Chyba już nigdy nie powiem nigdy

Monika Górska | 24 kwietnia 2026
„Ach, wymarzony głos na audiobook!”. Nie, nie, to nie o moim głosie tak ktoś napisał.
I jeszcze: „Jakby Pan Artur Żmijewski przeczytał te książki, to byłabym szczęśliwa”.
Ja też byłabym szczęśliwa! Ale czasami marzenia pozostają marzeniami. A ich niespełnienie też może się okazać się cenne.
„Przecież to musisz być Ty. To Twoje historie. Nikt inny tego tak nie przeczyta” –
mówili znowu.
I stało się tak, że to nie Ojciec Mateusz ani żadna wybitna aktorka, ale sama usiadłam przed mikrofonem w garażu-studiu Przemka Ślużyńskiego. Ja… anonimowa perfekcjonistka na odwyku… Że też ten mikrofon i Przemo to przetrwali… tyle razy poprawiałam. Zaczęliśmy nagrywać audiobooki w marcu, a skończyliśmy w grudniu. Tak. Perfekcjonizm nie umiera łatwo. Mój też nie.
Moja próżność skwierczała jak boczek na patelni. Jestem z branży, więc wiedziałam, jak to powinno być… i jak jest. Wielka lekcja pokory. Taka bez znieczulenia.
Gdyby mi ktoś powiedział, że właśnie te audiobooki dostaną nagrodę w konkursie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, nie uwierzyłabym. Więcej! Powiedziałabym, że to absolutnie niemożliwe. I że dobrze wiem, co mówię.
Posyłam Ci zdjęcie z 20.04.26, na którym dziękuję i dedykuję tę nagrodę mojemu Naczelnemu. Najlepszemu Scenarzyście Świata.
A poniedziałkowa Gala przy ul. Foksal 3 w Warszawie pokazała mi trzy rzeczy.
Pan Bóg ma wyjątkowe poczucie humoru. I Jego myśli nie są naszymi myślami. Ani nasze ścieżki Jego ścieżkami.
Po drugie: to, co jest, jest. A to, co myślę, że jest, niekoniecznie jest.
A po trzecie… Mam takie ulubione słowo moich czasów studenckich, które z biegiem lat zaczęło stopniowo znikać z naszego języka. Aż wreszcie umarło śmiercią naturalną. Przynajmniej tak mi się wydawało. A teraz jednak ożyło.
Choć nikt z nagrodzonych dziennikarzy ani jurorów go nie wypowiedział, to kiedy słuchałam ich mów, obudziło się w mojej głowie i wypełniło mnie błogim szczęściem.
Etos. Etos dziennikarza.
I po tylu latach poczułam się znowu jak w domu. Z ludźmi, dla których wolność człowieka, wolność słowa, solidarność środowiska, odwaga, piękno języka, pasja do tego, co się robi, poświęcenie w imię prawdy, a często i wiara, są najważniejszymi wartościami.
Możesz posłuchać laudacji jurorów i tych nagrodzonych w jedenastu kategoriach dziennikarzy na nagraniu. Wśród nich znajdziesz i moją wielką improwizację, kiedy za audiobooki „Zaufaj”, „Zaufaj i puść”, „Zaufaj, puść i kochaj” odbierałam Nagrodę Specjalną Jury Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.
Dla mnie to nagroda wyjątkowa, bo imienia św. Maksymiliana Marii Kolbego.
I tak koło się zatoczyło… Bo właśnie w Maksymilianowym Niepokalanowie, na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Katolickich, odbierałam swoje pierwsze nagrody za filmy dokumentalne.
A nagrodę ufundowała organizacja ACN-Pomoc Kościołowi w Potrzebie, która ponad 30 lat temu zaufała kelnerce i sprzątaczce z Paryża, polonistce z dziennikarskimi marzeniami, i przyznała jej stypendium do Instytutu Dziennikarstwa im. Roberta Schumana w Brukseli. I dla której potem realizowałam kilka filmów. Między nimi o Lourdes i Górze Krzyży na Litwie.
Mam mocne przypuszczenia, że w werdykcie jury musieli też maczać palce św. Józef i sługa Boży ojciec Wenanty Katarzyniec, który przecież był kierownikiem duchowym Maksymiliana. Niemal widzę, jak ponad moją głową puszczają do siebie oko.

No bo powiedz, czy ja sama bym to sobie wymyśliła?
Jeśli chcesz posłuchać nagrodzonych audiobooków, zajrzyj tutaj 👇

