Czy bierzesz na stopa? Story Safari – przystanek 1


Monika Górska | 4 sierpnia 2015

unnamed (11)

Zabierasz ludzi na stopa? Ja różnie. Kiedy jadę sama lub z Tymkiem, to na ogół zabieram do samochodu tylko pary, najchętniej z plecakami. Czasy dziś niepewne, ale pamiętam, ile ja Polski i Europy i Nowej Zelandii przejechałam dzięki uprzejmości kierowców, ile opowieści po drodze usłyszałam, ile się z nich życia nauczyłam. Więc staram się być otwarta, choć czujna.

Ze dwa tygodnie temu jadę z Poznania do Wrocławia i gdzieś za Rawiczem widzę mężczyznę łapiącego okazję. Coś w jego wyglądzie, a może w spojrzeniu, każe mi się zatrzymać. Uchylam okno i pytam, dokąd jedzie. On mi na to, że do Wrocławia, że nie ma grosza i czy bym mu nie pomogła. Zabieram go, na wszelki wypadek sadzam obok siebie i zaczynamy luźną rozmowę

Od słowa do słowa wychodzi na to, że facet właśnie wyszedł z więzienia w Rawiczu, gdzie spędził parę lat za rozboje, napady itp. Od czasu mojego filmu i przygody z Gapą złodziejem całkiem dobrze sobie radzę w rozmowach z przestępcami, ale przyznam, zrobiło mi się trochę nieswojo, nawet mi się lekko spociły ręce ze strachu. Ale patrzę, a tu jeszcze jeden gość łapie stopa. Pomyślałam więc, że tamten nic mi nie zrobi przy świadku, więc przesadziłem pasażera do tyłu, a nowego zaprosiłem na miejsce obok siebie.

No i jedziemy, rozmawiamy, jest OK. Po jakimś czasie autostopowicz z miejsca obok koło mnie wyciąga odznakę, blankiecik i mówi, że jest policjantem, a ja dostaję mandat 300 zł i ileś tam punktów, bo tu i tam przekroczyłam prędkość, raz wyprzedziłam na skrzyżowaniu, jeszcze coś tam i jeszcze coś tam. I mam się cieszyć, bo mógł mi nawet odebrać prawo jazdy. Tak mnie zaskoczył, że niewiele myśląc przyjęłam mandat, oczywiście wkurzona na maksa. Chwilę później gliniarz każe się wysadzić.

Nic nie powiedziałam, tylko wysadziłam go tam, gdzie chciał I nadal czerwona jak burak pojechałam dalej. Wjeżdżamy do Wrocławia. Mój pasażer z tylnej kanapy, który do tej pory nie odezwał się ani słowem, prosi abym go wyrzuciła na stacji benzynowej.

Kiedy wysiadł, wyjmuje z kieszeni portfel i daje mi trzy stówy.
Ja na to: – Przecież umawialiśmy się, że podwiozę pana za darmo, nie chcę pieniędzy.
On mi mówi: – Bierz pani, będzie na ten mandat.
Ja na to: – Ale jak to? Przecież mówił pan, że nie ma pieniędzy. Poza tym to był mandat dla mnie i przecież nic panu do tego.
A on: – Chciała pani być uprzejma… życzliwa… podwozi pani człowieka z dobrego serca, a ten skurwiel mandat pani wypisuje… To mu zap…..łem portfel.
Obiecałam Ci , że w te wakacje wybierzemy się na „Story Safari” i to jest pierwszy odcinek. Znalazłam tę historię w Internecie, gdzie krąży w różnych postach jako relacja z pierwszej ręki. Może rzeczywiście komuś to się przytrafiło naprawdę, a może jest to kolejna „legenda miejska”.

Czy uwierzyłeś, że to prawdziwa historia? Ja tak, kiedy ją po raz pierwszy czytałam gdzieś w necie.. Trochę ją przeredagowałam, żeby Ci się jeszcze lepiej czytało.

To, co sprawia, że wierzysz, że to się zdarzyło naprawdę, to konkretnie zarysowana sytuacja. Dwa tygodnie temu, droga z Poznania do Wrocławia, Rawicz, stacja benzynowa, moje zasady na temat zabierania autostopowiczów, moje emocje, gdy dowiaduję się, że pasażer właśnie wyszedł z więzienia. Im więcej detalu, konkretu, odwołania się do wyobraźni i doświadczeń słuchacza – kto z nas nie jechał A5 do Wrocławia, kto z nas nie ma dylematu – zabierać czy nie zabierać autostopowicza – tym większa wiarygodność historii.

Poszukaj teraz w pamięci sytuacji, która Ci się przytrafiła w jednej z Twoich podróży. Może całkiem niedawno, w czasie urlopu, a może już dawno, dawno temu.
Może w trakcie jazdy samochodem złapałaś gumę jadąc przez lasy, i nie wiedziałaś jak sobie z tym poradzić? Może intuicja podpowiedziała Ci, żeby przyjść trochę wcześniej na lotnisko i dzięki temu udało Ci się polecieć wcześniejszym samolotem, bo okazało się, że Twój był spóźniony o kilka godzin?A może właśnie spóźniłeś się na pociąg i dzięki temu w następnym spotkałeś kobietę twojego życia?

Zobacz w wyobraźni to miejsce, przypomnij sobie szczegóły, co wtedy myślałeś, co czułeś.

Już? To wspaniale.

Teraz powiedz mi, czy to jest już opowieść? I czy opowieścią jest autostopowa historia, którą przeczytałeś na początku mojego listu? Może czegoś tu Twoim zdaniem brakuje? A jeśli tak, to czego?

Jestem bardzo ciekawa Twojej odpowiedzi. Będzie mi bardzo miło przeczytać ją w komentarzu.

 

Podziel się tym wpisem:
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

Jestem jak znaczek pocztowy. Trzymam się jednej rzeczy w drodze do celu. Ta jedna rzecz to opowieści. Mój cel: nauczyć przedsiębiorców tak opowiadać, żeby ich biznesy i życie stawały się jak najlepszą fabułą. Taką na Oscara. Od 26 lat jestem praktykiem storytellingu: zrobiłam setkę filmów nagradzanych na całym świecie i uczę sztuki opowiadania. Ostatnio w mojej Mistrzowskiej Szkole Storytellingu Biznesowego. Najbardziej lubię tę nutkę zaskoczenia, kiedy moi klienci piszą w mailach: "Monika, ten storytelling naprawdę działa!"


Dołącz do dyskusji: