzęsące się jak galareta ciało. Mam na skórze wszystkie kolory tęczy.

Nieoczekiwanym darem od losu okazuje się czas, którego zawsze mi dotąd brakowało, i ludzie, których pomoc pozwoliła przetrwać trudne miesiące na inwalidzkim wózku.

Nie przypuszczałam, że ten mój wybór, te trzydzieści sekund zdecyduje o całym moim dalszym losie. 

O tym, że jako biznesowa dziewica zrezygnuję z etatu w TVP i założę własną firmę, Fabrykę Opowieści. A z reżysera stanę się również przedsiębiorcą.

Że jako mistrzyni prokrastynacji po 25 latach spełnię swoje marzenie i napiszę książkę w 40 dni, a w rok zrobię doktorat.

Że jako cyfrowa emigrantka założę pierwszą w Polsce Mistrzowską Szkołę Storytellingu Biznesowego i Akademię Video Storytellingu online. I to z 50-tką na karku.

Tamtej nocy, o trzeciej nad ranem, zrozumiałam, że życie jest opowieścią. 

Mogę ją opowiedzieć sobie tak, jak chcę. Dopisać tyle nowych wątków, ile potrafię. I nowe zakończenie. Mogę się obsadzić w roli ofiary lub bohatera. Reżysera albo obsługi planu.

Musiało minąć jeszcze 10 lat, zanim zobaczyłam, że jest jeszcze inna opcja.

Mogę też oddać stery i całkowicie zaufać Najlepszemu Scenarzyście na Świecie. I nawet napisać o tym całą książkę.

Teraz, każdego dnia na nowo, z wielkim zadziwieniem odkrywam, że właściwie mogę WSZYSTKO. W Tym, który mnie umacnia. Tylko czasem o tym zapominam.

I każdego dnia mogę wybrać, czy moja opowieść o życiu, pracy i świecie będzie kiepską czy dobrą fabułą. Taką na Oskara!

Przeżyłam, żeby Ci o tym opowiedzieć.

Dziękuję Ci, że jesteś częścią mojej historii!

Podziel się tym wpisem:
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

Jestem jak znaczek pocztowy. Trzymam się jednej rzeczy w drodze do celu. Ta jedna rzecz to opowieści. Mój cel: nauczyć przedsiębiorców tak opowiadać, żeby ich biznesy i życie stawały się jak najlepszą fabułą. Taką na Oscara. Od 26 lat jestem praktykiem storytellingu: zrobiłam setkę filmów nagradzanych na całym świecie i uczę sztuki opowiadania. Ostatnio w mojej Mistrzowskiej Szkole Storytellingu Biznesowego. Najbardziej lubię tę nutkę zaskoczenia, kiedy moi klienci piszą w mailach: "Monika, ten storytelling naprawdę działa!"


Dołącz do dyskusji: