Dieta bohatera


Monika Górska | 2 lutego 2017

Czy jesteś bohaterem?

Serio.

Czy czujesz się bohaterem Twojej opowieści?

Nie wiem, jak to brzmi dla Ciebie, ale moja pierwsza reakcja na takie pytanie to: Jaki tam ze mnie bohater! Jestem zwykłym człowiekiem, staram się robić dobrze to, co umiem, nie jestem specjalnie przebojowa, nie wszystko mi wychodzi. Gdzie mi do bohatera?

Widzę go, jak majestatycznie kroczy po zamkowym dziedzińcu, zakuty od stóp do głów w ciężką, wypolerowaną zbroję. W dłoni trzyma miecz. Ma opuszczoną przyłbicę, ledwo mu oczy widać.

Bohater to osoba, która odznaczyła się niezwykłymi czynami, męstwem i ofiarnością dla innych ludzi.

Założę się, że kiedy spojrzysz na swój ostatni tydzień, miesiąc, rok, zauważysz, że mimo obaw, podejmowałeś odważne decyzje, robiłeś niezwykłe rzeczy i z poświęceniem, o którym często tylko Ty wiedziałeś, służyłeś innym. Rozwiązywałeś konflikty, pokonałeś niejedną przeszkodę, niejednego antagonistę.

Czasem największym Twoim przeciwnikiem był lęk, który karmiłeś, jak Indianin z historii o strachliwym i przyjaznym psie.

Czasem ponosiłeś porażki. Ile razy już chciałeś się poddać, a potem stawałeś na nogi i szedłeś dalej, do celu?

Zupełnie jak w tej opowieści o zdobywcach najwyższego szczytu świata:

Ludzie, którzy stawiali czoło Everestowi, nie poddawali się ani po pierwszej, ani po drugiej porażce. Wyprawy często kończyły się smutnym niepowodzeniem, a niejeden stracił tam życie.

Podczas uroczystości ku czci Mallory’ ego i jego mężnych towarzyszy, mówca tak wyraził w słowach nastrój tego zgromadzenia.

– Evereście! – rzekł – Mówię do ciebie w imieniu wszystkich odważnych ludzi. Pokonałeś nas nie raz i nie dwa. A jednak pewnego dnia zwyciężymy. Ponieważ ty nie możesz stać się większy niż jesteś.*

A może przygniata Cię waga własnego bohaterstwa? Ale równocześnie trudno jest Ci zrzucić pancerz, który jest co prawda ciężki i niewygodny, ale miło znajomy i dający poczucie bezpieczeństwa.

Co byś powiedział na lekkostrawną dietę?

  1. Zamiast sztywnej, stalowej zbroi, przymiarka nowych pomysłów, tak jak przymierza się nowy garnitur czy sukienkę.
  2. Zamiast myślenia i szczegółowego analizowania wszystkich możliwych konfiguracji rozwiązań i jeszcze większej ilości zagrożeń, szybka piłka „działaj, testuj, sprawdź”.
  3. Zamiast napinania wszystkich mięśni, delikatny „luzik”, bo nawet jeśli coś nie wyjdzie, prawdopodobnie nie będzie to koniec świata. Perfekcjonizm naprawdę nie zawsze jest dobry środkiem do celu. Sama jestem na jego odwyku, jak najczęściej wrzucam luzik i jadę do przodu.
  4. Zamiast sprężania się natychmiast do skoku, cierpliwe wyczekanie właściwej chwili.
  5. Zamiast pogrążania się w setkach najczarniejszych scenariuszy, postaw sobie pytanie: Co najgorszego może się stać, jeśli mi się nie uda? I jaki byłby „ciężar gatunkowy” „klęski” w mojej życiowej skali. Tak od 1-10. Zdziwisz się, że będzie to liczba znajdująca się znacznie bliżej środka niż końca skali.

 

*Tę opowieść S. Poggio znalazłam na moim ulubionym portalu – kopalni opowieści –adonai.pl

Podziel się tym wpisem:
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

Jestem jak znaczek pocztowy. Trzymam się jednej rzeczy w drodze do celu. Ta jedna rzecz to opowieści. Mój cel: nauczyć przedsiębiorców tak opowiadać, żeby ich biznesy i życie stawały się jak najlepszą fabułą. Taką na Oscara. Od 26 lat jestem praktykiem storytellingu: zrobiłam setkę filmów nagradzanych na całym świecie i uczę sztuki opowiadania. Ostatnio w mojej Mistrzowskiej Szkole Storytellingu Biznesowego. Najbardziej lubię tę nutkę zaskoczenia, kiedy moi klienci piszą w mailach: "Monika, ten storytelling naprawdę działa!"


Dołącz do dyskusji: