I to ma być miłość?


Monika Górska | 28 października 2021

Już wiesz, z czego zbudujesz swoją stodołę, kiedy w drodze, na 133 km, zabraknie Ci sił?

Pisałam Ci o tym w zeszłym tygodniu i nawet wzięłam Cię na świadka, że też zacznę budować swoją. Codziennie, kartka po kartce.

Nie sądziłam, że moje życie tak szybko powie „sprawdzam”.

Oszczędzę Ci szczegółów. Wyobraź sobie tylko, że przez trzy lata walczysz o słuszną sprawę i nagle, tuż przed podjęciem ostatecznej decyzji, nikt Cię nawet nie dopuszcza do głosu.

Nie wiem, jaka byłaby Twoja reakcja, ale ja już leciałam w przepaść.

I wtedy przypomniałam sobie o stodole.

„Żadnego dnia bez kartki”. A ja nie napisałam dziś ani jednej.

To ostatnia rzecz, na która miałabym w tej chwili ochotę i siły.

Trzęsłam się jak sarna na polowaniu, a moje szlochy pewnie było słychać na drugim końcu ulicy.

I nagle, bez myślenia i negocjowania z samą sobą, otworzyłam klapkę mojego Maca i zaczęłam pisać.

Na początku każde słowo stawiało mi opór, ale skoro i tak nie miałam się ruszyć sprzed komputera, zanim nie napiszę całej kartki, stopniowo opór się ulotnił.

I dzisiaj mogę Ci tylko powiedzieć, że tak jak się wobec Ciebie zobowiązałam, od zeszłego wtorku napisałam 6 stron, czyli zgodnie z planem, bo weekendy zostawiam sobie na ładowanie akumulatorów.

Rzadko tak jest, ale powiem Ci, z tego jestem naprawdę dumna. W przyszłym tygodniu będzie tylko trudniej, bo wyjeżdżam na kilka dni do Warszawy, na intensywny trening interpersonalny grupy TROP. Ale skoro „żadnego dnia bez kartki”, to żadnego.

A tymczasem wracasz ze mną do Jerozolimy?

Te uliczki, które widzę rano, to zupełnie inne uliczki od tych, które widziałam w nocy. Ścisk, ledwo się można tam przepchnąć, aż ciemno i kolorowo od ludzi i sklepików. Pachnie świeżo pieczonym chlebem, gorącym olejem, mocnymi przyprawami korzennymi i kadzidłem. Klimat jak na jarmarku. Lubię taką atmosferę, ale nie tutaj. Dokładnie tego się obawiałam. – Jakie mam szczęście, że wczoraj, zamiast prosto do hotelu, weszłam przez tę bramę.

Nie mam jakichś szczególnych planów na Jerozolimę. Wiem tylko, że jest tu kilka bardzo ważnych dla mnie miejsc, które koniecznie chcę zobaczyć.

Najpierw Góra Oliwna… od niej chcę zacząć. Przyciąga mnie dosłownie jak magnes. Dopiero rok później zrozumiem z jakiego powodu. Wtedy te Opatrznościowe kropki ostatecznie się połączą.

To dopiero jest historia! Nie ma szans, żebym ją sobie sama wymyśliła! Ale o tym opowiem Ci kiedy indziej.

Od tak dawna już ciągnie mnie w to miejsce, gdzie Pan Jezus modlił się do Ojca:

– Jeśli to możliwe, odsuń ode mnie ten kielich goryczy, ale nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie.

Mimo że znam te słowa na pamięć i mogłyby właściwie być moją codzienną modlitwą, to za każdym razem, kiedy je czytam, ściska mi się gardło ze wzruszenia. Że ten Bóg, który z miłości dał swoje życie, był tak ludzki. Że On, tak samo, jak ja, też bał się cierpienia, może nawet odrzucenia, że On też nie chciał umierać.

I jeszcze jedno mnie dotyka do żywego. Tak prosił swoich uczniów, by czuwali z Nim i żeby się z nim modlili, bo tak bardzo czuje się samotny. A oni zasnęli.

I drugi raz obudził ich, i znowu prosił:

– Bądźcie ze mną.

I znowu zasnęli.

– Jak oni mogli! – Kiedyś byłam bardzo oburzona na uczniów. – Czy nie widział, kogo wybierał?

– Jak mogli Go tak zostawić samego! Tyle ich uczył. Tyle dawał.

A teraz, ten jeden, jedyny raz prosi o coś tylko dla siebie. A oni co? Nie stać ich, żeby choć godzinkę z Nim czuwać? Naprawdę?

I to ma być miłość?

Dzisiaj myślę inaczej. Gdybym tam była na Górze Oliwnej razem z Jego uczniami, pewno sama bym też spała.

Miłość, jak kot, chodzi swoimi drogami. Jest nieprzewidywalna. Zaskakująca. Nie do pojęcia.

Ale dzięki niej można pojąć wszystko.

Może nawet siebie.

Jakoś w ogóle mniej teraz patrzę na to, co robią inni, tylko bardziej przyglądam się temu, co sama robię. Albo przynajmniej staram się przyglądać, kiedy mi już okulary odparują 🙂

Belka w moim oku jeszcze całkiem spora, mam więc co robić!

Cdn.

Podziel się tym wpisem:
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

Jestem jak znaczek pocztowy. Trzymam się jednej rzeczy w drodze do celu. Ta jedna rzecz to opowieści. Mój cel: nauczyć przedsiębiorców tak opowiadać, żeby ich biznesy i życie stawały się jak najlepszą fabułą. Taką na Oscara. Od 26 lat jestem praktykiem storytellingu: zrobiłam setkę filmów nagradzanych na całym świecie i uczę sztuki opowiadania. Ostatnio w mojej Mistrzowskiej Szkole Storytellingu Biznesowego. Najbardziej lubię tę nutkę zaskoczenia, kiedy moi klienci piszą w mailach: "Monika, ten storytelling naprawdę działa!"


Dołącz do dyskusji: