Też za nim tęsknisz?


Monika Górska | 2 kwietnia 2025

Przypomnij sobie ten dzień i tę godzinę. Jest 2 kwietnia 2005 r., godz. 21.37. Co właśnie robisz? Gdzie jesteś? 

Twoja pamięć nie zbladła przez te dwadzieścia lat. Dobrze myślę? 

“Nie ukrył przed nami niczego… Ani swojej słabości, ani cierpienia, ani zniedołężnienia w chorobie, ani nawet swojej śmierci…

W Niedzielę Wielkanocną 2005 roku Jan Paweł II pojawia się jak zawsze w swoim oknie. Widać, jak się stara coś powiedzieć, ale nie jest w stanie wymówić ani jednego słowa. Choć ta jego cisza woła na cały głos! Jeszcze tylko rękami kreśli na wszystkie strony znak krzyża. Biała firanka zostaje zasłonięta. A my przeczuwamy, że za jego życia tu, na ziemi, już więcej się nie odsłoni…

I już nigdy nie będziemy patrzeć tak samo na ludzi starych, niedołężnych, wykrzywionych bólem i cierpieniem. Już nie upokorzenie, ale godność… To słowo cały czas powraca w mojej głowie…

Pod jego oknami dzień w dzień zaczynają się gromadzić tłumy ludzi. Z ogromnym skupieniem, w modlitwie, ze świecami w rękach, towarzyszą papieżowi w przechodzeniu na tamten świat. Odmawiają różaniec… w przeddzień jego śmierci na placu Świętego Piotra jest sześćdziesiąt tysięcy ludzi.

Arcybiskup Angelo Comastri rozpoczyna modlitwę tak:

– Tego wieczoru lub tej nocy Chrystus szeroko otworzy drzwi dla papieża i będzie tam na pewno Maryja, dla której papież żywi całkowite oddanie…

„Bądź wola Twoja…” „teraz i w godzinę śmierci naszej” – rozbrzmiewa ze wszystkich stron placu i we wszystkich językach, wśród szlochów i westchnień. Nie tylko tutaj, na placu, ale we wszystkich kościołach i placach na całym świecie.

Potem docierają do nas ostatnie słowa papieża – te wyszeptane z największym trudem, z myślą o zgromadzonej na placu młodzieży: „Szukałem was, a teraz wy przyszliście do mnie i za to wam dziękuję”. Potem te napisane drżącą ręką na kartce do swoich współpracowników „Ja jestem zadowolony i wy też bądźcie”.

I wreszcie ostatnie słowo przed śmiercią… Do dzisiaj mi się ściska gardło, kiedy o nim myślę. Ale co innego mógł powiedzieć na koniec ziemskiego życia papież? Tak jak Maria Aniołowi i jak Jezus swojemu Ojcu w Ogrójcu… tak jak kończymy każdą modlitwę… Tak i on zakończył swoją modlitwę życia: AMEN. Niech się tak stanie…

I te dzwony, które rozdzwaniają się na wszystkich dzwonnicach świata o godz. 21.37. […]

Wchodzę z boku w Drogę Pojednania, Via della Conciliazione. Powoli zmierzcha. I nagle ją widzę!

Niebo nad Rzymem robi się już pomarańczoworóżowe. Na całej długości ulicy, od Zamku Świętego Anioła aż do Bazyliki Świętego Piotra, stoi tasiemcowa kolejka. Mieszają się w niej kolory skóry, ubrań i habitów, transparenty, flagi z czarną wstążką i języki ze wszystkich stron świata. Ludzie na wózkach i dzieci pchane w wózkach przez rodziców, starsi i młodsi, całe rodziny, grupy przyjaciół i samotni. W rękach przesuwają paciorki albo węzełki różańców, czasem migną w tłumie prawosławne czotki, mam wrażenie, że dostrzegam także buddyjskie mali czy frędzle muzułmańskiej tashiby.

I te ich buty. Znoszone i prosto ze sklepu, sportowe i eleganckie, pełne i na paseczkach, wszystkie zakurzone drogą. Stoją tam, na rozgrzanym bruku i od czasu do czasu posuwają się w ślimaczym tempie do przodu, od wczesnego świtu po późne godziny wieczorne. I nie wiedzą, czy dojdą, bo w nocy zamykają bazylikę, żeby ją odświeżyć przed kolejnym dniem. I tak dzień po dniu, noc po nocy. Przez pięć dni. Sto godzin. To chyba najdłuższa kolejka świata.

I nagle dociera do mnie, że jestem świadkiem czegoś absolutnie wyjątkowego, niespotykanego dotąd w historii. Że takie kolejki w Europie w ogóle się nie zdarzają. My w Polsce może jeszcze je pamiętamy. Ale na Zachodzie?

Najprawdopodobniej ci ludzie w swoim życiu stali tylko w kolejce do kina albo na koncert. A tutaj stoją po kilkanaście godzin, by pożegnać się z papieżem. Nawet nie będą mogli się przed nim zatrzymać! A jedynie, poganiani ręką przez kierujących ruchem, przejść, tylko by przez kilka sekund spojrzeć na niego po raz ostatni.

Ta kolejka opowiada mi historię o tym, kim ten papież jest dla ludzi. Co w nim takiego jest, że go tak wszyscy kochamy?

W Polsce kilometry zniczy wzdłuż ulic i dróg. W niemal każdym oknie migocze świeca. W kościołach, na placach skupieni, płaczący ludzie. I ta wielka cisza.

Tutaj inaczej. Ktoś żuje gumę, ktoś rozmawia przez telefon. Przytulony chłopak całuje się z dziewczyną. Śmiechy, głośne rozmowy, ktoś w oddali śpiewa Barkę. Zmęczone upałem i brakiem snu, czasem zatroskane, a czasem wyraźnie znudzone twarze. Nieważne. Ale są tu. Miłość to obecność.

Jak dobrze, że zabrałam tu jednak kamerę i, jak to dokumentalistka, mogę to wszystko udokumentować. Jaka to niezwykła szansa móc rejestrować Historię, która tworzy się na moich oczach. Ocalić od zapomnienia.

Krok za krokiem idę, modlę się, przyglądam się ludziom. Ich twarzom. Filmuję. Przystaję. I znowu ruszam. Przystaję. Klękam, kładę kamerę na ziemi, filmuję buty… Ruszam znowu… 

Łopoczą transparenty. Z tłumu podnosi się nagle nad głowy obraz z Jezusem Miłosiernym… Jezu, ufam Tobie… Przez moment czuję, jakbyśmy patrzyli sobie w oczy…

Jeszcze jeden napis zatrzymuje mój wzrok. Santo subito. Święty natychmiast. Potem kilka milionów ludzi podczas pogrzebu Jana Pawła II będzie skandować te słowa na placach Rzymu. […]

Idę. Wchodzę do bazyliki… gdzieś tam, na końcu, w oddali, leży w tych swoich czerwonych butach On. Papież. Ojciec.

Czas nagle jakby zwalnia. Serce dudni. Idziemy krok po kroku. Co chwilę przystajemy. I ruszamy znowu. Zakurzone buty i twarze. Teraz już przejęte. Skupione. 

Wreszcie dochodzę przed Jana Pawła II. Leży podeszwami do mnie. Jego stopy. I czerwone buty. To ten obraz w TV mnie tak poruszył, że wzięłam kamerę, i przyjechałam tutaj.

Ułożone blisko siebie, a czasem opadające na boki… jakby jeszcze nie wszystek umarł. On – pielgrzym świata. Niemal noszony na rękach przez miliony ludzi w czasie swoich 144 pielgrzymek na świecie i we Włoszech.

Teraz taki bezbronny. Ręce mi tak drżą, że nie jestem w stanie utrzymać prosto kamery. Popychają mnie z prawa i lewa. Co chwila wyrasta przede mną czyjaś głowa lub ręka. Nie mam szans, żeby się zatrzymać. Choć na chwilę. I te buty, i papieża, choć z daleka sfilmować. A już mnie przeganiają. To po to było te kilkanaście godzin w kolejce?…

Wychodzę z bazyliki załamana. Zazdroszczę ludziom, którzy dopiero wchodzą przez bramę z drugiej strony. Nie nakręciłam ani jednego dobrego ujęcia. I nie zdążyłam pożegnać się z papieżem. Czuję, jak rośnie we mnie fala frustracji… i smutku…

Przystaję na chwilę w przedsionku. Znowu łykam łzy. Ludzie mijają mnie, wychodzą z bazyliki. Teraz dopiero czuję, jak bardzo jestem zmęczona.

Nagle wokół mnie robi się jakieś zamieszanie. Porywa mnie grupa ludzi, którzy idą w kierunku drewnianej bramki, za którą stoi kolejka do wejścia. I znowu, jakby Morze Czerwone się na chwilę otwarło i… Z powrotem jestem w bazylice… Adrenalina rośnie. 

Zalewa mnie fala uniesienia. Tym razem, za jakimś cudownych zrządzeniem Opatrzności, mam chwilę, żeby przystanąć. I nakręcić kilka ujęć. No sama bym sobie tego nie wymyśliła!

Kadr z filmu Buty do nieba dr Moniki Gorskiej

Choć telewizje pokazywały go z bliska, ja filmuję papieża dyskretnie, w dalszym planie. I tylko robię długie zbliżenie jego czerwonych butów… staram się opanować drżenie… I w tym momencie taśma się kończy. […]

Wychodzę na plac otoczony kolumnadą, który z tej strony wygląda jak antyczny teatr… Patrzę w ostatnie okno na trzecim piętrze, które mi pokazał Adam Bujak. I mam wrażenie, że patrzy na nas zza firanki… Uśmiecha się do nas… i nas błogosławi.

Okno papierkie - Kadr z filmu Buty do nieba rez. dr Monika Górska

Później w filmie, splotą się dwa wątki – o szewcu z Kalwarii Zebrzydowskiej, który papieżowi robił buty i o człowieku, który w nich chodził. I nie oszczędzając ani na moment siebie, prowadził nas do nieba. I tak właśnie nazwałam ten ni to film, ni to medytację. Buty do nieba. Tutaj zobaczysz fragment tego filmu, zrealizowanego przez TVP3 Poznań, dla TVP 1.  👉 https://youtu.be/-6-LeoM2qFk?si=r8eNZvJvrj4NXwm8   


Jan Paweł II pokazał mi, że miarą świętości jest nie to, jak bardzo ktoś pokaże swoją moc, ale jak w totalnym zawierzeniu Opatrzności stanie bezbronny ze swoją słabością.

Za życia. A okazuje się teraz, że nawet czasem i po śmierci.

Świętość to nie kadzidło, dzwonki i złote ornamenty. To historie codziennych wyborów. I powrotów. W zaufaniu, że Ojciec zawsze na mnie czeka. I włoży mi na rękę pierścień. I ucztę wyprawi. Nawet jeśli roztrwonię jego majątek, jakbym już za życia życzyła Mu śmierci.

Nawet gdybym, jak Szaweł, mordowała ludzi. Albo, jak Piotr, wyparła się Jezusa.

Serce mnie boli, kiedy widzę, jak prujemy i wyrywamy nitki z tych wielkich dzieł, które odmieniły historię świata. I historie tylu z nas. A przecież, jak w gobelinie, zarówno kosmate supły, jak i piękny obraz są dwiema nierozdzielnymi stronami tego samego, tak trudnego, bez względu na rolę czy funkcję, zadania.

Zadania bycia człowiekiem.

Kiedyś młoda zakonnica z Myanmaru, dawnej Birmy, zapytała go, co robić, by zostać świętym. Papież nic nie powiedział. Rozłożył ramiona. I tylko objął ją i mocno przytulił…

Otwarte serce. To była jego świętość.

I jeszcze jedną miarę świętości odkryłam, patrząc na życie Jana Pawła II. Nie to, jak wysoko urośniesz, ale jak nisko potrafisz się pochylić.

Jak matka, która odkłada na bok gobelin i przykuca przy dziecku, żeby spojrzeć mu w oczy i rozmawiać z nim na jego poziomie. Najpierw wybaczyć. Potem zrozumieć. I zawsze kochać. Nie musi być idealna. I chyba nigdy nie jest. Ale kocha swoje dziecko najlepiej, jak potrafi.

Jak Jezus, przepasany ręcznikiem i z dzbanem wody na podłodze Wieczernika, przy stopach swoich uczniów. Jak sługa, jak niewolnik. Nie jak Bóg.

W bezinteresownym darze z siebie.

Świętym zostaje się nie od święta, ale na co dzień. I na klęcząco.”

To tylko fragmenty wspomnień o Janie Pawle II z książki “Zaufaj i puść”.

Mój Boże… już 20 lat… Tęsknię za nim…

Do dzisiaj dźwięczy mi w uszach jego:

“Wymagaj od siebie, nawet jeśli inni nie będą od Ciebie wymagać.”

“Eucharystia to jest przede wszystkim ta świadomość: jestem miłowany, ja jestem miłowany. Ja, taki jaki jestem”.

I z jego ostatniej książki “Pamięć i tożsamość”:

“Poza Ewangelią człowiek pozostaje dramatycznym pytaniem bez odpowiedzi.

Pomódlmy się za siebie nawzajem do Naszego Najlepszego Ojca przez wstawiennictwo św. Jana Pawła II, żebyśmy potrafili od siebie wymagać, byśmy poczuli, że jesteśmy przez Niego mocno kochani i żeby w Nim nasze ważne pytania nie zostały bez odpowiedzi.

A już za tydzień szykuję dla Ciebie piękną niespodziankę! Jeszcze pachnie farbą drukarską…

PS. Wielu z Was pisze do mnie tak piękne maile. Czytam wszystkie, choć nie daję rady odpowiadać. Z całego serca dziękuję! Szczególnie: Agnieszce B., Ani W., Bożenie B., Bożenie L., Celinie T., Ewie U., Jadwidze, Kindze, Marii P., Marii W., Markowi G., Paulinie W., Rafałowi, Renacie Cz.

Dbaj o siebie!

BESTSELLER Trzy tomy poczytnej trylogii zaufania autorstwa dr Moniki Gorskiej


Dołącz do dyskusji: