Co w tym pudełeczku?


Monika Górska | 10 czerwca 2020

Jestem bardzo wzruszona… od tygodnia do mojej skrzynki wpadają codziennie dziesiątki maili od Was, ze słowami troski, wsparcia, otuchy, wiary, nadziei… 

Każdy z nich, jest jak machnięcie skrzydła Anioła, które mnie unosi odrobinę w górę. 

Dziękuję!

Bardzo dziękuję. 

Wierzę, że dobro wraca. 

A zaczyna się często od opowieści. 

Na przykład tej którą właśnie ku pokrzepieniu serca dostałam od Beaty, z jej blogu pełnego opowieści…

Żył sobie kiedyś człowiek, którego marzeniem była daleka wyprawa do Wymarzonego Kraju. 

Od dziecka czytał o nim wszystkie możliwe książki i uczył się języka. Wierzył, że pewnego dnia wyruszy tam i na własne oczy zobaczy wszystkie piękne miejsca i pozna mieszkańców. I jak to w życiu bywa, zawsze były jakieś ważne rzeczy, które odciągały go od realizacji młodzieńczych marzeń.

Przyszedł jednak ten dzień, kiedy postanowił, że dziś albo nigdy. Spakował najpotrzebniejsze rzeczy i wyruszył. 

Na ulicy zagadnął go jakiś człowiek, mówiąc, że wie, jaką to ważną decyzję powziął i chce podarować mu na drogę coś, co bardzo mu się przyda. Musi jednak obiecać, że otworzy podarunek, dopiero gdy dotrze już do celu. 

Niewiele myśląc, mężczyzna podziękował i przyjął małe pudełeczko.

Pierwszy dzień jego wyprawy był fantastyczny. Cieszył się wszystkim jak dziecko i zastanawiał się tylko, czemu tak długo zwlekał z podróżą. Mijał piękne miejsca i wiedział, że idzie w dobrym kierunku. 

Drugiego dnia droga wiodła przez las. Już od początku czuł się tego dnia nieswojo. Poczuł, że stracił orientację. Zaczęło się ściemniać, a mężczyzna nie wiedział nawet czy idzie dobrą drogą. 

Na dodatek po zmroku wszystko zaczęło go przerażać. Zewsząd dobiegały dziwne odgłosy. Poczuł jak dopada go strach.

Przypomniał sobie wówczas o podarku od nieznajomego. Pomyślał, że może jest tam jakaś wskazówka, kompas albo latarka. Pamiętał również o obietnicy. Przytulił więc tylko policzek do pudełeczka, powoli opanował lęk i zasnął.

Gdy obudził się trzeciego dnia, stwierdził, że las nie jest wcale tak przerażający, jak się wydawał. Słońce przebijało przez konary drzew. Wokół wesoło śpiewały ptaki. Na polanach rosło mnóstwo poziomek. 

Las się przerzedzał, a mężczyzna znów poczuł, że jego wędrówka ma sens. To był wspaniały dzień. 

Czwartego dnia zrobiło się upalnie. Na dodatek droga wiodła cały czas w górę. Już w południe poczuł, że traci siły. Skończyła mu się woda, a wspinaczka wydawała się nie mieć końca. 

Wieczorem wycieńczony znów przypomniał sobie o podarunku. Pomyślał, że może jest tam jakiś eliksir dodający sił. Już bliski był otwarcia prezentu, gdy siłą woli postanowił zgodnie z zaleceniem otworzyć go u celu. Położył pudełeczko obok siebie i utrudzony zasnął.

O świcie piątego dnia zauważył, że do szczytu już bardzo blisko. Wypoczęty wbiegł na górę. 

Roztaczał się stamtąd tak piękny widok, że serce rosło ze szczęścia. Znów poczuł się panem swego losu. Schodząc, pełen zachwytu co i rusz napotykał strumyki z krystalicznie czystą wodą. W jednym z nich nawet się wykąpał. To był bardzo dobry dzień.

Szóstego dnia jego droga wiodła wśród pól. Był to kolejny dzień podróży, gdy zdany był tylko na siebie. 

Chociaż czuł, że jest już bliski celu, poczuł nagle dojmującą pustkę i samotność. Szedł noga za nogą w pyle i skwarze. Nagle zobaczył na horyzoncie mury Wymarzonego Kraju. 

Przyspieszył kroku. I już dochodził do celu ciesząc się, że nareszcie z kimś porozmawia, gdy nagle bramy wjazdowe zamknęły się. Wiedział, że takie są tu zasady – bramy zamykano zawsze o 22. Mimo wszystko było mu bardzo przykro. 

Pomyślał nawet, że może w tajemniczym pudełeczku znajduje się klucz. I znów siłą woli postanowił dotrzymać obietnicy. Przytulił się jedynie do podarunku i zasnął.

Rano obudził go dźwięk otwieranych bram. 

Mieszkańcy zaczęli witać go przyjaźnie, zapraszać do siebie na odpoczynek i posiłek. Oferowali pomoc w załatwieniu wszystkich spraw. 

Poczuł, że jest wśród dobrych ludzi i, że jest to miejsce, o którym marzył całe życie. Był bardzo szczęśliwy. To był wspaniały dzień. Z tego wszystkiego zapomniał nawet o otwarciu prezentu.

Dopiero nocą zaciekawiony rozwiązał sznurek, zajrzał do środka i …..

To, co tam zobaczył, było nie do wyobrażenia.

Jak myślisz, co tam było?

Podziel się tym wpisem:
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

Jestem jak znaczek pocztowy. Trzymam się jednej rzeczy w drodze do celu. Ta jedna rzecz to opowieści. Mój cel: nauczyć przedsiębiorców tak opowiadać, żeby ich biznesy i życie stawały się jak najlepszą fabułą. Taką na Oscara. Od 26 lat jestem praktykiem storytellingu: zrobiłam setkę filmów nagradzanych na całym świecie i uczę sztuki opowiadania. Ostatnio w mojej Mistrzowskiej Szkole Storytellingu Biznesowego. Najbardziej lubię tę nutkę zaskoczenia, kiedy moi klienci piszą w mailach: "Monika, ten storytelling naprawdę działa!"


Dołącz do dyskusji: