Boska Florence nie miała takich dylematów


Monika Górska | 25 maja 2018

„Witam , proszę się nauczyć pisać słowo otwórz”
„Moja droga pani Moniko , sorry , ze to napisałam otwórz pisze się przez o zamknięte”
„Niestety nie przeczytałam reszty tamtego maila, błędy w tytule bolały za bardzo”

Kilka takich maili spłynęło na moją skrzynkę, po ostatnim liście „Otwuż jeśli jesteś perfekcjonista”. Hmm.

Wprawiło mnie to w bardzo dobry nastrój.

Bo tak – po pierwsze, zawsze wzruszają mnie ludzie, którym chce się napisać coś w odpowiedzi na moje listy, bo to znaczy, że im zależy.

Po drugie, myślałam, że jak ja, polonistka, zrobię trzy błędy w jednym zdaniu i pojawi się w nim „perfekcjonista”, to będzie jasne, że czemuś ma to służyć. A ludzie myślą jak chcą, a nie tak jak ja chcę! – kolejna lekcja pokory.

A po trzecie i najważniejsze – te maile pięknie pokazały jak to czasem skupiając się na błędach, tracimy z oczu większy obraz, gubimy sens, nie osiągamy tego, co byłoby dla nas największym darem.

Przez dużą część mojego życia tak właśnie robiłam.

Skupiałam się na tym, co mi nie wychodzi, co zgrzyta, co koniecznie muszę wypolerować, zanim będę mogła robić to, co lubię robić najbardziej na wiecie. Na przemyślenia o tym, dokąd bym chciała dojść i jak to będzie wspaniale, kiedy już tam będę, nie starczało mi już często energii, a i motywacji.

To tak jakby wspinając się w górach ciągle tylko patrzeć pod nogi. Jak długo zniesiesz zadyszkę, skurcze w łydkach i gremliny, które podpowiadają Ci usłużnie, że jak zwykle jesteś do niczego, jeśli nie będziesz patrzeć na wierzchołek?

Pewnego razu powiedziałam sobie stop. Zrobiłam to… z miłości. Z miłości, którą wiele lat pielęgnowałam i która ciągle pozostawała niespełniona. I zrobiłam to…

Chcesz posłuchać jak? Nieskromnie powiem, że jest czego! – zwłaszcza w drugiej części tego video. Jestem bardzo ciekawa czy znajdziesz mnie tam?

 

Gdybym skupiała się na tym, jaką mam kiepską wymowę…

… albo jakie błędy gramatyczne robię, nigdy bym nie mówiła w pięciu językach. Tutaj też w pewnym momencie zdecydowałam, że będę odtąd wypatrywać wierzchołka. Ważniejsze stało się dla mnie, żeby się dogadać, spotkać, zachwycić drugim człowiekiem, niż to, czy robię to perfekcyjnie.

Jeśli prawdą jest, że stajesz się tym, o czym myślisz, to hej, Friend. O czym ostatnio najwięcej myślisz? Na czym się skupiasz? Cokolwiek to jest, masz duże szanse, że wyjdzie Ci to… śpiewająco.

Tylko… w jakiej tonacji?

PS
Requiem Verdiego to był dopiero początek. Potem śpiewałam jeszcze Requiem Faurego, a potem Brahmsa z Londyńskimi Filharmonikami w Guilford, Symfonię Psalmów Strawińskiego, Stabat Mater Szymanowskiego, Janacka i Brucknera.

Może nie śpiewałam jak Florence Foster Jenkins, ale Marią Callas też nie byłam, nawet z daleka. Byłam sobą. Kochającą śpiew, harmonię głosów i instrumentów. Czego nie doumiałam to wypracowałam. A błędy? Już teraz wiem na pewno, i zawsze to powtarzam moim studentom storytellingu, że są to po prostu dowody na to, że próbujesz!

Jak sprzedawać bez sprzedawania >>

Podziel się tym wpisem:
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

Jestem jak znaczek pocztowy. Trzymam się jednej rzeczy w drodze do celu. Ta jedna rzecz to opowieści. Mój cel: nauczyć przedsiębiorców tak opowiadać, żeby ich biznesy i życie stawały się jak najlepszą fabułą. Taką na Oscara. Od 26 lat jestem praktykiem storytellingu: zrobiłam setkę filmów nagradzanych na całym świecie i uczę sztuki opowiadania. Ostatnio w mojej Mistrzowskiej Szkole Storytellingu Biznesowego. Najbardziej lubię tę nutkę zaskoczenia, kiedy moi klienci piszą w mailach: "Monika, ten storytelling naprawdę działa!"


Dołącz do dyskusji: